IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Witamy na Adhri PBF.
Ziemia tej krainy stanowi skarbnicę początku oraz historii.Tutejsze drzewa pamiętają urodzaj jak i gorzkie czasy. Przez długie lata panowało jedno stado, które przez zdradę i chciwość podzieliło się na dwie frakcje, Lwią Ziemię i Złą Ziemię. Mimo iż każde prowadziło osobną politykę przez zawiść narastały konflikty. >>Więcej tu<<

Share | 
 

 TBD [Mane x Sunvaar]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Cierń
avatar
Miejsce: inna kraina, oddalona wiele dni drogi od miejsca, gdzie dzieję się akcja forum
Czas: mniej więcej 18 miesięcy wcześniej, jakieś trzy miesiące przed wydarzeniami z wątku http://ardhi.forumpolish.com/t261-tbd-mane-x-sargon

Urodziłem się w żyznej krainie, w której nie brakowało tłustych zwierząt. Krzyżowały się tutaj szlaki migracji wielu gatunków, więc lwy nie musząc martwić się o pożywienie, mogły się oddać swojej ulubionej rozrywce tutejszych kotowatych – to znaczy toczeniu wojen. Trzy stada wciąż się ścierały, ale przez dziesiątki lat żadne nie było w stanie wygrać. Dlaczego? Bo najważniejsza była równowaga sił. Nie można było doprowadzić, by którejś osiągnęło supremację – tradycją już stawały się sojusze dwóch tych, które aktualnie były najsłabsze, celem zapobieżenie dominacji najsilniejszego. Aktualna sytuacja nie wyglądała najlepiej dla mojego stada – w tej chwili było najsłabsze a poprzedni władca został zamordowany. Prawda, że nie brzmi najlepiej? Wydawałoby się, że to fatalnie… o ile nie widziało się o pewnej drobnostce, o której wiedziałem tylko ja. To ja otrułem władcę, dzięki czemu przejąłem władzę. Osłabić własne stado by przejąć dowodzenie nim? Nie uważałem tego za nic złego i zdecydowanie zrobiłbym to jeszcze raz. W końcu chyba lepiej panować w słabszym stadzie, niż być regularnym członkiem mocniejszego, nawet rządzącego?

Pewnego dnia dostałem… dziwną wiadomość. Nieznajomy lew, którego zapach i wygląd jakoby jednoznacznie wskazywał, że nie jest z tej krainy, przekazał jednemu z moich strażników list. Z podejrzliwością i nieufnością otwierałem pismo, wolno je czytając. A później… długo się wpatrywałem w litery, zastanawiając się, co o nich myśleć. Jakieś dalekie królestwo. Królestwo? U nas w sumie taka forma władzy nie występowała – była zwykle dziedziczna, chociaż nie zawsze. Najlepszym przykładem na to byłem ja sam. W sumie… w sumie nigdy mnie nie interesowały inne miejsca, bo zawsze uważałem swoją krainę za najlepszą. A opanowanie jej za najważniejsze… bo tak, jak przejąłem władzę w stadzie, to następnie planowałem je przejąć w całej krainie… a jak mi się to uda… nie, nie „jak” tylko „gdy” bo byłem pewien, że sukces jest w zasięgu mojej łapy, to ekspansja na sąsiednie krainy była naturalną konsekwencją. W każdym razie dotąd inne miejsca mnie nie interesowały… aż do momentu otwarcia listu. Dowiedziałem się z niego, że jakieś zewnętrzne królestwo chce nawiązać stosunki dyplomatyczne z moim konkurentem – najsilniejszym stadem. Wymiana handlowa… nie była dobra, bo mogła naruszyć równowagę sił. Na domiar złego, wysyłali jakiegoś potężnego wojownika, aby pokazać dobre intencje i wymienić się wiedzą i umiejętnościami. A to już byłaby jakaś totalna katastrofa! Moi przeciwnicy, poznając taktyki, strategie i bronie używane w innych miejscach, mogliby tak zmienić swoje doktryny, by pokonać mnie i trzecie stado! A na to nie mogłem pozwolić! Owszem, głęboko wierzyłem, że sposób walki prowadzony w naszej krainie jest lepszy niż w innych miejscach… ale nie chodziło tylko o sposób walki. Znajomość nowych fortelów pozwalałaby zaskakiwać moje wojska, zanim moi dowódcy wojskowi znaleźliby odpowiednie taktyki na radzenie sobie z tymi podstępami. Tak, musiałem tego lwa zatrzymać… tylko, tylko jedna rzecz mi się nie zgadzała. Dlaczego… dlaczego ktoś mnie o tym informował? Dostaje niepodpisaną wiadomość z innej krainy, że ktoś ma z niej nadejść i spiskować z moimi przeciwnikami? Przecież to nie ma sensu! Kto by miał mi to wysłać i dlaczego? Czyżby… to był jakiś podstęp? Podstęp… w podstępie? „Finta wewnątrz finty w fincie”? Więc jeśli to podstęp, to może olać ten list? Ale na to nie mogłem sobie pozwolić, bo co jeśli był prawdziwy?! Musiałem to zbadać! Jeśli to prawda, to musiałem zatrzymać tego lwa! Duży, biały… w naszej krainie białe lwy się raczej nie zdarzały. Byłyby zbyt dobrze widoczne na sawannie i w lesie. Podany był nawet termin, kiedy miałem się go spodziewać, wyznaczono drogę i zaznaczono miejsce, gdzie powinienem uderzyć. Co więcej był nawet sposób, aby moje lwy mogły zostać uznane za zaufane! Ktoś zadał sobie cholernie wiele trudu, by mi wszystko ułatwić. Tylko… tylko kto to do diaska mógł być? I czemu to robił?

W wyznaczonym dniu, w wyznaczonym miejscu – wąskim wąwozie, idealnym na zasadzkę – moje dwa lwy czekały na niespodziewanego przybysza. Znały hasło, odzew i miały znak rozpoznawczy, którym miały się posłużyć, aby potwierdzić swoją tożsamość. Spodziewałem się, że to wszystko podstęp, więc poza dwójką lwów, którzy mieli liny, w pogotowiu czekało kolejne 8 lwów: cztery przed wąwozem, daleko od jego wejścia, by odciąć na dany sygnał drogę ucieczki, i kolejne cztery za wąwozem, w pogotowiu, jakby nieznajomy się prześlizgnął… lub jakby to wszystko była tylko pułapką na tę dwójkę. W takiej sytuacji byliby w stanie uciec i powiadomić mnie o wszystkim. Samo południe było idealną godziną – krótki cień utrudniał ukrycie się. Wszystkie lwy były czujne, rozglądając się na boki i spodziewając się, że lada moment może na nie wyskoczyć spory oddział. W końcu to, że cała akcja jest mistyfikacją i zasadzką była więcej, niż bardzo prawdopodobna. No bo nic tutaj nie trzymało się kupy! Liczyłem, że rozmowa z tym lwem, jeśli rzeczywiście ktoś się pojawi, wszystko mi wyjaśni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Kilka dni i nocy wędrówki, z skalnych szczytów na południu głębiej w ląd, przez sawannę i dżungle. Wyprawa ta była jedną z dłuższych jaka odbył w swoim życiu. Królestwo zawierało znajomości z różnymi stadami, dobrze bowiem było mieć rozległą sieć nie tylko handlową, ale i informacji, Król od dawna prowadził politykę opartą na "Lepszy znany sojusznik, niż wróg o którym nie wiemy nic." czy byli to godni zaufania sojusznicy? Nie, nie to było sednem jego działań, zaufanie było najcenniejszą rzeczą na świecie, której nie rozdawało się na lewo i prawo.

Sunvaar otrzymał eskortę w postaci dwóch lwów, członków licznej gwardii ich umiejętności dorównywały tym, które posiadał czempion, samotna podróż bowiem mogła okazać się zbyt niebezpieczna nawet dla niego, a i samce często podróżowały w małych grupach, więc był to niejako kamuflaż. Znał obu z widzenia, nie rozmawiał z nimi zbyt wiele podczas marszu, jedynie w czasie postoju zamienił kilka 'niezbędnych' słów. Cele i przebieg, oraz ewentualne strategie zostały omówione przed wyprawą.
Przed wejściem do wąwozu Sun zatrzymał się, ciasne miejsca jak te instynktownie budziły niepokój w zaprawionym wojowniku, za plecami jednak miał swoich, wkroczyli więc do przesmyku kierując się dalej w wskazanym miejscu, z wskazówek podanych przez informatora wynikało że byli już całkiem niedaleko terytorium, na którym panował władca, dzień góra dwa i będą u celu.

Ciemny lew: - Brrr, jakoś chłodno się zrobiło. - Mruknął jeden z przybocznych i zerknął ku górze, wiedział że są u celu, tego prawdziwego, Sun miał nie dotrzeć na spotkanie. Miał nadzieje że władca tamtego stada przygotował się odpowiednio, miał im z kumplem dostarczyć towar pod nos, udział w walce z tym zabijają mu się nie widział.

Rudy lew: - Taa, jakbyśmy wkraczali do GROBOWCA. - Dodał drugi, słowo Grobowiec miało być hasłem, które miało wskazać tamtym że oto są na miejscu i czekają na odzew, pewność zrudziałego jednak ograniczała cisza, uniósł brew i popatrzył na druha wzrokiem 'no chyba nas nie wykiwają?'

Sunvaar zmarszczył nos, chłodno? Temperatura spadła góra o 1-2 stopnie, w górach czasem oscylowała poniżej zera, na szczytach zaś zalegał cały rok śnieg. -O czym oni mi tu pieprzą?- Zignorował ich biadolenie milcząc, robili to przez większość podróży. Tematy, które poruszali były tak trywialne że gdyby nie misja porachowałby im kości, ot żeby zamknęli jadaczki.
Malutki kamyk spadł z krawędzi na szczycie wąwozu, Sun zatrzymał się i zadarł łeb, powietrze było tu wilgotne niosło wiele zapachów, zwierząt i lwów, nie dziwiło go to szczególnie. Przesmyk zapewne był jedną z niewielu tras z północy na południe w tym rejonie. - Idziemy. - Nie ma co tu stać jak te kołki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Dwójka lwów czekała na przybysza. Stwierdzenie, że robili to cierpliwie, byłoby sporym nadużyciem semantycznym. Trudno w końcu o spokój biorąc udział w czymś, co jest niepewnie i niebezpieczne. Wszystko było zbyt skomplikowane, zbyt złożone i zbyt przypominało pułapkę, by mieć pewność, że wszystko się uda. Problemem były… chociażby zgranie czasowe i komunikacja. Ze względu na odległość kilku dni drogi, wiele rzeczy ciężko było uzgodnić… i ciężko było powiadomić, jeśliby coś się zepsuło. Informację o wszystkim dostałem trzy tygodnie temu. Bo kolejny tydzień był potrzebny na wysłanie potwierdzenia… i dostanie potwierdzenia, że potwierdzenie dotarło. Wypadało wysłać potwierdzenie… że dostałem potwierdzenie otrzymania swojej wiadomości, ale na to niestety nie starczyło czasu, bo w tym momencie wysłannik już wyruszał. Najmądrzejsze lwy przez setki lat rozważały problem dwóch armii i wychodziło na to, że nigdy nie będzie się miało pewności, że wszystkie wiadomości dotrą i będzie się to dało stwierdzić. Owszem, testowaliśmy szybsze sposoby komunikacji jak sygnały dymne czy tam-tamy… ale ich szybkość transmisji była nadal kiepska a sam komunikat, nawet przy użyciu szyfrowania, był mało dyskretny. Od razu by było wiadomo, że się z kimś komunikujemy, a tego chcieliśmy uniknąć. W każdym razie należało być uważnym i gotowym na różne scenariusze. Począwszy od tego, że wszystko jest jedną wielką mistyfikacją i pułapką aż po to, że wszystko pójdzie idealnie gładko. I nawet jeśli miało się nadzieje na to drugie… to trzeba było być przygotowanym na scenariusz pesymistyczny.

Dwójka czekających lwów w pewnym momencie dostrzegła, że z naprzeciwka nadchodzi potężny biały lew w towarzystwie dwóch pozostałych. Tak miało być… ale czy na pewno? Plan był taki, że tamta dwójka powinna współpracować, być wtajemniczona we wszystko… ale jednocześnie nie mogło się wydać, że tak jest, na wypadek, gdyby coś poszło nie tak. Przy czym… czy rzeczywiście udało się podstawić do jego eskorty wiedzące o wszystkim lwy? Równie dobrze tylko jeden mógł być wtajemniczony… lub żaden. To ostatnie można było wykluczyć w momencie, gdy zostało dane umówione hasło. Cztery lwy, daleko w tyle, zeszły do wyjścia z wąwozu blokując je, gdyby coś poszło nie tak, cztery daleko z przodu, czekały w gotowości, a dwa wyszły naprzeciw.
- Dziękujemy za przybycie – powiedział pierwszy oficjalnym tonem, wysuwając się do przodu. Było po nim słychać, że jest przywykły do wydawania rozkazów. – Mam nadzieję Panie, że droga upłynęła spokojnie. Ostatni odcinek jest na szczęście w pełni bezpieczny… ale niestety szpiegów tutaj nie brakuje. Wiesz dobrze Panie, jaką mamy napiętą sytuację polityczną. I wiesz, że zależy nam na pełnej dyskrecji. Tak jak było ustalane, dobrze byłoby ograniczyć liczbę lwów spoza krainy, by nikt z naszych wrogów o niczym się nie dowiedział – powtórzył wszystko to, co korespondencyjnie było uzgadniane, o czym raportował tajemniczy informator. W słowach lwa było słychać opanowanie, pewność. Dobrze go dobrałem. Jego towarzysz był delikatnie nerwowy – ale to spokojnie dało się zrzucić na karb niebezpiecznej i nietypowej misji, w której brał udział. Zgodnie z planem i wszelkimi ustaleniami, obca eskorta powinna zawrócić i sobie pójść, a sam lew powinien ruszyć dalej z nową eskortą. Takie były ustalenia… a pozostałe osiem lwów, cztery na początku wąwozu, cztery na końcu, obecnie niewidoczne, niesłyszalne, niewyczuwalne, miały zapewnić, że wszystko będzie w porządku i reagować, jakby coś poszło nie tak.
- Mamy jeszcze jedną prośbę. Wiesz Panie, że sytuacja jest niepewna, a chodzenie w towarzystwie obcego lwa mogłoby wydawać się podejrzane. Nasi wrogowie mogliby zwrócić na to uwagę, co groziłoby niebezpieczeństwem tak dla Waszego Królestwa, jak i dla naszego Stada. Nasz Władca sugerował, abyś Panie udawał… schwytanego, czy pojmanego intruza. Wiemy, że dla Tak Wielkiego Wojownika może to być… uwłaczające. Ale tutaj chodzi o bezpieczeństwo Twojego i naszego Ludu. Czy możemy Panie, zapiąć Ci kajdany? A najlepiej również kaganiec i obrożę? Aby oszukać wszystkich szpiegów, aby się nami zbytnio nie interesowali? – poprosił o pozwolenie, czekając na decyzję białego. Pochwalił go, aby zaskarbić sobie jego sympatię i poprosił o pozwolenie, nie próbując go do niczego zmuszać czy naciskać. Budził zaufanie, mimo że proponował rzeczy, które wielu lwom by się nie spodobały – w końcu nikt nie lubił, nawet tymczasowego, ograniczania wolności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
TBD [Mane x Sunvaar]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Organizacja :: Kartoteka :: Retrospekcje-