Latest topics
» Lwia Grota
by Nurvureem Czw Sty 25, 2018 6:28 am

» Serce Lasu
by Nataka Sro Sty 24, 2018 9:39 pm

» Dolna część Wodospadu
by Fahyim Sro Sty 24, 2018 9:36 pm

» Górna część Lwiej skały
by Rashid Wto Sty 23, 2018 7:16 pm

» Chętnie Pogram!
by Mane Wto Sty 23, 2018 11:50 am

» Poszukiwania
by Mane Wto Sty 23, 2018 11:49 am

» Wasze Bannery
by Wymiana Pon Sty 22, 2018 3:12 pm

» Dół kanionu
by Jua Zahri Nie Sty 21, 2018 10:25 pm

» Dziedziniec
by Amon Nie Sty 21, 2018 10:16 pm

» Górna część wodospadu
by Nurvureem Nie Sty 21, 2018 10:01 pm

» Południowa cmentarzysko
by Nurvureem Nie Sty 21, 2018 9:46 pm

» Koryto rzeki
by Sekhmet Sob Sty 20, 2018 9:03 pm

» Wodospad w Oazie
by Sargon Pią Sty 19, 2018 4:23 pm

» Akkie - Jesienny Deszcz
by Seth Sro Sty 17, 2018 6:46 pm

» Nagrody za event
by Nurvureem Sro Sty 17, 2018 11:29 am

» Czego właśnie słuchasz?
by Seth Wto Sty 16, 2018 10:59 pm

» Legowisko Setha i Shayi
by Koda Wto Sty 16, 2018 7:40 pm

» Ruchome Piaski
by Jasiri Wto Sty 16, 2018 12:03 am

» Skargi i Zażalenia
by Nurvureem Nie Sty 14, 2018 7:42 pm

» Oaza
by Nurvureem Nie Sty 14, 2018 7:33 pm


Share | 
 

 Serce Lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 

W samym środku znajduje się największe i najstarsze drzewo pamiętające odległe czasy. Idealne miejsce wypoczynkowe nadające się również na obserwatorium. Drzewo swoją rozpiętością i wysokością przewyższa wszystkie inne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Sigrun zawróciła z plaży i udała się wprost do dżungli. Na samym jej obrzeżu spotkała partnerkę, która zgubiła jej trop. Wysłuchała wywodu oraz marudzenia o nieodpowiedzialności po czym weszła do parnego lasu tropikalnego. Przebycie samemu tej puszczy byłoby nie lada wyzwaniem, staje się to o wiele prostsze z ptasim przewodnikiem, który co jakiś czas korygował kierunek szarej.
Sigrun zatrzymała się przy ogromnym drzewie, z niejakim zdziwieniem i oczarowaniem stwierdziła, że by objąć sam pień potrzeba byłoby stada lwów. Położyła się tuz przy konarze wystającym z ziemi by zrobić małą przerwę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bujne zarośla zaszeleściły na chwilę przed tym, jak wyłoniła się z nich Przeklęta, krocząc nieśpiesznie z lekko rozwartym pyskiem, wdychając ciężkie, parne powietrze i błądząc wokół spojrzeniem zdrowego oka. Omiatała wzrokiem rozłożyste drzewa, zerkając od czasu do czasu w górę, ku przesłoniętemu gęstym listowiem niebu.
Wszystko w tej krainie wciąż było dla niej obce, choć podczas swej tułaczki do uszu samicy dotarły wieści o dawnych dziejach, panujących tu niegdyś władcach i toczonych przez nich bojach. Bynajmniej nie pomagały one jednak w odnalezieniu schronienia, które mogłyby jej posłużyć przynajmniej na jakiś czas. Stąpając wśród gęstwiny Sheeba wiedziała, że owa puszcza niezbyt się do tego nadaje. Choć wśród drzew z pewnością nietrudno o kryjówkę, to polowanie stanowiłoby nie lada wyzwanie z tą całą roślinnością utrudniającą i spowalniającą ruchy większego zwierzęcia, nie wspominając już o męczącym, ciężkim, przesyconym wilgocią powietrzu, które przyzwyczajonej do otwartych przestrzeni i suchszych terenów samicy zaczynało dawać się we znaki.
Niemniej, puszcza nada się na chwilowy przystanek, w celu zregenerowania sił. Ułożenie się na jednym z tych szerokich, omszonych konarów wydawało się kuszącym pomysłem.
Lecz, gdy postanowiła wcielić go w życie, dostrzegła, że jeden z nich, znajdujący się stosunkowo niedaleko, jest już zajęty przez drobną, szarą lwicę. Włóczęga zamarła, odruchowo spinając mięśnie, wbijając wzrok w nieznajomą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Żadnego podmuchu wiatru, ciepłe, parne i geste powietrze wisiało w miejscu przez co nie mogła zorientować się, że nie jest tu już sama. Przyglądała się swoim zmęczonym łapom, opuchniętym poduszkom, które miały za sobą długą podróż. Westchnęła bezgłośnie i podniosła łeb chcąc spojrzeć w koronę drzew, gdy jej oko zarejestrowało brązowa plamę, której nie było tu wcześniej. Przed nią widniała w bezruchu jakaś lwica, która niemal kąsała swoim spojrzeniem. To co jednak przyprawiło szarą o ciarki była dziwna aura otaczająca nieznajomą. Poruszyła niespokojnie końcówką ogona, na której przymocowane grzechotki zaszeleściły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Uważnie obserwowała szarą, która najwyraźniej dopiero po chwili zdała sobie sprawę z jej obecności. I, wnioskując z jej reakcji, była nie mniej zaskoczona, niż sama Sheeba. Nic dziwnego - wśród drzew nie wiał nawet ulotny zefirek, tak więc wonie nie roznosiły się z wiatrem.
Obrzuciła samicę kolejnym, uważnym spojrzeniem od stóp do głów, badając swym zdrowym okiem każdy milimetr jej ciała. Skłamałaby, gdyby powiedziała, iż wcale nie odczuła cienia satysfakcji, odczytując z mowy ciała lwicy widoczne oznaki niepokoju. Na ułamek sekundy kąciki pyska drgnęły, jakby oblicze Przeklętej miało już rozciągnąć się w uśmiechu, lecz ten zniknął, nim zdążył na dobre wykrzywić lico brązowej. Nagle bowiem wyczuła roztaczaną wokół samicy niecodzienną aurę, w której doszukała się śladów obcej obecności. Drgnęła gwałtownie, kładąc na sekundę uszy po sobie. Ona widzi więcej, niż większość. Może wyczuć klątwę!
Krótka myśl wywołała lawinę innych, dużo bardziej niespokojnych, przywołując z odmętów umysłu samicy najgorsze wizje. Choć dawno temu porzuciła przekonanie, iż winna jest chronić śmiertelnych przed wpływem ciążącego na niej przekleństwa, doszła do wniosku, iż nie będzie bezpieczna, jeśli ktoś się o nim dowie. Kto bowiem nie chciałby się pozbyć źródła swego nieszczęścia?
Przez krótką chwilę stała nieruchomo, wpatrując się w nieznajomą jak sroka w gnat, w myślach analizując wszystkie możliwe rozwiązania tej sytuacji. Wreszcie uszy wróciły na prawowite miejsce, a pysk rozciągnął uśmiech - który po lewej, nieuszkodzonej stronie prezentował się nawet przyjemnie, a po prawej, oszpeconej, sprawiał dość upiorne wrażenie.
- Witaj. Wybacz, że cię niepokoję, ale... Zabłądziłam - zaczęła, starając się nadać swemu obliczu wyraz autentycznego zakłopotania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Lodowo niebieskie ślepia uważnie przypatrywały się obcej i jej nagłemu zachwianiu pewności siebie. jeszcze całkiem przed chwila górowała nad nią przytłaczając upiorną atmosferą a teraz jakby zdawała się maleć. Skulone uszy, lekko zgarbiona sylwetka. Szara nie wiedziała co było przyczyna tej szybkiej zmiany. Sigrun podniosła się do pozycji siedzącej a otaczająca ją zielona mgiełka zaczynała nabierać kształtów. Zielone pnącza, które wydawać by się mogły że pochodzą z klejnotu na piersi, zaczęły oplatać jej ciało. Na łbie wyrosły poskręcane rogi. Wszystko to trwało zaledwie parę sekund i ciężko było stwierdzić czy zaistniało to naprawdę czy był to tylko wymysł wyobraźni spowodowany tutejszym gorącem i duchotą.
Skinęła jej łbem na powitanie a potem uniosła swoją łapę i przytknęła do ust po czym pokręciła przecząco łbem opuszczając kończynę na ziemię.
Dla Sigrun również nie istniało pojęcie brzydoty i choć lwica była nieco oszpecona nie przeszkadzał jej wygląd. Bardziej niepokoiło i intrygowało to co ją otaczało a nie mogła tego bardziej rozgryźć. Pierwszy raz miała do czynienia z tak silną aurą budzącą lęk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przyglądała się samicy i nagle spostrzegła, że coś w jej postaci zaczęło się zmieniać. Ledwie dostrzegalna, zielonkawa mgiełka do tej pory otaczająca szarą zdawała się zmieniać, przyjmować konkretniejsze kształty przypominające oplatające jej ciało pnąca i wyrastająca z łba para rogów. Sheeba obserwowała to niezwykłe zjawisko uważnie, z mieszaniną lekkiego niepokoju i fascynacji, którą wyraźnie dało się dostrzec w jej zdrowym, złocistym oku. Jednakże, nim zdążyła się zastanowić nad znaczeniem dziwnej wizji, ta zniknęła tak szybko, że brązowa nie była w stanie określić, czy nie było to jedynie przywidzenie. Zamrugała kilkukrotnie, wbijając wzrok w sylwetkę szarej, uważnie wypatrując kolejnych odchyleń od normalności. Koniec końców nie potrafiła orzec jednak jednoznacznie, co zobaczyła i czy to, co ujrzała było rzeczywistością, czy wytworem jej wyobraźni.
Zrozumienie znaczenia gestu samicy zajęło jej kilka chwil. Po momencie zastanawiania się, o co szarej może chodzić, lwica zdała sobie sprawę z tego, iż nieznajoma do tej pory nie wydała z siebie ani jednego dźwięku. Niemowa, pomyślała, co przyniosło jej niejaką ulgę. Nawet, jeżeli rzeczywiście jest w stanie wyczuć ciążącą na niej klątwę, raczej nie podzieli się tą wiedzą z nikim innym. Wyprostowała się więc ponownie, momentalnie odzyskując pewność siebie.
- Rozumiem - zapewniła szarą, skinąwszy przy tym łbem. Zastanawiała się przez chwilę, czy nie dodać coś jeszcze, lecz zrezygnowała. Szara z pewnością nie lubiła, gdy inne lwy przywiązywały zbyt dużą wagę do jej przypadłości. Być może popadam w paranoję, i szara wcale nie jest w stanie wyczuć klątwy, a jedynie niepokoją ją moje blizny? To całkiem możliwe, przemknęło jej przez myśl. Postąpiła o krok bliżej, wciąż obserwując samicę.
- Czy nie miałabyś nic przeciwko, gdybym potowarzyszyła ci przez chwilę? Mam za sobą długą drogę - powiedziała brązowa po chwili, wskazując gestem łapy na pobliski konar.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Zachowanie lwicy dla Sigrun było w dalszej chwili dziwne i ciężkie do zrozumienia. Bardziej by ją zadowolił fakt gdyby się pożegnała i ruszyła dalej. Ta jednak chciała odpocząć w tym samym miejscu. Analizowała możliwe opcje, może obca tylko chciała uśpić jej czujność? Wszystko stawało pod znakiem zapytanie. Szara jednak skinęła łbem twierdząco jakoby nie miała nic przeciw towarzystwu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Wędrowałem po puszczy. Tak jak zawsze. Co miałem innego do robienia? Nie za dużo. Teraz miałem zamiar odszukać trochę pigmentów. Tych zaczynało mi powoli brakować. Zawsze wolałem jednak mieć ich pewien zapas. Poczułem dwie wonie. Jedną całkiem obcą, drugą zaś znajomą. Tam też ruszyłem. Stojąc na jednej z grubszych gałęzi lekko machnąłem ogonem.
-Witam panie w sercu puszczy- Powiedziałem w stronę dwóch duszyczek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
- Dziękuję - odparła, znów przywołując na swe oblicze ów wykrzywiony uśmiech, starając się, jak tylko mogła, by sprawiać w miarę przyjemne wrażenie. Sama brązowa podzielała zdanie niemej samicy - sama chętnie jak najszybciej by się stąd wyniosła, zostawiając za sobą szarą. Od niej w końcu niczego konkretnego się nie dowie, a nieprzyjemne wrażenie, że ta wyczuła w niej to, co sama tak usilnie próbowała ukrywać, wciąż nie dawało jej spokoju.
Wskoczyła na jeden z konarów i ułożyła się wygodnie, wzdychając. Odpocznę chwilę i ruszam dalej, pomyślała. Zerknęła ponownie na szarą, zastanawiając się, co czynić dalej, gdy czyjś głos odwrócił jej uwagę. Rozejrzała się prędko i po chwili dostrzegła samca, stojącego na innym konarze powyżej. Obrzuciła go uważnym spojrzeniem zdrowego oka, zatrzymując na chwilę wzrok na zdobiących jego ciało malunkach i niepełnej grzywie. Znów wykrzywiła pysk w tym samym uśmiechu.
- Witam pana - odparła, skinąwszy krótko łbem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Pojawienie się nowego osobnika sprawiło, że Sigrun przerwała kontakt wzrokowy z Sheebą a skupiła się na lwie. Przypominał jej kogoś z odległej przeszłości, ta sierść, biała grzywa... dwukolorowe oczy i pachnąca znajomo woń. Teraz już miała pewność kto to był a serce zabiło mocniej uradowane widokiem brata. Tyle czasu minęło odkąd ostatni raz go ujrzała, tyle terenów przebyła a spotkała go właśnie tutaj w samym sercu puszczy. Pamiętała ich ostatnie spotkanie jakby to było zaledwie parę dni temu. Chciała podejść, drgnęła jej nawet łapa jakby zamierzała uczynić krok ale powstrzymała się. Czy on też ją rozpoznawał? Przymknęła na moment powieki chcąc uspokoić swoje emocje. Za często pozwalała im górować nad rozsądkiem. Gdy je otworzyła na jej pysku można było dostrzec tylko spokój i opanowanie, które aura Sheeby już nie mąciła.
Skinęła łbem na powitanie i odezwała się, choć nie otworzyła pyska a z pewnością słowa do nich dotarły przez ich kontakt z duchami.
- Bądź pozdrowiony gospodarzu tych ziem. Pozwolisz nam odpocząć przed dalszą podróżą? - Odpowiedziała nie tylko w swoim imieniu ale również i Sheeby choć nic ją z nią nie łączyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
-Oczywiście- Powiedziałem i zeskoczyłem z gałęzi. Wylądowałem an ziemi. Nie obawiałem się ich.
-Jak się nazywasz?- Zapytałem jednooką. Nie skierowałem na nia spojrzenia, dopiero odwróciłem łeb po chwili.
-Ja jestem Furaha- Przedstawiłem się i lekko machnąłem ogonem.
-Witaj w domu, Sigrun- Dodałem i teraz spojrzenie skierowałem na szarawą. Niektórych więzów nie da się od tak zerwać. Tego an pewno nie. Lekko uśmiechnąłem się. Ciekawiło mnie czy ta poznała mnie. Nie "widziałem" jej tyle lat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ta dwójka zdecydowanie się znała. Świadczyła o tym chociażby nagła zmiana w zachowaniu szarej, która niewątpliwie ucieszyła się na widok samca. Ten również nie krył swego zadowolenia. Gdzieś w głębi serca Sheeba poczuła nieprzyjemne ukłucie, które znała aż za dobrze. Poczuła się obca, niepotrzebna. Powstrzymała się od wykrzywienia warg w nieprzyjemnym grymasie, przypominając sobie, że wszak potrzebuje wydobyć od tej dwójki jakieś informacje na temat owej krainy.
Wtem usłyszała głos, choć żadne z obecnych nie otworzyło pyska. Samiec musiał również go usłyszeć, gdyż odpowiedział na zadane przezeń pytanie. Brązowa uznała też, że jego źródłem była szara, a może raczej coś innego, co już wcześniej wyczuła w jej pobliżu. Zaskoczyło ją to, lecz również zaintrygowało.
Obrzuciła Sigrun jeszcze jednym, uważnym spojrzeniem, po czym przeniosła wzrok na samca, gdy ów zwrócił się bezpośrednio do niej. Zauważyła, że ten nie patrzył na nią bezpośrednio, co mogło świadczyć o przynajmniej częściowej ślepocie. W końcu jego oczy nie wyglądały zdrowo.
- Sheeba - odrzekła, skłoniwszy nieco łeb. Gdy ten zdradził swoje imię, powtórzyła ten gest. - Miło mi cię poznać... Miło poznać was oboje - dorzuciła po chwili, zerkając na samicę. Sigrun, powtórzyła w myślach, gdy lew zwrócił się bezpośrednio do szarej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akolita
avatar
W czasie rozmowy Ci bardziej uważni i czujni usłyszeć mogli szelest traw i liści gdzieś nieopodal. Kroki były ciężkie i powolne, a towarzyszyły im ciężkie i strudzone sapnięcia. Upał i gorąc panujący w puszczy był nie do zniesienia, tym bardziej dla lwicy o ciemnej jak smoła sierści. Zgrzana i zmęczona natrafiła nagle na rozmawiającą ze sobą trójkę.
Nataka zatrzymała się jak wryta i spojrzała po zebranych nieobecnym spojrzeniem. Na ciężkim wydechu powiedziała tylko:
-Ashtar...-
I nagle urywając runęła na ziemię, czując, jak łapy odmawiają jej posłuszeństwa, a obraz ciemnieje.
Jej ciało miało liczne zadrapania i rany, jednak nie były one poważne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Delikatny uśmiech rozjaśnił lico szarej gdy usłyszała od niego słowa. Witaj w domu. Tyle wędrówek, opuszczona ojczyzna jakież to było pocieszające słyszeć, że znów się ma dokąd wracać. W całym tym ferworze nie zdawała się zauważać bacznych spojrzeń Sheeby. Kto by się teraz przejmował wyklętą gdy ciepła fala uczuć zalała jej ciało.
Nawet pobliskie szmery liści nie wprowadziły Sigrun w stan czujności, nawet gdy wychynęła z nich kolejna lwica, której chód był dość dziwny. Sigrun zdumiało gdy ta powiedziała coś i runęła jak długa na ziemię. Podniosła łapę po czym opuściła ją i podeszła nieśmiało do Nataki. Dotknęła wilgotnym nosem jej ciała. Rozpoznała i ją również, została ugoszczona przez nią.
Podniosła łeb i obejrzała jej poranione ciało. Nie wyglądało to zbyt dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
-Wzajemnością, już dawno nie miałem okazji spotkać tyle osób w jednym miejscu- Powiedziałem Z uśmiechem. Dało się słyszeć w mym głosie radość z tego tytułu. nie było to uczucie a ni słowa kłamione. Chciałem coś jeszcze powiedzieć ale usłyszałem szelest liści. Zastrzygłem lekko uchem i nasłuchiwałem a i wtedy pojawiła się smolista lwica. Poczułem, że jest z nią jednak coś nie tak, ta energia życia była u niej zachwiana niby dobra ale mocno zachwiana. Zbliżyłem się do nich. Przybliżyłem noc do jej ran. Nie dotykałem ich ale wciągałem powietrze.
-Posiada, ktoś z was przy sobie zioła?-Zapytałem, ja ich przy sobie nie miałem czułem ich obecność ale nie mogłem nikogo zmuszać do ich użycia aby pomoc tej lwicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nim zdążyła otworzyć pysk by skierować całą tę niemrawą jeszcze rozmowę na odpowiedniejsze dla niej tory, uwagę brązowej przykuł narastający stopniowo szelest. Potoczyła wokół spojrzeniem zdrowego ślepia, zatrzymując je na zaroślach, z których się rozlegał. W chwilę później wychynęła z nich kolejna lwica, tym razem pokryta ciemną sierścią, dużo ciemniejszą, niż jej własna. Samica kroczyła jakoś niepewnie, powłócząc wręcz łapami. Na pierwszy rzut oka wydawała się niemiłosiernie zmęczona i jakby nieobecna, gdyż dopiero po chwili dostrzegła pozostałe lwy. Wówczas, mruknąwszy uprzednio coś pod nosem, padła na ziemię.
Podczas, gdy pozostała dwójka niemalże natychmiast ruszyła, by jej pomóc, Sheeba znieruchomiała na dłuższą chwilę, wbijając wyprane z uczuć spojrzenie w nieruchome ciało samicy. Śmierć będzie podążać krok za tobą, zabierając wszystkich dookoła, rozbrzmiały w jej głowie słowa szamanki, tak wyraźnie, jakby stała ona tuż obok i szeptała jej jadowicie do ucha. Kolejna ofiara jej klątwy... Tak szybko? Samica, z którą nawet nie zamieniła ani słowa? Trudno w to uwierzyć. Jednakże w umyśle Sheeby rozbudziła się dziwna mieszanina niepokoju i wstydu, pomieszana z dziwną, trudną do wytłumaczenia dumą. Wszystko wokół mnie umiera...
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, że ciemnowłosa nie jest martwa, dostrzegła bowiem, jak jej poranione boki unoszą się i opadają rytmicznie. Była ranna i wyczerpana, lecz wciąż żyła. Co ją zraniło? Trudno określić.
Chwilę później głos Furahy ostatecznie przywrócił ją do rzeczywistości. Drgnęła, po czym skierowała łeb ku samcowi.
- Niestety, lecz mój zapas leczniczych roślin już dawno uległ wyczerpaniu - oznajmiła z lekkim grymasem niezadowolenia. Pasowałoby udać się na poszukiwanie ziół. Lecz tym zapewne się zajmie już po znalezieniu tymczasowego schronienia.
Podniosła się i zeskoczyła z gałęzi, po czym nieśpiesznym krokiem również zbliżyła się do leżącej samicy, by dokładnie ją obwąchać i ocenić jej stan. Z bliska jej rany nie wydawały się zbyt głębokie, lecz niewątpliwie była wyczerpana. Lecz czym? Długą wędrówką? A może ucieczką?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akolita
avatar
Leżąc tak płasko na ziemi jej oddech nieco się uspokoił. Była akurat w takim miejscu, w którym panował cień, a od podłoża bił przyjemny chłód. Po chwilowym zamroczeniu uniosła powoli powieki i powiodła krwistoczerwonymi ślepiami po zgromadzonych, siedzących naokoło niej. Zastrzygła uchem, słysząc coś o ziołach, kiedy się wybudzała.
-Zioła nie będą potrzebne...-
Oznajmiła ciężko, próbując się podnieść na trzęsących się przednich łapach.
-To tylko delikatne obtarcia. Nic mi nie jest. Ale... Dziękuje.-
Oznajmiła i popatrzyła po nich, jeszcze trochę nieobecnym spojrzeniem. Jej wzrok zatrzymał się na Sigrun. Smolista zmrużyła swoje ślepia i uśmiechnęła się słabo, ale i tajemniczo.
-Ooo, Sss... Sigrun, dobrze pamiętam?-
Syknęła z początku, nie wiedząc, czy dobrze pamiętała jej imię. Potem spojrzała na Furahę i Sheebe.
-Jestem Nataka.-
Rzuciła luźno i znów spojrzała na znajomą szamankę.
-To twoi znajomi?-
Zapytała na wydechu, starając uspokoić drganie łap.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Zioła posiadała Sigrun, łapą machinalnie dotknęła niewielkiego mieszka zawieszonego u szyi. Nie było tego może sporo ale wystarczająco na różne nagłe sytuacje. Mimo to Nataka odmówiła leczenia. Dlaczego? Nie powiedziała. Źle gojące się rany, nawet obtarcia mogą przysporzyć nieraz problemów gdy rany nie zostaną oczyszczone.
- Jedno z nich jest mi bliskie. -Odparła tak by tylko ona to słyszała, na zadane pytanie pochyliwszy się ponownie językiem delikatnie wylizując rany z brudu i piachu. - Co ci się przytrafiło? - Przynajmniej w ten sposób będzie mogła spłacić dług wdzięczności za gościnę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akolita
avatar
Nataka przyglądała się uważnie Sigrun, a na jej odpowiedź uśmiechnęła się szerzej i spojrzała ukradkiem na samca siedzącego obok.
-Oooooh.... Rozuuuumiem.-
Zaśmiała się nisko, przeciągając. Potem sama zabrała się za czyszczenie reszty ran, ponieważ poczuła się nieco lepiej, a jej łapy przestały drżeć.
-Uhm... Tak szczerze? Szkoda gadać. Spotkałam jakiegoś młokosa niedawno, jeszcze zanim weszłam do dżungli. Nie dawał mi spokoju. Musiałam mu pokazać gdzie jego miejsce... Ale nie żałuje.-
Uśmiechnęła się dumnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
-Rozumiem - Powiedziałem do brązowej jedookowiej.
-Trzeba być przygotowanym dobrze byś je sobie uzupełniła- Nie był to rozkaz ani nic takiego. Troska jedynie, bardziej o sama lwice. W końcu jej też może coś sie przytrafić i zioła zawsze mogą się przydać. Co prawda sam powinienem je nosić ale ja obecnie suszyłem je u siebie w runiach. Wolałem świeżych nie nosić.
Jednookoa była dość .. tajemnicza? Nie mówiła wcale tak dużo. Wsłuchiwałem sie we wszystkich, którzy tutaj byli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wyglądało na to, że pobieżna diagnoza Sheeby była trafna - rany ciemnofutrej nie były zbyt poważne. Najwyraźniej wszystko, czego potrzebowała to krótka chwila odpoczynku, bowiem niebawem podniosła się z powrotem. No, oprócz oczyszczenia licznych zadrapań. Lecz tym zajęła się wpierw szara samica, a potem sama nowo przybyła, tak więc jednooka ograniczyła się jedynie do okrążenia jej dwukrotnie, po czym przysiadła gdzieś z boku, przyglądając się lwicom. Za chwilę ściągnęła brwi, gdy ciemniej ubarwiona z nich znów zabrała głos - wydawało jej się bowiem, że bredzi, bowiem jej słowa nie wydawały łączyć się z niczym, co wcześniej cokolwiek z nich wypowiedziało. Dopiero jej kilka znaczących spojrzeń, jak i fakt, iż ta zdawała skupiać swą uwagę na jasnowłosej, przypomniało Sheebie o jej "głosie", o ile można tak określić ten sposób komunikacji. Najwyraźniej ta postarała się, by tym razem go nie usłyszała. Lecz co przed nią ukrywała?
Końcówka ogona drgnęła nerwowo, a zdrowe ślepie prześlizgnęło się od jednej lwicy do drugiej. Te również się znały. Zbyt wiele znajomych lwów w okolicy. Czyżby naruszyła terytorium jakiegoś stada? Nie wyczuwała woni, która mogłaby o tym świadczyć, a zachowanie trójki również poddawało to w wątpliwość. Wszak większość lwów ma w zwyczaju przepędzać intruzów.
Brązowa na wszelki wypadek skinęła ciemnofutrej łbem na powitanie.
- Sheeba - rzuciła krótko w jej stronę, po czym skierowała spojrzenie na samca, gdy ów zwrócił się bezpośrednio do niej. - Tak, zdecydowanie powinnam poszukać ziół. Tych nigdy nie za wiele. Niemniej, nie znam tych terenów, jestem bowiem w tej krainie zaledwie kilka dni. Jedyne, co wiem to to, czego dowiedziałam się z opowieści - oznajmiła, znów przywołując na pysk lekki uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akolita
avatar
Nataka siedząc tak w miejscu po chwili postanowiła ułożyć się wygodnie w cieniu, chcąc pozwolić łapom trochę odsapnąć. Westchnęła ciężko słuchając teraz Sheeby i Furahy.
-Hej, a Tobie, jak na imię? Nie przedstawiłeś się...-
Zrobiła podkówkę z pyska, udając tym zasmucenie.

//sorki, że tak krótko, coś wena mi ucieka
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Nie była do końca pewna czy Nataka zrozumiała jej odpowiedź w taki sposób jaki sobie tego życzyła. Przywykła też do tego, że często spotykała się z niezrozumieniem. Jeśli ktoś już ją usłyszał to i tak często mówiła niejasno i jej odpowiedź szło zinterpretować dwojako.
Odetchnęła też z niejaką ulgą, że lwica nie jest przez nikogo ścigana. A nawet gdyby niedoszły amant chciał się tu pojawić zraziłaby go liczebność tutejszych osób.
Szara pozwoliła sobie pogrzebać w swoim mieszku wyciągając rumian polny, wsadziła go do pyska przeżuwając, po czym wyplutą papką na łapie posmarowała zaczerwienione zadrapania na ciele Nataki. To powinno przyśpieszyć gojenie się ran bez komplikacji. Chociaż tyle mogła dla niej zrobić spłacając dług wdzięczności. Usiadła nieopodal czarnej lwicy przysłuchując się rozmowie tutejszym zgromadzonym.

-1 rumian.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akolita
avatar
-Dziękuję kochana.-
Powiedziała do Sigrun z uśmiechem i skinęła jej wdzięczna głową. Jako, że reszta rozmówców zamilkła, szamanka Krwawego Zmierzchu poczuła się nieco niezręcznie, ale postanowiła o tym nie wspominać i każdego z osobna obdarowała dziwnym uśmieszkiem. Czemu dziwnym? Ponieważ zawsze, kiedy Nataka się uśmiechała, wyglądało to, jakby coś knuła. Zawsze.

Po dłuższym odpoczynku postanowiła ruszyć w dalsza drogę.
-Dziękuję wam za pomoc. Niech duchy przodków sprawują nad wami opiekę.-
Odparła na pożegnanie a potem - zniknęła znów w zaroślach dżungli, udając się w stronę terenów swojego stada.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Serce Lasu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Bóg bada serca i nerki - o co w tym chodzi?
» Miej serce i patrzaj w serce
» Tajemniczy dom w środku lasu
» Środek lasu.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Tereny Niczyje :: Puszcza :: Las Równikowy-