IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Witamy na Adhri PBF.
Ziemia tej krainy stanowi skarbnicę początku oraz historii.Tutejsze drzewa pamiętają urodzaj jak i gorzkie czasy. Przez długie lata panowało jedno stado, które przez zdradę i chciwość podzieliło się na dwie frakcje, Lwią Ziemię i Złą Ziemię. Mimo iż każde prowadziło osobną politykę przez zawiść narastały konflikty. >>Więcej tu<<

Share | 
 

 TBD [Mane x Sekhmet]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
Gdy tylko lew wpadł do wody, Sekhmet natychmiast zaczął ściągać powiązanymi łapami "kaganiec" z lian. Jeżeli mu się udało, szybko podskoczył do brzegu, by uniemożliwić oponentowi wyjście ze zbiornika. Po tym momentalnie przeszedł do przegryzania lian, które krępowały jego łapy. Jeśli zdołał to zrobić, gdy tylko napastnik wyszedł z oczka wodnego, Sekhmet rzucił się na niego, by powalić go na ziemię, ścisnąć jego szyję, a po tym ponownie zepchnąć do wody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Próbując wyjść kawałek dalej dostrzegłem kątem oka, że więzień nie podąża za mną tylko próbuje zdjąć prowizoryczny kaganiec z lian. Nie czekałem więc długo, tylko od razu wyskoczyłem z wody, korzystając z okazji. Widziałem, że mu się udało uwolnić pysk… ale nie miałem zamiaru mu pozwolić wyplątać również przednich łap. Od razu rzuciłem się na niego, próbując go przygnieść swoim ciężarem do ziemi, jednocześnie go chwytając zębami za kark. W końcu mając liany, chociażby na zadnich nogach, nie był w stanie wystarczająco szybko odskoczyć. Starałem się więc go przycisnąć i przytrzymać, próbując go w ten sposób spacyfikować.
- Spokój! Poddaj się! – warczałem nisko, gardłowo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rudy po raz kolejny poczuł ciężar oponenta na ciele - tym razem jednak nie sprawiło mu to tak ogromnego bólu jak za pierwszym razem. Zrozumiał wówczas, że mimo tego, co przeżył przez te kilkanaście godzin, wraca do pełni sił. Z całej siły odpychał lwa łapami, przy czym szarpał nimi na boki, by móc się w końcu wyswobodzić. Na gryzienie po karku odpowiadał dokładnie tym samym. Próbował też wbijać mu pstre pazury w ciało, lecz nie należało to do łatwych w tym momencie.
- Spierdalaj wariacie! Jeszcze chwila i mnie tu nie ma. Zobaczysz! - ryknął mu prosto w pysk odsłaniając kły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Rzuciłem się na swojego więźnia, próbując go przycisnąć do ziemi… ale coś było nie tak. O ile wcześniej bez problemów dałem radę go powalić, to teraz… nie mogłem sobie z nim poradzić. Był większy ode mnie, czego miałem świadomość. Ale że jest aż taki silny? To mogłem poczuć dopiero teraz. I wcale mi się nie podobało. Drań zaczął się rzucać i szarpać aż w końcu poradził sobie z pozbyciem się mnie z grzbietu. Jęknąłem z bólu, gdy również poczułem jego kły na ciele. Widząc, że ten przygotowuje się do atakowania również pazurami, odskoczyłem, zerkając na niego z wściekłością. Zawahałem się, słysząc jego potężny ryk i widząc kły. Może prościej było uciec, póki miał wciąż obwiązane łapy i nie był w stanie ruszyć za mną w pogoń? Ale nie, wciąż miałem szansę z nim sobie poradzić i go spacyfikować!
- Spokój! Leżeć! – ryknąłem głosem nieznoszącym sprzeciwu chociaż nie spodziewałem się, by mój rozkaz był wykonany. Zacząłem go okrążać licząc na to, że ten z wciąż obwiązanymi łapami nie będzie w stanie za mną nadążyć a najlepiej się sam popląta w te wszystkie liany. W końcu zdecydowałem się ponowić atak i wpadłem w niego od boku, próbując go staranować. Owszem, byłem lżejszy od niego, ale liczyłem, że rozpęd a przede wszystkim jego obwiązane łapy spowodują, że nie będzie w stanie zachować równowagi… a ja szybko go przycisnę do ziemi, ponownie obwiązując mu lianą pysk. Miałem szczęście, że na wszelki wypadek wziąłem parę więcej. Ale czy dałem radę jakoś je teraz użyć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sekhmet kontynuował szarpaninę ze swoim wrogiem, cały czas usiłując jednocześnie wyrwać się z oków. Dostrzegł, że przeciwnik powoli zaczął tracić swoją pewność siebie - bardzo ucieszyło to czerwonogrzywego. Gryzł oponenta po łapach i podbrzuszu, a gdy ten się rewanżował, Sekhmet starał się wykonywać uniki poprzez turlanie się. W krótkich przerwach między wymianami ciosów, zielonooki próbował przegryźć liany pętające jego łapy. Gdyby mu się to udało, ucieczka nie stanowiłaby żadnego problemu. Niestety, brązowy lew cały czas usiłował stłamsić w nim chęć ucieczki. Zaczął go okrążać, co utrudniło rudemu uwalnianie łap. Udało mu się naruszyć zębami strukturę lian, lecz nie podołał odeprzeć ataku od boku. Wróg chciał ponownie spętać mu pysk lianami, lecz Sekhmet starał się "kłapać" pyskiem, by przedłużyć ten proces i zyskać kilka cennych sekund. W końcu, w takiej batalii liczy się każda sekunda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Drań się nie poddawał. Dzielnie walczył a ja czułem się coraz mniej pewnie, co jednak starałem się ukryć. Miałem nadzieję, że go przestraszę, że go zdominuję, że go przekonam do zaprzestania walki i poddania się… ale chyba z każdą chwilą szanse na to były coraz mniejsze. Zwarliśmy się, gryząc się po ciele… po czym odskoczyłem, przygotowując się do kolejnego ataku. Widziałem, że ten próbuje pozbyć się lian… ale nie mogłem mu na to pozwolić! Musiałem go mieć! Musiałem mieć swojego przewodnika! Owszem, wcześniej groziłem mu śmiercią za próbę ucieczki ale teraz… teraz nawet jak miałem możliwość doskoczenia i rozorania mu gardła, to nie mogłem tak postąpić. Nie byłem pewien, czy byłbym w stanie trafić w miejsce, o którym on wspominał. Musiałem go spacyfikować, unieruchomić, zmusić do posłuszeństwa i kontynuować swoją podróż. Zacząłem go okrążać po czym ponowiłem atak. Jakoś dałem radę go powalić, ale obwiązanie pyska, którym ten cały czas kłapał, nie było takie łatwe. Walnąłem go łapą w łeb, a następnie szarpnąłem za liany, które ten chyba (?) wciąż miał na szyi – te, na których go prowadziłem. Liczyłem, że zaciśnięte podduszą go odrobinę, odbierając mu chęć walki. I jeśli mi się udało, to ponowiłem próbę obwiązania mu pyska, w razie sukcesu robiąc to w miarę ciasno. Nawet zdjąłem te liany z szyi, aby być pewnym, że tym razem dobrze mu zabezpieczę jego ostre szczęki, by kolejny raz nie był w stanie użyć swoich groźnych kłów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sekhmet czuł, że jego szanse na ucieczkę rosną, lecz wiedział, że jeśli będzie zbyt pewny swojej wygranej - nie uda mu się. Starał się ze wszystkich sił odpychać ataki wroga, ale ciężko jest to zrobić, gdy ma się powiązane łapy. Brązowy lew niestety odniósł zwycięstwo i powalił rudego tak, by uniemożliwić mu ucieczkę. Momentalnie zacisnął mu lianami pysk, by nie mógł używać swojej jedynej w tym momencie broni. Sekhmet był przerażony, gdyż wiedział, że to była prawdopodobnie jedyna szansa na ucieczkę. Nie chciał jednak ukazać swojego strachu. Czekał, aż wróg go zabije, nie wiedział jednak w jaki sposób to nastąpi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Powaliłem drania, nie zaprzestając szarpania się z nim… aż w końcu udało mi się go poddusić na tyle, by szybkim ruchem łba obwiązać lianę wokół jego pyska. Zdjąłem lianę z jego szyi uznając, że na razie i tak ni muszę go nigdzie prowadzić i nią również obwiązałem mu pysk, by być pewnym, że tak łatwo się tego nie pozbędzie.
- Mam Cię! A co? Myślałeś, że mi zwiejesz? – spytałem, gryząc go lekko w łopatkę – Nie, nie uda Ci się. Teraz powinienem Cię zabić – oznajmiłem mu, sięgając pyskiem do jego ucha, by za nie lekko pociągnąć – Ale może trochę bólu, trochę tortur wystarczy… by Cię przekonać, byś był posłuszny – zastanawiałem się, wodząc pyskiem po jego przednich łapach, lekko go gryząc. Tak, nie mogłem go zabić. Był mi potrzebny. Ale trochę tortur… to go powinno skłonić na dłużej, do zaprzestania jakiegokolwiek oporu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
-Cholera jasna! Ty psycholu, zostaw m...- wykrzyczał prosto w pysk swojego wroga, lecz ten mu przerwał jednym ruchem zaciskając liany ponad jego nosem. Zrobił to dość mocno, co przysporzyło rudemu dodatkowego bólu. Poczuł także krew, która sączyła się pod jego łopatką. Nie poczuł samego ugryzienia.
Sekhmet usłyszawszy słowa oponenta, które wypowiedział mu prosto do ucha, zjeżył się i w dalszym ciągu próbował szarpać - mimo, iż nie dawało to żadnego rezultatu. Jak wcześniej był niemalże pewny swojej wygranej, w tym momencie był przekonany o swojej przegranej i nadchodzącej śmierci. Po chwili zaczął czuć podgryzanie po nogach. Kurwa mać, zabierzcie mnie stąd! Albo niech mnie już zabije!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Uśmiechnąłem się złośliwie, do powalonego lwa z obwiązanym pyskiem.
- Psycholu? Trochę pejoratywne określenie. A kto jest psycholem, kto jest normalny… to w zasadzie rzecz względna. Zależna od poglądów danej grupy lwów – oznajmiłem mu, podgryzając go po łapach i wodząc pyskiem po jego ciele.
- Dla mnie to ty jesteś psycholem. Zamiast się podporządkować wolałeś bunt… a teraz możesz zginać – stwierdziłem, przejeżdżając jęzorem po jego zranionej łopatce. Zaczynałem napawać się władzą, jaką miałem nad powalonym lwem. Okułem go pazurami, wbijając je w jego bok. Ale zaczynało mnie denerwować, że ten się nie poddaje. Że dalej walczy. Że stara mi się sprzeciwiać. Tego nie mogłęm tolerować.
- Dość tego! Uspokój się w końcu! Bo Cię zabiję! – warknąłem ze złością w zadnie łapy, przy których się akurat znajdowałem. Jeśli jednak ten nimi machał, to zamiast czystego ugryzienia, mogłem niechcący zawadzić o liany, rozcinając je i naruszając, czego w swojej wściekłości nie zauważyłem. Uszczypnąłem go zębami w zad, chcąc mu sprawić jeszcze więcej bólu.
- Będziesz mi służył! Słyszysz?! Będziesz! – ryknąłem na niego, ciągnąć go za ogon.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lew nie czuł już każdego ugryzienia z osobna, lecz nieustający ból w całym ciele. Zdawał sobie sprawę, że w jest w ciężkiej sytuacji, może nawet bez wyjścia.
Ja jestem psycholem? Ja?! Ja się kurwa rzucam na przypadkowych przechodniów, torturuję ich i jeszcze się do nich...no ...no kurwa! Sekhmet patrzył na niego z wściekłością w oczach, lecz był kompletnie bezradny. Oponent nie wykazywał jednak chęci do zamordowania go. Ciągle mu groził, ale nic nie robił w tym kierunku. Rudy zdał sobie szybko sprawę, że przecież nie może go zabić, jeśli chce się dostać na Lwią Ziemię. W końcu, jest on jego jedynym przewodnikiem. Sekh miał wiele szczęścia, że brązowemu zależało na dotarciu w jego rodzinne strony. Nim jednak doszedł do tego, miotał zadnimi łapami licząc, że może w jakiś sposób go jeszcze odtrąci...albo zniechęci go do walki. Nikłe szanse, ale warto spróbować czegokolwiek. Oczywiście został za to ukarany.
Po chwili poczuł jak przeciwnik ciągnie go za ogon rycząc głośno, niemalże prosto w jego uszy. Będę mu służył. Jeszcze zobaczymy - przeszło mu przez myśl. Pojawiło się kolejne koło ratunkowe dla czerwonogrzywego. Wróg przypadkowo naruszył liany pętające jego nogi, gdy raptownie zaatakował go zębami, by go uspokoić. Na szczęście dla Sekhmeta, nie zauważył tego. Ujrzawszy ten ważny szczegół, który umknął uwadze brązowemu, lew wiedział, że musi zrobić coś szybko, by tamten tego nie zauważył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Gryzłem drania, raz za razem. W zasadzie… po co to robiłem? Częściowo, by mu sprawić ból i w ten sposób udowodnić, że bunt nie popłaca. Ale… ale to była właśnie tylko część prawdy. Chyba karanie go dawało mi po prostu frajdę. Było dla mnie źródłem jakiejś dziwnej przyjemności. Przypominało mi, że dalej jestem potężny, że dalej jestem w stanie wymusić na innych posłuch, że dalej zależą ode mnie. Tak jak wtedy, gdy jeszcze rządziłem innymi, gdy byłem ich panem życia i śmierci, gdy skinieniem byłem w stanie wysyłać lwy na śmierć. O, jakże mi brakowało tamtych czasów… ale może kiedyś wrócą. I właśnie leżący przede mną spętany lew miał być do nich przepustką. I jedyne, co musiałem zrobić, to wymusić na nim wskazanie mi drogi.

Drań się rzucał nieustannie, buntując się, walcząc, nie chcąc się poddać. Tego chciał? To proszę – kolejne ugryzienia spadały na jego ciało. Nawet nie patrzyłem, gdzie trafiam. Łapa, bok, zad, ogon – miało go po prostu boleć. Nawet jeśli zawadziłem o jakąś lianę, to byłem zbyt wściekły, by zwrócić na to uwagę.
- To poddasz się w końcu draniu? Uspokoisz się? Obiecasz mi pełne posłuszeństwo? – kolejny raz na niego ryknąłem, gryząc go w zad.
- Chyba, że wolisz umrzeć? A mogę Cię zapewnić, że będziesz umierał powoli, strasznie cierpiąc! – dalej mu groziłem, coraz mocniej się irytując, że moje słowa wydają się być nieskuteczne. Czy to możliwe… czy to możliwe, że mnie przejrzał? Że odkrył, że blefuję i nie zamierzam go zabić? Mógł się domyśleć, skoro sam mu mówiłem, że potrzebuję poznać drogę.
- To może weźmiemy się za tortury? Z odgryzionym uchem, bez jednej łapy, bez ogona, po kastracji i z wyrwanym jęzorem też możesz być przydatny jako mój przewodnik. Tak chcesz skończyć? – spytałem się go, próbując wywrzeć na nim większą presję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sekhmet ciągle czuł ból z powodu nieustających ugryzień ze strony przeciwnika. Nadzieja go jednak nie opuszczała. Wyłączył się całkowicie na otaczającą go rzeczywistość i w ciągu kilku chwil opracował plan ucieczki. Nie był specjalnie skomplikowany, ale zdawał się być dobry i przede wszystkim, skuteczny.
Rudy ignorował wszystkie krzyki kierowane do niego. Nie miał wątpliwości, że lew, z którym przyszło mu obcować, jest nienormalny. Według Sekhmeta każdy może być wychowany w inny sposób, ale nie spotkał się jeszcze z kimś, kto nie respektuje w żadnym stopniu zasad Kręgu Życia. Wszyscy wokoło zawsze wpajali mu, że należy być tolerancyjnym...ale czy można tolerować czyjąś nietolerancję? Bo w tamtej chwili Sekh nie tolerował żadnej z przedstawionych mu przez brązowego zasad. Gardził nim i każdym jego słowem, ale jednego był pewien- ma łeb na karku. Nie należał do tych głupich, bez własnego zdania. Był przerażająco inteligentny, ale z drugiej strony rudy postrzegał go też jako zamkniętego na otaczający go świat i cholernie...rozpieszczonego. "Liczy się tylko jego zdanie, tylko on ma racje i nie ma mądrzejszego i lepszego od niego. Powinni mi grzywę czyścić i pazury piłować"- tak Sekhmet był w stanie go opisać po spędzonych z nim kilkunastu godzinach. Dostrzegł też jego skłonność do denerwowania się w bardzo szybkim tempie. W chwili, gdy cały czas go gryzł, groził mu, ryczał na niego...rudy zauważył, że jego cierpliwość się skończyła. Albo teraz skorzysta z planu, który udało mu się obmyślić na poczekaniu, albo będzie go prowadził aż na Lwią Ziemię i tam wyrządzi komuś krzywdę. W końcu Lwioziemcom nie raz już nie wyszło chronienie najbliższych- a przynajmniej takiego zdania był Sekh.
Gdy oponent po raz setny wydarł się na czerwonogrzywego, ten nie spoglądał na niego przez krótką chwilę, by za moment spojrzeć mu prosto w oczy lodowatym spojrzeniem. Jego wzrok był przesycony nienawiścią i chęcią zemsty, której chciał dokonać. Momentalnie wyrwał się z oków na jego zadnich łapach i wykonał sus w stronę wroga przewracając go. Odskoczywszy, ściągnął przednimi łapami liany pętające pysk i zerwał liany na przednich łapach, które pomimo, że były już lekko naruszone, musiał sobie pomóc zębami, by ostatecznie je zniszczyć. Widząc zdziwienie brązowego, rzucił się na niego, by ponownie wepchnąć go do oczka wodnego, przy którym cały czas się jeszcze znajdowali. Widząc przeciwnika w wodzie, nie zastanawiał się ani chwili dłużej i pobiegł przed siebie, nawet się nie odwracając. Zaczął biec najpierw w stronę Lwiej Ziemi, lecz zorientował się, że może w ten sposób doprowadzić wroga w rodzinne strony, a tego przecież nie chciał. Odbił więc na zachód w stronę jakiejś dżungli.
Gdy był już wystarczająco daleko, upewniwszy się, że lew nie podąża za nim, Sekhmet padł pod jednym z drzew. Był bardzo wycieńczony dość szybkim biegiem, a do tego miał przecież liczne rany na ciele. Nie myślał jednak o nich w tamtej chwili. Myślał wtedy tylko o jednym- by jeszcze raz go kiedyś spotkać, gdy będzie silniejszy i w pełni sprawny do walki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
TBD [Mane x Sekhmet]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Organizacja :: Kartoteka :: Retrospekcje-