IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Witamy na Adhri PBF.
Ziemia tej krainy stanowi skarbnicę początku oraz historii.Tutejsze drzewa pamiętają urodzaj jak i gorzkie czasy. Przez długie lata panowało jedno stado, które przez zdradę i chciwość podzieliło się na dwie frakcje, Lwią Ziemię i Złą Ziemię. Mimo iż każde prowadziło osobną politykę przez zawiść narastały konflikty. >>Więcej tu<<

Share | 
 

 TBD [Mane x Cinerea]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Cierń
avatar
Nie miałem nic konkretnego do roboty i… i dziwnie się z tym czułem. Przez lata byłem przyzwyczajony do wielu obowiązków, wielu zadań, którymi musiałem się zajmować. A nawet, jeśli nie robiłem niczego konkretnego to planowałem. Dni, miesiące, lata. Wszystko lubiłem mieć z dużym wyprzedzeniem zaplanowane, wszystkie możliwości przewidziane. Co mi z tego wszystko wyszło? Niewiele. Okazało się, że nawet najlepsze plany mogą się posypać a sam zostałem wygnany z krainy, którą miałem zamiar rządzić. Cóż, zdarza się… parę błędów, które przekreśliły całą moją przeszłość i przyszłość. A teraz? Byłem w innym miejscu, w innej krainie i w zasadzie… nie musiałem niczego robić. Planować? Po co, byłem zwykłym członkiem, któremu nikt nie ufał. Zadania? Tutejsze lwy stały znacznie niżej w rozwoju cywilizacyjnym, jak to można byłoby określić i nie zajmowały się zaawansowaną polityką, spiskami, knuciem intryg – tym wszystkim, do czego byłem przez lata przyzwyczajony. A ja… po prostu się nudziłem. I by jakoś zabić tę nudę, lubiłem wybierać się na dłuższe spacery, przechadzając się bez konkretnego celu wolnymi terenami. Obecnie zrobiłem sobie krótką przerwę w cieniu jakiegoś drzewa znajdującego się w niewielkiej oazie. Było południe, które spowodowało, że wolałem leniwie sobie poleżeć niż ponownie wychodzić na rozgrzaną sawannę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Niedawno wkroczyła na te tereny, niedawno dołączyła do jednego ze stad, toteż wypadało jej odwiedzić wszelkie zakamarki na ziemiach niczyich, czy te należące do jej ugrupowania. Niekoniecznie w tej kolejności. Musiała w końcu wiedzieć, gdzie co leży, gdzie szukać pożywienia, wody, czy pomocy - oczywiście w skrajnych przypadkach, bo na co dzień sama dawała sobie radę. Niby wszystko wyglądało tak samo, wszędzie leżały tony złotego piasku, przecięty od czasu do czasu wyschniętym aloesem bądź oazą. Ta często jednak okazywała się być fatamorganą. I z tą też musiała sobie poradzić, zwłaszcza że kolor jej futra nie ułatwiał jej zadania. Utrudniał polowania, jeszcze bardziej przyciągał słońce, ale ona zdawała sobie z tego kpić. Zhardziała przez to mimowolnie, miast siedzieć w dżungli i upodobnić się do lampartów. A ci pewnie uznaliby ją za "swoją". Jednak nadal pozostawała lwicą, natura i instynkt kazały jej przebywać tu, na sawannie, na pustyni, a nie gdzie indziej. Przeniesie tylko i wyłącznie wtedy, gdy ją wygnają.
Podczas wędrówki podświadomie kierowała się ku majaczącym w tle zarysom palm. Szczerk parzył opuszki jej łap, pot strumieniami lał się jej z czoła do oczu, ale mimo wszystko - dawała radę. Znalazłszy się na miejscu, odruchowo sprawdziła, czy oaza nie jest aby tylko zwykłym przywidzeniem. Trzasnęła łapą o taflę wody, zaostrzyła pazury na daktylowcach, by chwilę później ułożyć się w ich cieniu i zachłannie chlipać życiodajny płyn z brzegu zbiornika. Miała już pewność, że to nie fatamorgana. Gdy nos przyzwyczaił się do nowych zapachów, wyłapał inny. A właściwie dobrze jej znany. Tylko przynależący do zupełnie nowego osobnika. Od niechcenia rozejrzała się dookoła. Samiec, o pospolitej maści, pospolitych oczach, pospolitej grzywie. Ciemna purpura oczu lustrowała go przez moment, ale uznała, że nie jest wart jej uwagi, toteż zamknęła się pod powiekami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Leżałem sobie spokojnie w oazie, odpoczywając w cieniu palmy, gdy kątem oka coś dojrzałem. Coś czarnego, świetnie wyróżniającego się na tle sawanny. Pokręciłem przecząco łbem. Musiałbym być ślepy, by czegoś takiego nie dostrzec. Równie dobrze nieznajome zwierzę mogłoby nieść wielkiego kaktusa z narysowaną na końcu strzałką „nadchodzę” a pewnie nie byłoby lepiej dostrzegalne niż obecnie. Zastanawiałem się nad konsekwencjami. Owszem, w ciągu nocy takie umaszczenie mogło być przydatne. Ale w dzień, w pełnym słońcu… musiało być utrapieniem. Aż mnie dziwiło, że ten osobnik był w stanie przetrwać. Musiał być niesamowicie uparty. Czym się wyróżniał? Siłą czy inteligencją? A może po prostu szczęściem? Starałem się sprawiać wrażenie niespecjalnie zainteresowanego jego przybyciem, chociaż kątem oka obserwowałem każdy ruch nieznajomego kotowatego… czy raczej kotowatej, co po dłuższej przerwie zauważyłem. Czemu tak późno? Od początku, z powodu sporego wzrostu zakładałem, że mam do czynienia z samcem, a jeśli myślenie skieruje się na pewien tor, to trudno później je naprostować. A drugie zaskoczenie pojawiło się, gdy zacząłem podejrzewać… że to nie lampart czy tam pantera tylko… tylko lwica. Zaintrygowało mnie to… nawet bardzo. Czarna lwica? Takie były bardzo rzadkie, ale przez to na swój sposób intrygujące i nęcące. Nie przedstawiła się? Nie zagadała? Taka mało towarzyska? Byłem pewien, że sobie w takim razie zaraz pójdzie, ale… nie. Ona została w miejscu, kładąc się i zasypiając? A przynajmniej przymykając oczy. Na ile straciła czujność? Rzeczywiście zmęczona upałem zaczęła odpływać? Czy też była w dalszym ciągu uważna? Zastanawiałem się, co zrobić. Co by tutaj nie mówić… podobała mi się. Czarna, duża, silna i zwinna lwica nie zdarzała się często. Chyba już nie pamiętałem, kiedy ostatnio byłem z samicą o takim ubarwieniu. Chyba każdy samiec lubił od czasu do czasu jakieś urozmaicenie. Trochę egzotyki w szarości codziennego dnia. Ona się świetnie w to wpisywała. Mogłem do niej zagadać, próbować zabajerować, zaoferować trochę zabawy… ale nie sądziłem, by się zgodziła. Z jej zachowania, tego ignorowania mnie, można było się domyśleć, że jest raczej samotnikiem. Że woli spędzać czas samotnie niż socjalizować się z innymi lwami. Może też kwestia jej umaszczenia? Uważała się za inną? Gorszą? W sumie… w sumie była inna. Ale nie traktowałem tego jako wadę, a wręcz przeciwnie – uważałem to za zaletę. Wciąż wahając się co zrobić, doszedłem w końcu do wniosku, że skoro prawdopodobnie nie będzie zainteresowana propozycją, to nie ma sensu jej składać. A skoro być może zasnęła, tracąc czujność, to dobrze to wykorzystać.

Powoli, cicho, jak najwolniej, zacząłem się podnosić. Nie było wokół mnie żadnych suchych gałęzi, mogących mnie zdradzić, a ubity piasek i poduszki łap powinny dobrze tłumić moje kroki. Ostrożnie zacząłem zmierzać w stronę Czarnej, wpatrując się uważnie w jej powieki, jeśli była przodem do mnie. Spała dalej? Jeśli chociażby lekko drgnęła, to od razu rzuciłem się na nią. Jeśli jednak nic takiego nie nastąpiło, tu skoczyłem w jej stronę, gdy miałem optymalną pozycję – taką, by dopaść ją w dwóch skokach, starając się ją chwycić zębami za kark i przycisnąć do ziemi. Dałem radę? Jeśli tak, to próbowałem ją przytrzymać w ten sposób, przyciskając ją swoim ciałem i przytrzymując zębami, aby nawet nie próbowała wstawać czy mnie użreć.
- Witam, jestem Mane. Miło Cię poznać – zagadałem do niej, niezależnie czy dałem radę jej dopaść, możliwie luźnym tonem, jakbyśmy się spotkali przy wodopoju – Może wpadniesz do mnie? – spytałem, chociaż z sytuacji, w której się znajdowała, raczej łatwo było przewidzieć, że nie przewiduję możliwości odmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
TBD [Mane x Cinerea]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Organizacja :: Kartoteka :: Retrospekcje-