Latest topics
» Lwia Grota
by Nurvureem Czw Sty 25, 2018 6:28 am

» Serce Lasu
by Nataka Sro Sty 24, 2018 9:39 pm

» Dolna część Wodospadu
by Fahyim Sro Sty 24, 2018 9:36 pm

» Górna część Lwiej skały
by Rashid Wto Sty 23, 2018 7:16 pm

» Chętnie Pogram!
by Mane Wto Sty 23, 2018 11:50 am

» Poszukiwania
by Mane Wto Sty 23, 2018 11:49 am

» Wasze Bannery
by Wymiana Pon Sty 22, 2018 3:12 pm

» Dół kanionu
by Jua Zahri Nie Sty 21, 2018 10:25 pm

» Dziedziniec
by Amon Nie Sty 21, 2018 10:16 pm

» Górna część wodospadu
by Nurvureem Nie Sty 21, 2018 10:01 pm

» Południowa cmentarzysko
by Nurvureem Nie Sty 21, 2018 9:46 pm

» Koryto rzeki
by Sekhmet Sob Sty 20, 2018 9:03 pm

» Wodospad w Oazie
by Sargon Pią Sty 19, 2018 4:23 pm

» Akkie - Jesienny Deszcz
by Seth Sro Sty 17, 2018 6:46 pm

» Nagrody za event
by Nurvureem Sro Sty 17, 2018 11:29 am

» Czego właśnie słuchasz?
by Seth Wto Sty 16, 2018 10:59 pm

» Legowisko Setha i Shayi
by Koda Wto Sty 16, 2018 7:40 pm

» Ruchome Piaski
by Jasiri Wto Sty 16, 2018 12:03 am

» Skargi i Zażalenia
by Nurvureem Nie Sty 14, 2018 7:42 pm

» Oaza
by Nurvureem Nie Sty 14, 2018 7:33 pm


Share | 
 

 Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Serce Pustyni
avatar
Niewielki teren przed wejściem do ruin. Od czasów świetności świątyni bogata ornamentyka ostała się w postaci kamiennych fontann i pozostałości po kolumnach. Całość zdobią pojedyncze palmy daktylowe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Serce Pustyni
avatar
Seth, wraz ze swoim gościem i obstawą dotarli w końcu na miejsce. Skinieniem łba dał znać strażnikom, aby oddalili się od niego i Shan'Ronira.
- Jeżeli jesteś spragniony, śmiało pij. Jeśli zaś jesteś głodny, mów - rzekł do karłowatego lwa, uśmiechając się przy tym nieznacznie. Bardzo chciał, by lew w miarę szybko przedstawił mu cel swojej podróży aż na Pustynię Bariyah. Zaczynał się odrobinę martwić o swoją Różę i dzieci, lecz wiedział, że jako władca jest odpowiedzialny za całe stado i jego dobro również jest priorytetem.
Kątem oka dostrzegł swoją siostrę, Merissę, która obserwowała gościa z wnętrza świątyni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Na swoich krótkich łapkach szedłem za samcem. Przy okazji oglądałem wszystko dookoła. W końcu odetchnąłem. Napije się potem, najpierw obowiązki.
-Dziękuję ale wolałbym najpierw aby sprawa, w której przybyłem do tych jakże nieprzyjaznych dla życia miejsca została omówiona- Usiałem patrząc się na potężnego samca. Nie bałem się go. Inne rzeczy krążyły mi po głowie, najważniejsza, to wykonanie zadania tak aby wszystko poszło po mojej myśli. Do tego byłem jakby nie patrzeć.., dyplomatą? Nie powinni skrzywdzić dyplomaty jeśli nie są tymi złymi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Serce Pustyni
avatar
Seth usiadł przy rozpadającej się starej, kamiennej fontannie, która zapewne była kiedyś piękną ozdobą Dziedzińca. Oparł się lekko o jej ściankę i czekał, aż przybysz z nieco odległych od Pustyni stron przedstawi mu cel swojej wędrówki. Zwrócił również uwagę na słowa karłowatego lwa, w których jasno dał do zrozumienia, że Pustynia Bariyah nie jest (delikatnie mówiąc) miejscem dobrym do życia. Zmrużył lekko oczy i rozejrzał się po dziedzińcu. Serce Pustyni zdawał sobie sprawę z tego, że miejsce, w którym dostęp do wody i pożywienia zawsze będzie miejscem nieprzyjaznym dla życia. Wiedział też, że lwy ze stada Bariyah przystosowały się już do panujących tu warunków. Postanowił jednak nie komentować w żaden sposób słów gościa.
- Rozumiem. Tak więc, proszę, mów - powiedział, przy czym machnął łapą w geście zachęcenia go do mówienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skinąłem mu lekko głową.
-Tak więc stado Krwawego Zmierzchu jest dość niebezpieczne i panoszy się dość mocno. Zagrażają wam jak i nam i propozycja jaka płynie ze stada Złotego Brzasku to fuzja obu grup -Powiedziałem z powaga patrząc się na samca- Jest to dość poważna decyzja ale może zapobiec ataku i przede wszystkim zapewni wszystkim większe bezpieczeństwo.- Przerwałem aby wziąć głęboki wdech- Może to przynieść obu stadom więcej dobra, tym bardzie, że łączy nasze stada nie tylko sympatia ale po części więzy krwi- Chciałem to poruszyć- Do tego będziecie musieli przenieść się na ziemie Brzasku ale wasza ojczyzna będzie wolna i będziecie mogli ja odwiedzać, w końcu więźniami nie będziecie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Serce Pustyni
avatar
Seth, po wysłuchaniu słów gościa, przez chwilę trwał w milczeniu i rozglądał się po Dziedzińcu. Jego pysk wyraźnie wskazywał na to, że lew najzwyczajniej się nad czymś zastanawia i nie trudno się domyśleć, co go trapi w tym momencie.
- Shan' Ronirze...- zaczął mówić pewnym, zdecydowanym tonem - domyślasz się zapewne, że nie odpowiem ci na to pytanie w trybie ekspresowym. Ba...nie ma takiej możliwości. Jest to bardzo poważna decyzja i nie mogę podjąć jej sam. Aczkolwiek... - zawiesił swój wywód na chwilkę - ...propozycja ta jest bardzo rozsądnym wyjściem z tej problematycznej sytuacji. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z zagrożenia, jakie wynika z sąsiedztwa Krwawego Zmierzchu. Mój ojciec miał tam korzenie i do niczego dobrego się nie przyczynił. Jeśli mam być szczery, nienawidzę stada Krwawych i najchętniej pozbyłbym się ich co do osobnika, jednakże w pewnym sensie nie godzi się to z naszą..."polityką". Zgadzam się z tobą również, jeżeli chodzi o więzy krwi naszych społeczności - tu uśmiechnął się lekko, gdyż wyobraził sobie minę Shayi, gdy ta usłyszy o tej propozycji. Róża Pustyni jest stęskniona za rodzinnym domem - Powiem tak...daj mi noc, Shan' Ronirze. Następnego dnia o poranku dam ci odpowiedź. Muszę jakoś poinformować moich o tak wielkim przedsięwzięciu. W końcu, porzucilibyśmy nasz rodzinny dom, tradycję i kulturę. Wiem, że brzmi to dziwnie, gdyż wasze tereny są o wiele bardziej przyjazne życiu, ale jesteśmy z tym miejscem związani emocjonalnie i nie tylko -zaśmiał się pod nosem, po czym zaczął chodzić w kółko przy karłowatym lwie.
- Tak jak powiedziałem, daj mi noc. Spotkajmy się w tym miejscu o świcie. No i oczywiście, możesz spędzić noc w jednej z naszych komnat. Azraqu, wskaż gościowi komnatę, w której może przenocować- skinął łbem na jednego ze strażników stojących przy zielonookim przybyszu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
-Rozumiem to w zupełności i nie mam zamiaru nawet poganiać- Rzekłem i skinąłem mu lekko łbem. Wiedziałem i zdawałem sobie sprawę z trudu i powagi takiego wydarzenia. Jest to trudna i cieżka decyzja ale czy ne będzie w dłuższym czasie bardziej.. rozsądna? Spojrzałem an strażnika i dałem się odprowadzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Serce Pustyni
avatar
Następnego dnia o poranku, Seth zjawił się na dziedzińcu zgodnie ze złożoną Shan'Ronirowi obietnicą. Tego dnia pojawił się już bez obstawy, gdyż karłowatemu lwu udało się zdobyć zaufanie Serca Pustyni. Lew w oczekiwaniu na gościa ponownie wykonał swego rodzaju przechadzkę po tym miejscu, by móc jeszcze chwilę podziwiać rodzinny dom. Miał zamiar zgodzić się na propozycję Złotych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nie długo potem zostałem wezwany i wstawiłem się. Skłoniłem się przed Sethem.
-Alcar- Przywitałem się i spojrzałem się na samca. Ciekawiła mnie jego decyzja. W końcu nie będzie należała do tych łatwych.
-Tak więc władco tych piaszczystych ziem, czy podjąłeś decyzję?- Zapytałem patrząc się na samca cały czas z dużą uwagą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Serce Pustyni
avatar
- Tarhib, Shan'Ronirze - ukłonił mu się lekko na przywitanie - Jak ci minęła noc w naszej skromnej siedzibie? - uśmiechnął się spoglądając na ruiny budowli. Po chwili skupił się jednak na pytaniu gościa i dotarło do niego, że nie spotkali się tu przecież w ramach przyjaznej pogawędki.
- Przedyskutowałem tę sprawę. Zgadzamy się na waszą propozycję. Chciałbym jednak mieć zapewnienie, że nasza społeczność nie zostanie do końca...jakby to ująć? Pochłonięta przez waszą, może tak. Zależy nam bowiem na tym, by Pustynni, mimo ścisłego sprzymierzenia ze Złotym Brzaskiem, dalej pozostali Pustynnymi. To taka unia między naszymi stadami. Wszyscy pracujemy dla jedności, jesteśmy jednością, ale mimo to w głębii serca jesteśmy jednak osobnymi stadami - powiedział niemal bez przerw spoglądając już w skupieniu na karłowatego lwa.
- Nie zrozum mnie źle, Shan'Ronirze, gdyż to wasze tereny są bardziej przyjazne życiu i tak na prawdę wyświadczacie nam przysługę...ale zależy nam na tym, aby nasza społeczność nie zniknęła "całkowicie" -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wysłuchałem lwa ze spokojem- Rozumiem wasza wysokość chęć takiego zachowania swojej odmienności- Powiedziałem ze spokojem- Tylko aby ta chęć nie sprawiła wewnętrznego rozpadu oraz innych nieprzyjemności- Właśnie o to chodzi, niech zostaną kim chcą ale pod naszymi rangami, tytuły nadal mogą swoje nosić w końcu.
-Zdaje sobie jednak wasza wysokość, że jeśli ten pakt, złączenie czy jak to nazwać, potrawa długo, to samo zaniknięcie i pochłonięcia nastąpi- Tak zawsze jest ze społecznościami, zostają z czasem pochłonięte i stają się jednością. Czy jednak zapomną o swoich korzeniach to inna kwestia. Mogą nadal czcić swoje zwyczajnej będąc jednocześnie oddanymi chłonkami Brzasku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Serce Pustyni
avatar
Lekki uśmiech nie schodził z pyska Serca Pustyni. Spodziewał się takiej odpowiedzi i przecież zarówno on, jak i jego poddani są tego w pełni świadomi.
- Dobrze. Chcemy połączenia naszych dwóch społeczności. W głębi duszy wciąż pozostaniemy pustynnymi, aczkolwiek będziemy żyć dla Złotego Brzasku - powiedział już zdecydowanie poważniej. Klamka zapadła.
- Chciałbym zobaczyć się z królem Złotego Brzasku. Jest taka możliwość w najbliższym czasie? - dodał po chwili
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
-Myślę, że tak- Powiedziałem spokojnie do niego- Wrócę i zapowiem pańskie przybycie ale za jaki czas to ma nastąpić?- Ja sam dotrę na skałę dopiero jakoś za dwa dni jak się spręże a tak może trzy. Musiałbym wiedzieć na kiedy zapowiedzieć przybycie władcy piasków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Serce Pustyni
avatar
- W zasadzie... - zaczął po krótkim przemyśleniu - ...jak długo zajęłoby nam dojście stąd na tereny Złotego Brzasku? - uśmiechnął się, przy czym nie przestawał patrzeć na Shan' Ronira z powagą w oczach. Lew zdawał sobie sprawę z ważności przedsięwzięcia i nie chciał zwlekać. W tym wszystkim chodziło przecież głównie o bezpieczeństwo ich stad, a zagrożenie ze strony Krwawych jest przecież nieuniknione. Tak przynajmniej czuł Seth, zarówno w tym momencie, jak i jakiś czas temu, gdy wybrał się w okolice granicy ich stada za swoim synem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zaskoczyło mnie to, że ten już teraz gotowy jest wyruszyć.
-Hmm..- Zastanowiłem się- Myślę, że jakoś dwa do trzech dni- Tak miej więcej tyle to zajmuje. Do tego najlepiej przez pustynie raczej w nocy przejść. W dzień i szczytowej porze nie byłoby to rozsądne. Nie dla mnie przynajmniej. Nie przywykłem do takich podróży.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Serce Pustyni
avatar
Seth przytaknął mu łbem, gdy usłyszał o czasie tej wędrówki. Tak, tyle właśnie się spodziewałem.
- Dobrze, Shan' Ronirze. Myślę, że będę gotów wyruszyć koło południa. Chyba, że ty chciałbyś wyruszyć o innej porze? Może nazajutrz? Dostosuję się - powiedział, po czym zerknął w stronę strażników stojących kawałek stąd. Trzeba będzie zabrać strażników. Tym razem wezmę tamtą dwójkę, Azraq i Kemal muszą odpocząć - przeszło mu przez myśl, po czym lekko się uśmiechnął i znów skierował wzrok na karłowatego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
-Jeśli byłoby to możliwe wolałbym o zmierzchu zacząć- Powiedziałem patrząc się cały czas na władce- Nie jestem przystosowany do wędrówek po tym gorącym terenie-A w jedna noc przejdą tyle ile trzeba by móc potem podróżować dzień. Oni byli przystosowani do takich klimatów. Mi by to zajęło za dużo. Tak mi się przynajmniej wydawało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Serce Pustyni
avatar
Lew, usłyszawszy propozycję Shana, zdał sobie sprawę, że rzeczywiście nie każdy musi być przystosowany do takich warunków. Przytaknął mu krótkim skinieniem łba, po czym odwrócił się od niego i zaczął kroczyć w kierunku ruin.
- Nie ma problemu. Zabierzemy się z całą obstawą, gdy słońce zacznie znikać za horyzontem - powiedział, zwracając łeb ku niemu - A w międzyczasie...może zechciałbyś ze mną troszkę "pozwiedzać"? Mamy u siebie wiele rzeczy, z których jesteśmy poniekąd dumni - uśmiechnął się szeroko spoglądając, czy lew zechce pójść za nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tak będzie najlepiej. Słysząc jednak jego kolejna propozycje chwile musiałem przeanalizować odpowiedź. Nie wiem czy mam ochotę patrzeć na tym słońcu na cokolwiek ale nietaktem jest odmawiać władcy.
-Oczywiście wasza wysokość- Rzekłem i lekko skinąłem łbem na potwierdzenie swoich słów. Z drugiej jednak strony dobrze będzie jednak trochę spojrzeć an to wszystko z innej strony i poznać ich... kulturę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Serce Pustyni
avatar
- Zatem chodźmy - odpowiedział mu z uśmiechem, po czym wskazał mu łbem kierunek, w którym rozpoczną "zwiedzanie".
Oddaliwszy się kawałek od dziedzińca, Seth wskazał mu, że mogą schronić się przed słońcem w ruinach świątyni.
- Tutaj znajduje się wszystko. Ślad po naszej egzystencji pozostanie tu na zawsze - powiedział z już nieco poważniejszym tonem - Spójrz, tam jest komnata władców. Każde z naszych Serc Pustyni zostawiało tu odbicie łapy. Moje również - lekko się uśmiechnął mrużąc przy tym oczy - Moi przodkowie byli niesamowici i mieli niesamowite historie. Niestety, mój ojciec nie zalicza się do tych...majestatycznych. Było z nim sporo problemów, ale to długa historia. Nie wiem, czy chciałbyś o tym słuchać, mogłoby to zająć całą drogę na Lwią Ziemię - zaśmiał się na głos przy ostatnim zdaniu wypowiedzi.
Podczas tej całej przechadzki pokazał Shan'Ronirowi niemal całe ruiny. Po pewnym czasie zdał sobie jednak sprawę z tego, że lew może być już zmęczony i głodny, a o zmroku mają przecież ruszyć.
- Chciałbym cię zaprosić na kolację z nami. Jestem pewien, że lwice wrócą z polowania z czymś zadowalającym nas wszystkich - zaśmiał się pod nosem, po czym obserwował reakcję znużonego już zapewne lwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Po drodze gdy zauważył już dziedziniec, z daleko zdało mu się że ujrzał nawet nie jeden, a dwa znajome kształty sylwetek. W tym jeden dosyć niski.Ale już kojarzył go. Wyprzedził nieco Amona i podszedł spokojnie aczkolwiek na tyle głośno by nie zostać uznanym za szpiega czy co gorsza agresora.
- Witajcież wielcy duchem i odważni umysłem. - zakrzyknął - Radują się me ślepia na twój widok Seth, najwspanialszy wodzu i serce pustyni. Widzę wszak iż jesteś w zdrowiu. - uśmiechnął się szczerząc szeroko swe kły.
- Lecz i widok Ciebie Ronirze, nie jest mi obojętny. Miło Cię ponownie spotkać lwioziemski towarzyszu o sympatycznym charakterze który czyni Cię większym duchem niźli ciało by wskazywało.

Dawno już nie spotkał się w tak przyjaznym gronie. Ucieszyło to Sargona niezmiernie i w końcu zaznał jakiejś takiej ulgi. Gdy był już blisko ukłonił się Sethowi.
- Mam nieskrytą nadzieję iż nie przerwałem wam ważnych pertraktacyji.
Wziął głęboki wdech i odwrócił się sprawdzając czy Amon już przybył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Młode
avatar
Amon cały czas podążał za Sargonem, w międzyczasie podpowiadając mu dokąd mniej więcej ma się udać. Czasami jednak zdawało mu się, że lew doskonale zna drogę i wskazówki młodego księcia zupełnie nie są mu potrzebne.
Gdy ujrzeli Setha, mały natychmiast pobiegł za czarnogrzywym, za którym w pewnej chwili przestał nadążać. Lew, bowiem, zdawał się być niesamowicie uradowany, gdy ujrzał Serce Pustyni, a obok niego...jakiegoś gościa.
Okazało się, że Sargon zdążył poznać i tego drugiego lwa, co spowodowało lekkie skonfundowanie lwiątka. Kogo teraz słuchać? Co powiedzieć? Miał się pochwalić Sethowi o tym, że poznał Sargona, że jest on niesamowity,i tak dalej, i tak dalej... a tymczasem bąknął jedynie ciche "Tarhib" pod nosem na widok karłowatego lwa i słuchał tego, co mają do powiedzenia starsi. Wiedział, że podsłuchiwanie to bardzo zły nawyk, ale czasami nie da się tego nie robić (zwłaszcza, jak jest się ciekawskim pędrakiem). No i co tu innego robić, gdy peszy go obecność obcego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Dziedziniec
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Krainy Stad :: Pustynni Bariyah :: Serce Piasków :: Przedwieczne Ruiny :: Wnętrze Ruin-