Latest topics
» Lwia Grota
by Nurvureem Czw Sty 25, 2018 6:28 am

» Serce Lasu
by Nataka Sro Sty 24, 2018 9:39 pm

» Dolna część Wodospadu
by Fahyim Sro Sty 24, 2018 9:36 pm

» Górna część Lwiej skały
by Rashid Wto Sty 23, 2018 7:16 pm

» Chętnie Pogram!
by Mane Wto Sty 23, 2018 11:50 am

» Poszukiwania
by Mane Wto Sty 23, 2018 11:49 am

» Wasze Bannery
by Wymiana Pon Sty 22, 2018 3:12 pm

» Dół kanionu
by Jua Zahri Nie Sty 21, 2018 10:25 pm

» Dziedziniec
by Amon Nie Sty 21, 2018 10:16 pm

» Górna część wodospadu
by Nurvureem Nie Sty 21, 2018 10:01 pm

» Południowa cmentarzysko
by Nurvureem Nie Sty 21, 2018 9:46 pm

» Koryto rzeki
by Sekhmet Sob Sty 20, 2018 9:03 pm

» Wodospad w Oazie
by Sargon Pią Sty 19, 2018 4:23 pm

» Akkie - Jesienny Deszcz
by Seth Sro Sty 17, 2018 6:46 pm

» Nagrody za event
by Nurvureem Sro Sty 17, 2018 11:29 am

» Czego właśnie słuchasz?
by Seth Wto Sty 16, 2018 10:59 pm

» Legowisko Setha i Shayi
by Koda Wto Sty 16, 2018 7:40 pm

» Ruchome Piaski
by Jasiri Wto Sty 16, 2018 12:03 am

» Skargi i Zażalenia
by Nurvureem Nie Sty 14, 2018 7:42 pm

» Oaza
by Nurvureem Nie Sty 14, 2018 7:33 pm


Share | 
 

 Dół kanionu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Blask Słońca
avatar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Jua tylko patrzył jak królowa Lwiej Ziemi odchodzi, tym samym czyniąc go samym w tej okolicy. W taki właśnie sposób znalazł się na tych terenach i przez jakiś czas mieszkał w dole Kanionu, w jednej z niewielkich jaskiń. Nie miał bladego pojęcia, co wówczas działo się w stadzie, gdyż nieczęsto wychodził ze schronienia. Wystarczyło mu tylko raz na jakiś czas wyjść, by złapać jakiegoś niewielkiego zwierzaka hasającego po pustym dnie kanionu. Całe dnie spędzał na śpiewaniu i rysowaniu na ścianach.
Tego dnia nic nie zapowiadało na jakieś zmiany w jego rutynie. Wyszedł, zasłonił oczy przed słońcem, zaczaił się na niewielką jaszczurkę...i ta niestety zdążyła mu uciec. Po rozprostowaniu kości westchnął głośno i postanowił zawrócić do swojej groty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Brzask
avatar
Wszystko co dobre ma swój koniec, tak było i w tym przypadku. Nie miałem pojęcia, że w dole kanionu żyje jakiś wymizerniały lew. I pewnie dalej bym nie wiedział gdyby nie przypadek. Jakiś ptak zrzucił mi gałązkę na łeb, przypadkiem czy celowo. to nie miało teraz znaczenia, warknąłem głucho i spojrzałem w niebo gdzie czarny punkcik oddalał się.
Mruknąłem sam do siebie coś pod nosem i ruszyłem dalej. Po chwili usłyszałem trzepot skrzydeł. Ten sam ptak wylądował na ziemi zebrał kilka patyków i znowu pofrunął. Tym razem jednak poświęciłem mu więcej należytej uwagi. Podszedłem na skraj urwiska i dostrzegłem jak opierzona kulka buduje gniazdo. Kątem oka dostrzegłem ruch, ptak stracił dla mnie zainteresowanie bo na dole panoszył się jakiś obcy.
- Hej ty!- Krzyknąłem by mnie usłyszał, inaczej ciężko byłoby się dogadać. - Co ty tu robisz?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Jua niezadowolony z rezultatu swojego "polowania" zawracał do groty, w której zwyczajnie się już rozgościł. Już miał wchodzić do domu, kiedy nagle usłyszał donośny krzyk z góry kanionu. Ciarki go przeszły, gdyż wiedział, że jego sielanka nie może trwać wiecznie. W końcu, królowa Maisha nie wyraziła tak naprawdę zgody na jego pobyt na tych ziemiach.
Nieśmiałym, aczkolwiek znudzonym już wzrokiem spojrzał w górę...i oniemiał. Spodziewał się lwiego, zdenerwowanego strażnika - wszystko się zgadzało, prócz "lwiego". To, co ujrzał, z miejsca zaliczyłby do kryptyd bądź potworów, bo jak żyje, takiego stwora nie widział. Jednakże, jedno wiedział na pewno: to gorsze niż lew. Jedyne, co go w tej chwili uspokajało, to fakt, że to stworzenie było na górze i trochę zajęłoby mu czasu zejście na dół kanionu.
Gdyby strażnik był na dole, czarnogrzywy zapewne zacząłby się tłumaczyć pozwoleniem od królowej, lecz w tej sytuacji wykrzykiwanie jakichkolwiek wyjaśnień nie miało najmniejszego sensu. Postanowił zrobić to, co umie najlepiej: uciekać.
Momentalnie odwrócił łeb w drugą stronę i zaczął gnać. Miał tylko nadzieję, że kanion nie jest otoczony przez innych strażników - to oznaczałoby, że ma przerąbane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Brzask
avatar
Spodziewałem się przeprosin, wyjaśnień. Nawet miałem w planach zejść i porozmawiać z nim o naruszeniu granic ale on podkulił pod siebie ogon i zaczął uciekać. Nie wiedziałem, że w jego oczach wypadłem jako potwór, szczególnie, że dzieliła nas spora odległość. Ja to odczytałem jako znak, że coś ukrywa, bo inaczej czemu uciekał bez słowa wyjaśnień? Mógł być to nawet szpieg z wrogiego stada, nie mogłem tego tak zbagatelizować. Nie zszedłem na dół zajęłoby mi to za dużo czasu, biegłem równolegle do niego z tymże ja wciąż byłem na górze. Przewagę dawał mi fakt, że znałem te tereny lepiej niż obcy. Wąwóz będzie się kończył i ziemia będzie się pochylała ku dołowi i się z nim zrównam wysokością. Tam wtedy postaram się go dopaść i gdyby mi się udało przygniótłbym go do ziemi łapiąc za skórę na karku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Lew wiedział, że żadna z jego sielanek nigdy nie trwa wiecznie, ale w tym przypadku nie spodziewał się aż tak szybkiej przeprowadzki. Dom nie był idealny, ale sprawiał pozory dobrego miejsca, w którym raczej nikt go nie zauważy. Jednak wyszło na to, że ktoś od czasu do czasu zapuszcza się w te strony.
Jua uciekał w stronę wyjścia z kanionu z nadzieją, że ta kreatura nie biegnie za nim. Nawet się nie odwracał, gdyż wiedział, że i tak nie zauważy potwora z tego miejsca.
W końcu udało mu się dobiec do wyjścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jua Zahri musiał zdawać sobie sprawę z tego, że ucieczka nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem. Jeżeli nie, szybko się o tym przekonał na własnej skórze, gdyż niedźwiedź zaskoczył go przy wyjściu z kanionu i dopadł go niemalże od razu. Udało mu się złapać go za kark przy czym przyparł go do podłoża.
Lew nie ma szans, by wyrwać się Genbu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Brzask
avatar
Impet z jakim skoczyłem na uciekiniera pozwolił mi go przygwoździć do ziemi. Jeśli lew będzie miał zamiar się wyrywać zacisnę mocniej szczęki na jego karku. Natomiast wolnymi łapami chwycę go po bokach uniemożliwiając mu zbytnie manewry. Plusem dla mnie była jego wątła sylwetka. Nie chciałem go zabić, jeszcze nie. Oczekiwałem odpowiedzi i liczyłem na to, że je uzyskam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
- Cholera jasna! - syknął całkiem głośno, ale wciąż "pod nosem", gdy tylko ujrzał, że ta ogromna kreatura wciąż go goni. Mało tego, udało mu się go dogonić i przygwoździć do ziemi. Jua poczuł ból związany z uderzeniem oraz ogromny strach, gdyż przecież nie codziennie jest się atakowanym przez wielkiego niedźwiedzia.
- Proszę, daruj mi! - wypowiedział błagalnym głosem lekko się krztusząc - Uciekałem, bo spanikowałem...khe...nigdy nie widziałem takiego stworzenia jak ty - powiedział trochę szczerze, aczkolwiek wiedział, że poprzez tłumaczenie może w miarę poprawić swoją sytuację. O ile ta "kreatura" okaże się mieć litość.
- Nie byłem tam w kanionie jako intruz...znaczy, ta, no...wasza królowa mi pozwoliła - mówił dość szybko, ponieważ chciał jak najszybciej zdjąć z siebie jakąkolwiek winę - Maisha. Królowa Maisha - dodał po chwili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Brzask
avatar
Puściłem jego kark lecz wciąż obejmowałem jego ciało łapami gdyby temu do łba uderzyła ponowna ucieczka. Jeśli się zacznie szarpać z pewnością zawadzi o moje pazury i tylko rozetnie sobie skórę.
- Spanikowałeś? Przecież byłem po za twoim zasięgiem! - Burknąłem uważając, że po prostu zmyśla. Dzieliła nas ogromna przepaść. A przecież nie warczałem ani mu nie groziłem, zadałem tylko pytanie. Dość głośno wprawdzie ale chciałem by mnie usłyszał będąc na dole.
W drugą teorię byłem bardziej skłonny uwierzyć, choć żadnego pokrycia tych słów lew nie znajdzie.
- Maishy nie ma, zniknęła. -Rozluźniłem ucisk i odstąpiłem krok do tyłu dając mu nieco swobody. Im dłużej się nad tym zastanawiałem, mogło to mieć wszystko sens. Jeśli faktycznie przebywał od początku w wąwozie, jego woń całkowicie przeszła zapachem tych terenów. Nic dziwnego, że nikt go nie odkrył aż do tej pory. Dobrze się ukrywał. Choć w dalszym przeciągu mógł być szpiegiem.
- No dobrze, powiedzmy że ci wierzę. Pozwoliła ci przebywać na tych terenach, jaką jednak miała być w tym twoja zapłata za korzystanie z dóbr i posiadania opieki granicznej. - Jakoś ciężko mi było przyjąć do świadomości, że przygarnęła na swoje ziemie obcego tak po prostu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Jua poczuł jak kreatura powoli zaczyna go wyswabadzać, lecz ciągle zadaje za dużo pytań.
- Spanikowałem, bo trochę mnie przeraziłeś... - odparł niepewnie - Wybacz...ale nie widziałem nigdy takiego stworzenia jak ty - wypowiedział to zdecydowanie ciszej niż poprzednie zdanie. Nie chciał rozgniewać Genbu. Czarnogrzywy nie wie przecież na co tak na prawdę stać niedźwiedzia. Chciał dopytać o gatunek, ale uznał, że ten mógłby to odebrać jako próbę zmiany tematu.

- Jak to "nie ma"? - zapytał zdziwiony już całkiem poważnie. Wcześniej nie interesowała go kompletnie królowa tych ziem, jednakże ten fakt mocno go zaintrygował. Mogło to oznaczać kłopoty dla niego, a poza tym, "zniknięcie" kogoś takiego jak władca, to nie przelewki.
- W zamian za azyl, powiedziałem jej, kto czuwa nad nią pieczę i się nią opiekuje. Mam na myśli oczywiście sferę duchową. Tak trochę jestem szamanem - powiedział już nieco pewniej, gdy niedźwiedź spytał o zapłatę w zamian za azyl. Co prawda Zahri nie powiedział do końca prawdy, ale taki przecież miał być plan. Poza tym, Maisha wydawała się lwu kimś o dobrym sercu i przez chwilę był niemalże przekonany, że ta pozwoli mu przebywać na Lwiej Ziemi tak długo, jak tylko będzie chciał. I to za nic.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Brzask
avatar
Radowało mnie niezmiernie napawając mnie niejaką dumą, że dorosły lew tak bardzo wystraszył się mojej osoby. Nie dałem po sobie tego poznać zachowując pokerową twarz. Niech trzyma go dalej to uczucie niepewności i strachu.
Wracając do głównego tematu, wcale nie usatysfakcjonowała mnie jego wypowiedź. Jakieś szamany, duchy i za coś takiego otrzymał azyl? Nonsens. Ta cała Maisha musiała mieć nie po kolei w głowie wierząc w takie farmazony.
- Widać jak bardzo jej się to przydało, tak nad nią czuwano, że wsiąkła jak mój poobiedni deser. - Dodałem dość chamsko.
- Nie mogę ci pozwolić na szwendanie się tutaj, nawet jeśli otrzymałeś pozwolenie od byłej władczyni. Teraz rządy sprawuje ktoś inny i to od jego decyzji zaważą twoje dalsze losy. - Wyjaśniłem po krótce, na czym rzecz stoi. Będę musiał go zabrać przed oblicze Ragnaroka lub jego brata.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Lew, od momentu, w którym usłyszał o zniknięciu Maishy, trwał w widocznym zaniepokojeniu. Niedźwiedź musiał wyczuwać jego wewnętrzny strach i brak jakiejkolwiek pewności. W końcu, teraz Jua jest zdany tak naprawdę na łaskę brunatnego stwora. Gdzieś tam w głębi duszy miał jednak nadzieję, że Genbu pozwoli mu uciec z podkulonym ogonem i nie zabierze go do nowego władcy tych ziem. Po chwili usłyszał jednak słowa niedźwiedzia.
Kurwa jego mać - przeszło mu przez myśl, przy czym gryzł się niemalże w język, by nie wypowiedzieć tego na głos. Tego przecież właśnie obawiał się najbardziej. Chociaż z drugiej strony...Zahri wiele słyszał o Lwiej Ziemi od swoich "przyjaciół" i jeżeli plotki były prawdziwe, lew nie ma się o co martwić. Ale przecież władca się zmienił - i to w tej chwili najbardziej martwiło czarnogrzywego.
- Dobrze - odparł krótko, po czym zmrużył ślepia. Wyraz jego pyska wskazywał na to, że to nie jest najlepszy dzień w jego życiu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Brzask
avatar
Lew nie zaprotestował na decyzję, uznałem, że zależy mu bardzo na pozostaniu tutaj. Nadal było to dla mnie podejrzliwe ale nie ja byłem od podejmowania takich decyzji. Gdyby to ode mnie zależało kazałbym mu odejść i trzymać się z dala od ziem albo przyłączyć się do społeczeństwa. Zasilanie stada nie jest złe ale każdy pełni w nim swoje funkcje i przez to dobrze prosperuje. Nie ma tu miejsca dla leni.
Przyglądałem mu się przez chwilę z uwagą nie mogąc do końca zrozumieć co chciał powiedzieć przez tą swoją minę. Sapnąłem i trąciłem go nosem by szedł we wskazanym kierunku przed moją osobą a nie za mną. Nie będę ryzykował, że ponownie spróbuje mi nawiać. Mając go przed oczami łatwiej będzie podkosić łapami jego tylne łapy albo capnąć go chociaż za ogon gdyby próbował się zerwać.
- Musimy go poszukać. -Powiedziałem tylko. Nie byłem nigdy zbyt rozmowny ale jeśli lew uzna, że chce czymś ciekawym temat podtrzymać nie będę miał nic przeciwko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Jua zaczął podążać w wyznaczonym przez niedźwiedzia kierunku. Żadne ucieczki nie były mu w głowie, za bardzo obawiał się konsekwencji niepowodzenia takiej akcji. W końcu, Genbu przerażał go swoją osobą.
Po chwili marszu, lew zwrócił uwagę na słowa strażnika skierowane ku niemu.
- Poszukać władcy? To nie powinien on siedzieć na swoim...tym..tronie? - zapytał z uniesioną brwią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Brzask
avatar
Nie wytrzymałem i wybuchnąłem śmiechem, zabawny lewek doprawdy. Nie był to jednak szyderczy śmiech, raczej taki, w którym ktoś opowie dobry kawał.
- Naprawdę uważasz, że władca powinien tylko siedzieć w jednym miejscu, żreć i wydawać polecenia? - Gdyby rzeczywiście tak było każdy byłby znudzonym i spasłym królem.
Nie przerywając marszu sam się zastanawiałem gdzie w tej chwili może przebywać Ragnarok. Oby jednak udało nam się szybko na niego trafić, nie miałem ochoty bawić się w kotka i myszkę gdy miałem swoje obowiązki do wykonania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Lew, w momencie gdy niedźwiedź wybuchnął śmiechem, poczuł się zarówno zawstydzony, jak i urażony. To miał być sarkazm, do cholery! Westchnął cicho i odparł do Genbu, zwracając ku niemu swój pysk:
- To w zasadzie miał być żart. Taki trochę sarkazm, ale z drugiej strony, jakby się tak zastanowić...to nie mam bladego pojęcia, jak wyglądają obowiązki takiego króla. W zasadzie, jedyny raz, kiedy spotkałem tego rodzaju władcę, to było to spotkanie z Maishą - wypowiedział zdecydowanie spokojniej i ostrożniej, niż chciał na samym początku. To, że poczuł się urażony, nie oznaczało, że mógł sobie tak po prostu "strzelić focha". Genbu jest zdecydowanie za duży i wygląda na piętnaście razy potężniejszego, niż taki wychudzony i zdziwaczały Jua Zahri.
Czarnogrzywy wrócił jeszcze na chwilę myślami do tych obowiązków władcy i zaczął się zastanawiać, jak to wyglądało w przypadku jego rodziców. Oboje przecież rządzili ich stadem, ale byli "zwykłymi" przywódcami, a ich stado nie przekraczało 10 osobników. Teraz Jua miał do czynienia z królestwem i całymi pokoleniami królów. To wydawało mu się poniekąd ciekawe i nawet jakby miał być siłą zmuszony do pozostania w tym ich społeczeństwie, nie protestowałby jakoś przesadnie. Nawet jestem skłonny przyznać, że lwu byłoby to "na łapę".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Brzask
avatar
- Nie znam się na sarkazmie. -Odpowiedziałem szczerze. Nie przemawiały do mnie tego typu żarty i niepoważne zachowanie. Choć to lwu się udało rozbawić mnie, to jednak było to coś innego. Myślałem, że jego wiedza w tym zakresie jest niewielka. No, wiele się nie pomyliłem, lew dalej nie wiedział czym zajmuje się władca.
- Wyobraź sobie jak na twoich barkach spoczywa odpowiedzialność za bezpieczeństwo stada i nie mam tu na myśli tylko patrolowaniu granic ale również podejmowaniu szereg dyplomatycznych decyzji. Czasami nawet staje się przed dokonaniem ciężkiego wyboru. Poświęcanie jednostki dla dobra ogółu. Owszem ma się przywileje, posłuch, pierwszeństwo w spożywaniu posiłków i dostęp do samic. Jednakże gdy zaczyna się coś sypać winę ponosi władca oraz jego najbliższa rodzina staje się pierwszym celem. - Starałem się mu to pokrótce wyjaśnić, tak jak najbardziej umiałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Żałuj - powiedział do siebie w myślach, jako odpowiedź na wyznanie niedźwiedzia. Wraz z niezwykłą ripostą, na pysku lwa zawitał niewinny uśmieszek. Szybko go jednak zatuszował, by nie został aby zauważony przez strażnika. Jua nie chciał igrać z ogniem, ale cóż poradzić, gdy głupie odzywki same przychodzą ci do głowy?

Po wysłuchaniu opisu obowiązków władcy, lew przez chwilę nic nie odpowiadał, a jedynie unosił brwi ze zdziwienia i dalej grzecznie podążał przed niedźwiedziem. Rzeczywiście, bycie władcą to nie lada przelewki, ale w sumie...jemu to przecież nie grozi, więc nawet nie próbował jakoś specjalnie stawiać siebie na miejscu takiego króla. W głowie zrodziło mu się jednak pytanie: Co z Maishą? Czyżby aż tak stłamsiły ją te obowiązki? Nie chciał jednak zadawać ich na głos.
- Nie powiem, na barkach takiego króla spoczywa ogromna odpowiedzialność. Nigdy nie miałem do czynienia z królestwem, toteż miałem chyba prawo nie wiedzieć - odpowiedział po krótkiej chwili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Dół kanionu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Krainy Stad :: Złoty Brzask :: Wielki Kanion-