IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Witamy na Adhri PBF.
Ziemia tej krainy stanowi skarbnicę początku oraz historii.Tutejsze drzewa pamiętają urodzaj jak i gorzkie czasy. Przez długie lata panowało jedno stado, które przez zdradę i chciwość podzieliło się na dwie frakcje, Lwią Ziemię i Złą Ziemię. Mimo iż każde prowadziło osobną politykę przez zawiść narastały konflikty. >>Więcej tu<<

Share | 
 

 Jaskinia Manea

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
Cierń
avatar
Zrobiłem z lian prowizoryczne kajdany czy tam pęta na nogach Jelonka, następnie zdejmując poprzednie kawałki roślin, by mój więzień mógł spokojnie powstać. Westchnął z ulgą… ale jakoś zapomniał podziękować, mimo, że powinien, skoro okazałem się być dla niego taki nieprawdopodobnie miły. Spiorunowałem go wzrokiem, gdy ten się mi wpatrywał bezpośrednio w oczy zamiast pokornie spuścić je na ziemię w geście podporządkowywania mi się.
- Co się mówi? Chyba wypada okazać jakąś wdzięczność – ofukałem go. Nie dość, że nie podziękował, że jeszcze go nie zjadłem to nie okazywał nawet najmniejszych słów uznania za to, że pozwoliłem mu wstać. Takie to Jelonki są niewychowane? Muszę nad nim popracować. Koniecznie.
- Tak, mówiłem o stadnym medyku. Ale po pierwsze Bambi, nie takim tonem. I nie „sprowadź go”, bo nie jestem jakimś lwem na posyłki, któremu możesz rozkazywać. Przeginasz… przeginasz różki, czy jak to się mówi, gdy się jest Jelonkiem – opieprzyłem go. Nie zamierzałem tolerować takiego zachowania. Albo Jelonek się nauczy właściwego postępowania i będzie chciał współpracować… albo skończy jako kolacja. Aczkolwiek w jednym miał rację. Sprowadzenie medyka i przepytanie Jelonka umożliwiłoby sprawdzenie jego wiedzy… no ale nie chciało mi się po niego iść.
- Uznajmy, że Ci wierzę, że coś tam umiesz. A jak chcesz… to sam Cię mogę przepytać. Wymień trzy rośliny! – poleciałem z grubej rury. Oczywiście, że coś tam wiedziałem o roślinach. Znałem parę: na przykład drzewo, krzew, trawa, kamień czy kaktus. I byłem ciekawy, czy i Jelonek poradzi sobie z tak ciężkim zadaniem. W końcu, jakby na to nie patrzeć, skoro jadł rośliny to nie musiał znać ich nazw. Owszem, rozróżnianie tego, co się zjada i umiejętność stwierdzenia, czy to comber czy udziec, mogła być przydatna, ale na pewno nie była niezbędna. Ciekawe, czy rośliny też miały różne części, które różniłyby się smakiem i miałyby osobne nazwy? Skoro miałem Jelonka na własność, to zawsze mogłem go o to wypytać. Dobrze mieć takiego przyjaciela, który musi się słuchać, musi się bać i którego można zjeść, jak się już znudzi.

Słowa Jelenia mnie zaskoczyły. Dlaczego uważałem, że zmyśla?
- Ciekawe pytanie Bambi – oznajmiłem mu, zawieszając głos na chwilę, by przemyśleć odpowiedź – Uważam, że świadomie lub podświadomie starać się mówić ciekawie i mnie zabawiać, by okazać się przydatnym. Jesteś sprytny, oczywiście jak na Jelenia, więc dobrze wiesz, że jeśli będziesz przydatny, zabawny, przyjacielski to Cię nie zjem. A jeśli mi się znudzisz… to są dwie możliwości. Albo uznam, że zasłużyłeś na wolność i Cię puszczę. Albo… albo zjem. A tego byśmy nie chcieli, prawda Bambi? – spytałem retorycznie. Uznałem, że najlepszym sposobem rozwiązania jeleniego języka jest groźba. W końcu każdy organizm żywy chce przeżyć. I sądziłem, że Mój Przyjaciel Bambi zacznie współpracować, woląc to niż szybką śmierć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lodowa Grzywa
avatar
Gdy lew go ofukał jeleń ino się uśmiechnął kątem warg. Nie odwracał wzroku jakby stawiał mu wyzwanie. Również nie okazywał strachu przed groźbami. Ileż można w kółko słuchać tego samego? W końcu to staje się całkiem niepoważne, mówienie o tym, że go zeżre. gdyby chciał to by zrobił już tak od razu. Jednak Mane miał jakieś plany i jeleń próbował to rozgryźć. Doszukiwał się w tym głębokiego znaczeni a nie tak prostej odpowiedzi. Nie brał pod uwagę, że lew chce tego dla zwykłego szpanu przed kolegami. To było zbyt trywialne.
- Nazwy, które ci wymienię i tak ci nic nie powiedzą. mógłbym je sobie zmyślić a ty byś przytaknął łbem i się zgodził. - Firkraag nie mówił tego złośliwie tylko całkiem spokojnym i rzeczowym tonem. To, że Mane miał jakieś problemy ze sobą i wszystko odbierał jako atak na jego ego to już jelenia nie obchodziło.
- Miałeś mi przynieść coś do jedzenia to i po drodze mógłbyś sprowadzić medyka. - Dodał po chwili i poruszył lekko łbem na boki.
- Jak mnie zjesz to będzie nudno. - Odparł znów wysilając się na niewielki uśmiech. Podporządkowanie nie wchodziło w grę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Spiorunowałem jelonka wzrokiem, gdy ten jakoś się nie mógł domyślić, że powinien pokornie opuścić wzrok, demonstrując mi swoje posłuszeństwo. I to mimo tego, że go karciłem wzrokiem raz za razem. Taki głupi był? Chyba raczej taki bezczelny! Ale… ale ja już go utemperuję! O ile całe wcześniejsze zachowanie można było określić jako drobne złośliwości… to na sam koniec jeleń przeszedł samego siebie!
- Nie pytałem Cię o zdanie, tylko kazałem wymienić trzy rośliny! – ryknąłem głośno… naprawdę głośno, jako że w zamkniętej jaskini echo spotęgowało mój ryk. Czemu się tak zirytowałem? Bo niejako miał rację, że mogę jakiejś rośliny nie znać. Ale… ale mógł też być na tyle rozsądny, by strzelać w takie, które mogę kojarzyć. Mógł też… od początku kłamać i nie znać żadnej rośliny, a swoimi głupimi wykrętami tylko próbował maskować brak wiedzy, bo i tak mogło być.
- A skąd wiesz, że nie znam? Jesteś tego pewien? Jesteś w stanie zaryzykować życiem? Mogę też się kogoś o nie spytać! Więc lepiej wymień te trzy rośliny! – rozkazałem mu, zdecydowany postawić na swoim.

Zastanawiałem się chwilkę nad jego słowami.
- Nie, nie chcę mi się chodzić po jedzenie. Mogę Cię wyprowadzić na spacer na lianie w charakterze smyczy, jeśli będziesz grzeczny – zaproponowałem mu, piorunując go wzrokiem, gdy ten podał celny argument, dla którego nie miałbym chcieć go zjeść.
- Skoro Cię nie chcę zjeść, to nie muszę dbać o to, byś był dobrze odżywiony. Wygłodzony będziesz bardziej skłonny do wykonywania poleceń – wyjaśniłem mu. W końcu czy niewolników przed tresurą nie głodziło się? Później mu pokażę liść i od razu będzie gotowy dla niego zrobić wszystko.
- No to opowiesz mi coś o tym całym stadzie Śnieżnych Grzyw? – ponowiłem pytanie. Czy nie pytanie… raczej żądanie. Rozkaz. Za niespełnienie którego byłem w stanie wyciągnąć surowe konsekwencje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lodowa Grzywa
avatar
Jeleń położył uszy po sobie gdy lew ryknął, nie ze strachu a z fali bólu wywołaną decybelami. No co za palant tak się wydzierać gdy rozmówca stoi obok. Skrzywił się z niesmakiem, nie był głuchy więc czego ten lew krzyczy do niego jakby stał kilometr dalej? Sapnął znowu niezadowolony z takiego obrotu sprawy. Mane w dalszym ciągu go irytował a już miał nikła nadzieje, że normalnie porozmawia.
- Ponieważ jak ci proponowałem rzucie melisy na uspokojenie to nawet nie wiedziałeś co to a wręcz przekręciłeś nazwę. - Firkraag wspominał o tym podczas droczenia się przy wodopoju. Takie detale rzucały się w oczy dla pasjonata ziół a i pamięć też miał dobrą.
- I nie podnoś na mnie głosu, stoję tuż obok. Nie jestem głuchy. -Czarny miał deja vi, bo chyba już raz o to prosił.
Zamrugał ślepiami gdy lew stwierdził, że głodny będzie bardziej posłuszny. Może i jeleń nie miał czystego sumienia ale nie był dzikusem czy barbarzyńcą by się na byle ochłap rzucić.
- Głodny nie będę miał sił by wstać czy rozmawiać. Zapomnij w takim razie o wykonywaniu "poleceń". - Odparł rzeczowo.
- Nie znam żadnego stada śnieżnych grzyw... - Zaczął powoli jakby ponownie się drocząc.-...z kolei wiem dużo o stadzie lodowych grzyw. Lwy mieszkają w górach, widać je na horyzoncie, by się jednak tam dostać trzeba przejść przez jaskinie. System korytarzy jest tak liczny, że trzeba znać drogę by nie zbłądzić. Jest tam też pełno śniegu i temperatura jest znacznie niższa. Przez to lwy mają tam znacznie grubszą lub i niekiedy dłuższą sierść. - Opowiadając o tym patrzył w ślepia Mane rozmawiając z nim jak równy z równym. Przecież nie spuści wzroku, nie będzie gadał do racic czy kamienia. Tego cierń go nie oduczy. - Wiesz co to śnieg? To taki biały piasek, miękki i delikatny jak ptasi puch. Ale za to mokry i zimny. Pod wpływem ciepła topnieje i staje się wodą. By ugasić pragnienie nie trzeba szukać oazy, która może być pokryta grubym lodem. Wystarczy zjeść trochę śniegu by ugasić pragnienie. -Kolejne magiczne słowo tym razem lód, ale z wyjaśnieniem tego poczeka dopiero jak lew o to zapyta. Przecież nie może powiedzieć mu wszystkiego naraz bo się pogubi. Niech trawi i przyswaja nowe informacje.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Wydarłem się głośno na Jelonka, a mój ryk brzmiał jeszcze przez chwilę, zwielokrotniony echem jaskini. W sumie my lwy należeliśmy chyba do dość głośnych zwierząt. Chociaż jelenie na rykowisku mogły nam w jakimś stopniu dotrzymywać kroku, chociaż głośniejsze chyba od nas nie były? W sumie nigdy się tym nie interesowałem. No i większość jeleni, a przynajmniej te, o których słyszałem, starało się zachować ciszę w towarzystwie lwa a najlepiej niespiesznie się oddalić. W sumie tylko Bambi był takim samobójcą, który mnie specjalnie prowokował, bym go zaatakował. W ciąż go nie rozumiałem – ale może kiedyś będę w stanie określić, co on ma we łbie. Póki co… miał gównie jakby absmak. Bo nie wyglądał na zachwyconego. Trudno – mógł wykonywać polecenia.
- Wcale nie podnoszę na Ciebie głosu! – zaprotestowałem, może trochę mijając się z prawdą - Jest… jest takie przysłowie, że jak jelonki zamilkną, to kamienie wołać będą. Jakoś tak było. A te gadające kamienie… to taka przenośna na echo w jaskini – wyjaśniłem mu, trochę odwracając jelonka ogonem, czy jak to się mówiło. A tej całej lemisy to nawet nie kojarzyłem. Roślina to roślina – na coś tam drążyć temat. Nad oazą to byłem zbyt skupiony na denerwowaniu, by zwracać uwagę na jakieś zielska.

Spiorunowałem go wzrokiem… który to już raz? Tyle razy na niego ostro zerkałem, ile miałem włosów w grzywie, a chyba nie robiło to na nim większego wrażenia. Miałem inne wyobrażenie na ten temat i byłem pewien, że wygłodzony byłby posłuszniejszy. Z tymi białymi pasami to w sumie wyglądał, jakby z jakiegoś cmentarzyska słoni czy innego obozu się urwał. Brakowało mu tylko numerka i ostrzyżenia łba na łyso. Wychudzone ciało by się z tym świetnie komponowało. Mogłem mu to oznajmić, ale obawiałem się, że to mogłoby nie wpłynąć korzystnie na jego chęć do rozmów, zwłaszcza że zaczął w końcu coś i wyjaśniać. Serio taki miał ból zadu o przekręcenie nazwy? Śnieg czy lód… jeden zbój. Obie te rzeczy były podobno nieprzyjemne, o obu słyszałem z opowiadań i oba widziałem co najwyżej na horyzoncie.
- Wiem, że temperatura jest niższa, skoro jest śnieg! – odpowiedziałem mu. Bo czemu to dodawał? Uważał, że nie wiem takich rzeczy? Mógł się domyśli, że to wiem, skoro przejęzyczyłem się w nazwie stada. Owszem, nie miałem pojęcia, czym się różni śnieg od lodu, ale w tym wypadku był to jakiś szczegół, nie istotny dla naszej rozmowy. Prawdopodobnie Bambi o nim wspomniał tylko po to, by się wywyższać. A może bym uznał, że jest do czegoś przydatny? Najważniejsze, że obie rzeczy są zimne i nieprzyjemne. I lepiej takich miejsc unikać.
- To czemu te lwy żyją w tak nieprzyjemnym miejscu, zamiast poszukać cieplejszego? – dopytywałem, bo dla mnie to było jakieś abstrakcyjne i bezsensowne. Szukałem jakiegoś lepszego miejsca do życia i chętnie bym porzucił niniejszą krainę. A najlepiej wrócił do tego miejsca, gdzie się urodziłem. Ale nie było to możliwe. A wspomniana lokalizacja przepełniona śniegiem, lodem i zimnem, brzmiała jeszcze mniej przyjaźniej. Ciężko westchnąłem, zastanawiając się co z nim zrobić.
- A nie znasz drogi do jakiegoś miejsca, gdzie jest ciepło, przyjemnie… i gdzie można znaleźć sporo jeleniego mię… jelenich przyjaciół? -spytałem, szybko się poprawiając i mając nadzieję, ze ten się nie domyślił, o czym pomyślałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Młode
avatar
Po wędrowaniu na innych terenach tego stada wrócił zadowolony ale usłyszał nieznany mu głos wychodzący z czyjegoś legowiska więc miał zamiar zajrzeć, nikogo nie boi się dlatego wlazł z ciekawości patrząc na lwa i dziwne zwierze z rogami i kopytami. Czyżby to antylopa czy jeleń o dziwnym maszczeniu? Westchnął skradając się chcąc bardziej zbliżyć do nowo widzianej jakby gościa. Z drugiej strony wyglądało, że nie był gościem ale ofiarą wujaszka Mane. Westchnął po raz kolejny ale bardzo cicho. Leżał w cieniu legowiska więc ciężko było go namierzyć ale pewnie samiec zrobi taki ruch dlatego musi postarać żeby był cichutki jak leżący szkielet słonia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lodowa Grzywa
avatar
- Nie mam pojęcia kto ci naopowiadał tych głupot ale musiał mieć potem niezły polew z twojej osoby, ze tak łatwo uwierzyłeś w te brednie. -Mruknął na temat tych dziwnych przysłowie z kamieniami i jeleniami. Czasami odnosił wrażenie, że lew sobie zmyśla na poczekaniu to wszystko by nie wyjść na tego, który nie ma żadnego pojęcia. I jeśli Mane dalej będzie na niego wrzeszczał to i jeleń nie pozostanie mu obojętny i zaryczy donośnie. Wtedy to już będzie rywalizacja.
I lew znów go wzrokiem spiorunował, gdyby wzrok mógł zabić rogacz już dawno padłby trupem.
- Wiesz co, jak się przejdziemy na spacer to zaparzę ci tej meliski. Inaczej nie da się z tobą normalnie porozmawiać. Tylko się denerwujesz albo odbierasz moje słowa jako atak. -Dodał czekając na kolejną falę wyrzutów, zgryźliwości czy kij wie czego jeszcze. Mane sprawiał wrażenie jakby miał nierówno pod kopuła czaszki. Jeleń zaczął się zastanawiać czy to nie przypadkiem przez to że cierpi na chroniczne nerwy. Powoli zaczął traktować lwa jako obiekt badań.
- Najwidoczniej zimno im odpowiada. Podejrzewam też że zimno odstrasza intruzów, mało kto chce się zapuszczać w takie miejsce. A lodowi dbali o to by pozostali w ukryciu. - wstawka o jelenim mięsku nie uszła uwadze Firkraaga, zastrzygł uchem i uśmiechnął się lekko do lwa. W tym uśmiechu nie było jednak ani grama ciepła.
- Moje stado nie istnieje, padło całe w ciągu jednej nocy. - I znów prawił niejasnościami i zagadkami ale czy nie na tym polega właśnie trik by Mane się nim interesował?
- I masz gościa. - Dodał słysząc westchnięcia małej istoty. I choć młode starało się pozostać niezauważonym to jednak jeleń obserwując drugim okiem wejście dostrzegł przemykający niewielki cień a zaraz potem odgłos oddechu. W pierwszej chwili pomyślał, że to może potomstwo Mane i gdy lwiątko przyjdzie bliżej i się im pokaże tej pewności nabierze przez podobne umaszczenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Zmrużyłem oczy i podniosłem wargi, obnażając kły, gdy Bambi mnie skrytykował. Nie powinien mówić takich rzeczy lwu, od którego zależała jego jelonkowa egzystencja!
- Jakie brednie?! Uważaj, co mówisz! – ostrzegłem go kolejnym, donośnym ryknięciem. Roślinożerca denerwował się, gdy było zbyt głośno… ale sam mnie prowokował, abym się na niego darł.

Spiorunowałem Jelonka wzrokiem ale ten nie tylko się tym nie przejął, ale w dalszym ciągu mnie obrażał i krytykował.
- Ja?! Ja się nie denerwuję! Ja jestem spokojny! – wydarłem się na niego. On śmie mówić o normalnej rozmowie? Przecież to ja chciałem z nim spokojnie porozmawiać a to on ciągle mnie prowokuje, obraża, atakuje… zamiast okazać należną mi cześć, jak przystało na dumnego lwa, króla dżungli, którym przecież byłem z racji swojego urodzenia i lwich genów.
- Czyli te Śnieżne Grzywy to banda jakichś frajerów, słabeuszy, którzy chowają się na niedostępnym, nieprzyjemnym terenie, drżąc z zimna i strachu, że ktoś ich spotka? – oceniłem jego słowa – I czym się żywią? Ty mówiłeś, że żywisz się śniegiem… czy tam lodem. I to zastępuje Ci wodę i rośliny. A oni? Też jedzą… to zimne? – dopytywałem. Tak, byłem mądrym, wykształconym lwem i nie trzeba mi było mówić, że lód i śnieg są zimne. Ale w sumie na tym moja wiedza o tych rzeczach się kończyła. Nigdy tego nie widziałem i nie miałem pojęcia, jak smakuje. Chociaż podejrzewałem, że nie tak, jak jelenina – A może te… Grzywy, to Ciebie trzymają jako chodzącą spiżarnie? Uważasz się, za ich przyjaciela… a oni tylko patrzą, jak przerabiasz ten śnieg w pyszne mięso, w którym kiedyś zatopią swoje kły? – znalazłem w końcu rozwiązanie, dlaczego Jelonek się uważał, za część stada… w swojej jeleniej naiwności naprawdę myślał, że jest ich częścią? W odpowiedzi na jego słowa, złośliwie się do niego uśmiechnąłem.
- Padło w ciągu jednej nocy? Czyżby od lwich kłów? Jak mi przykro – odpowiedziałem z ironią, napawając się jego nieszczęściem. Bo to był przecież jedyny możliwy sposób, dla którego wiele jeleni mogłoby tak po prostu umrzeć – A ty, zamiast im pomóc, uciekłeś? A może to Ci Śnieżni ich zabili a Ciebie zabrali? Na swoją zabawkę… podobnie, jak ja teraz? – zastanawiałem się.

Przekręciłem oczami, słysząc jego słowa. Pokręciłem przecząco łbem i popatrzyłem się na niego z pogardą.
- Bambi, Bambi, Bambi. Naprawdę myślisz, że mnie nabierzesz na taki żałosny numer? – prychnąłem. On chyba nie doceniał mojej inteligencji, skoro myślał, że krzyknie, że ktoś wszedł, ja się odwrócę a on mnie walnie swoimi różkami czy tam obwiązanymi lianami racicami. Cofnąłem się o krok, by nie mógł tego zrobić, odwróciłem się i… rzeczywiście dostrzegłem czy wyczułem zapachem znajome lwiątko.
- Mjuvi? – spytałem zaskoczony – A co ty tutaj robisz? – dodałem. Ładnie się zakradł, gdy byłem zbytnio zajęty Jelonkiem. Zastanawiałem się, co zrobić, jak zareagować… po czym uśmiechnąłem się, gdy wpadłem na pewien pomysł.
- Bardzo ładnie się skradasz. Gratuluję – pochwaliłem go – To jest Bambi, moje zwierzątko jaskiniowe. Nie chcesz go nakarmić? Jeśli mu przyniesiesz trochę roślin, to Bambi opowie Ci bajkę. I możesz się z nim pobawić, pogłaskać go, polizać… albo uszczypnąć, jeśliby nie był grzeczny – zaproponowałem, zerkając ze złośliwym uśmiechem na Jelonka – Prawda Bambi? – spytałem z miną wyraźnie wskazującą na to, że lepiej, by potwierdził moje słowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lodowa Grzywa
avatar
I znowu wpadł w furię, w tym zdenerwowaniu przestał nawet racjonalnie myśleć. Jeleń usiadł wygodnie gdy lew się odsunął. Zmrużył ślepia gdy ten zasugerował, że chce użyć taniej sztuczki by zwiać. Skoro aż tak nisko go cenił jeleń stracił nim kompletnie zainteresowanie. Nawet w kwestii medycznej. Niech cierpi.
- Słyszysz sam siebie co mówisz, kompletna abstrakcja. To ja sprawiłem, że stado padło trupem. Chociaż cokolwiek powiem uznasz to za kłamstwo. Świat nie kręci się wokół jednego gatunku zwierząt jak to uważasz. Dalsza rozmowa nie ma sensu... I nie jestem Bambi. - Nawet nie wiedział co to słowo ma niby znaczyć i skąd lwu przyszło ono do głowy. Tym sposobem jeleń postanowił nie odzywać się do Mane, przynajmniej przez jakiś czas.
Swój łeb skierował na malca, może ten mały okaże się lepszym rozmówcą niż ten nabzdyczony lew.
- To twój tata? Jeśli tak to cie okłamuje, nie znam żadnych bajek tylko prawdziwe opowieści.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Młode
avatar
Mjuvi doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że dał się ponieść wyobraźni i chciał naprawdę zobaczyć co trzyma Mane w tej swojej jaskini. Niestety po wejściu do środka musiał jakoś ukryć w cieniu ale pewnie został zauważony przez dwójkę. Gdy wyczuł na sobie spojrzenie jelenia to jedynie mrugał ślepiami spoglądając na stworzenie kopytne. Nie widział nigdy Jelenia więc chciał się bardziej przyjrzeć. Po całej ich konwersacji zastanawiał się czy nadal będą tak gawędzić głupio czy w końcu dojdą do porozumienia? Niestety nie widział w tym końca dlatego leżał sobie w najlepsze w mrocznym cieniu legowiska zastanawiając się czy w ogóle dostrzegli Mjuviego w ciemnym zaułku. W końcu usłyszał znajomy głos lwa wtedy wyszedł z cienia zadowolony i dumny więc można rzec, że jest bardzo podobny do ojca Hazira. W końcu jest jego ukochanym synalkiem i następcą tronu.
- Tak to ja - spytał się wrednie jak na krwawego przystało. Nie był to ton lekceważący żeby zepsuć humor wujka, którego upatrzył wśród stada. Zbliżył się bardziej do samca wtedy usiadł na zadzie obok niego.
- Nudziło mi się, a mój Ojciec gadał z Edenem o jakimś zebraniu co ma się odbyć co ja wiem - rzekł ze spokojem spoglądając na niego, a potem na ofiarę.
- Mogę urwać korzenie dla Jelonka, bo u nas roślin takowych nie ma jak na sąsiednim stadzie - odparł spoglądając na Mane, którego uważał za swojego nauczyciela. No cóż szybko uczy się riposty i wrednego charakteru więc może być wujaszek z niego dumny.
- Eeee... to jelonki potrafią mówić? - spytał się wrednie przy ofierze. No cóż musiał się popisać wredną ripostą przy dziwnym dla niego stworzeniu. Samczyk nie miał okazji poznać innych zwierząt więc wszystko dla niego było dziwne. Spojrzał się raz jeszcze na Jelonka swoimi zielonymi ślepiami.
- Mane nie jest moim tatą, tylko wujkiem. Jestem Mjuvi następca tronu tego stada. Mój ojciec ma na imię Hazir, a mama Nastia - odpowiedział spokojnym tonem głosu na razie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Zaśmiałem się, gdy słowa jelonka okazały się… tak bardzo sprzeczne, jak to tylko możliwe. Najpierw stwierdził, że to przez niego stado padło trupem a później deklarował, że nie opowiada bajek.
- Wiesz co, to że zabiłeś całe stado… niekoniecznie jest kłamstwem. Może to też być kiepski żart… lub właśnie bajka, której niby nie opowiadasz – odpowiedziałem mu, uśmiechając się do niego złośliwie – I mylisz się. Świat kręci się wokół lwów. One są stworzone, aby rządzić. A wszystkie inne zwierzęta mają się im podporządkować… lub zginąć – odpowiedziałem mu. Jak to nazwać? Rasizm? Szowinizm gatunkowy? Dla mnie… dla mnie to była jedyna możliwa prawda. Nawet nie dopuszczałem myśli, że mogłoby być inaczej.

Skierowałem wzrok na lwiątko, które weszło do jaskini. Skinąłem mu łbem, gdy potwierdził swoją tożsamość.
- Lew inteligentny nigdy się nie nudzi – odpowiedziałem mu dość oklepanym truizmem. Uważałem, że to prawda – w końcu inteligentne lwy mogą się skupić na myśleniu o ważnych rzeczach. W przeciwieństwie do jeleni, które cały czas przeżuwały trawę, bo nie potrafiły myśleć o niczym innym, jak o soczystych roślinach. Bo widział ktoś kiedyś roślinożercę, który nie jadł? One ciągle jadły! A nie tak jak lwy, stworzone do wyższych celów. Słowa o zebraniu puściłem mimo uszy – odkąd tutaj przybyłem, to sprawy polityczne mnie jakoś bardzo nie interesowały.
- Tak, myślę, że korzonki będą dobre. A trochę roślin jest koło oazy – odpowiedziałem lwiątku – Jelonku, będziesz zadowolony, prawda? – upewniłem się. A następnie zaśmiałem.
- Potrafią, potrafią. Chociaż głupiutkie jelonki nie są zbyt inteligentne – wyjaśniłem Mjuviowi, podchodząc do niego i czochrając go po głowie, chwaląc go w ten sposób za udany żart… mi się w każdym razie on podobał, bo Bambi, jak to Bambi, pewnie miał inne zdanie na ten temat. Słyszałem, jak lwiątko wyjaśniało Jelonkowi pewne sprawy… chociaż nie wiem czy potrzebnie. W końcu Jelonki interesowała tylko trawa a nie jakieś polityczne sprawy.
- Znajdź dla Bambiego jedzenie, a on Ci opowie bajkę, jak zabił całe stado jeleni. I jak chcesz, to będziesz go mógł pogłaskać. Albo pociągnąć za ten jego śmieszny, krótki ogonek – obiecałem mu, po czym podszedłem do Jelonka – Prawda Bambi? – zażądałem potwierdzenia. A jeśli nie otrzymałem go to podniosłem wargę, obnażając kły w niemej groźbie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lodowa Grzywa
avatar
Firkraag zignorował lwa i wszystko co powiedział. Jakby go wcale nie było, choć w środku zagotował się ze złości to nie dawał tego po sobie poznać. Pochylił łeb niżej by zrównać się wzrokiem z młodym. Dmuchnął delikatnie ciepłym powietrzem prosto w jego pyszczek i słuchał z uwagą co mówił. Wszystko było teraz lepsze niż wysłuchiwanie kpin Mane.
Szczególnie w uszy wpadło mu pewne imię, które wymienił. Chciał się jednak upewnić czy mają na myśli ta samą osobę.
- Eden? Eden Sandjon? To on tu jest?- Zapytał ze zdziwieniem w głosie. O tym, że młody był również następca tronu także zapamiętał. Każde informacje były na wagę złota a Mjuvi jak to dziecko dużo powie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Młode
avatar
Książę spokojnie spoglądało na wujka Mane jakby był totalnie jego mistrzem. Był zadowolony z pochwały od niego, że szybko uczy się ripost i żartów. W danym momencie poczuł głuchą ciszę pomiędzy nimi. Ze spokojem spoglądał się na jelonka któremu opowiadał poniektóre rzeczy. Właściwie mógł zamilknąć ale po co? Z charakteru młody był urwisem i lubił psocić się matuli i ojcu, a czasem wujkowi Mane, którego upatrzył wśród innych w stadzie. Nie byli powiązani krwią ale to nie miało żadnego znaczenia dla Mjuviego. Po usłyszeniu słów jelonka był z lekka zaskoczony więc chętnie porozmawia ze zwierzęciem.
- Tak, on należy do naszego stada - rzekł ze spokojem do gościa. Nie traktował go wrogo bo nic złego mu nie zrobił, więc lepiej przyjrzy się z bliska wtedy wstał na równe łapy. W danym momencie zbliżył się do jelonka i usiadł uderzając swoim ogonkiem o ziemię.
- Taki ciemno grzywy, o ile dobrze pamiętam. Wiem, że posiada niebieskie oczy - odparł zastanawiając się czy dobrze wypowiada fakty, ale najwyraźniej musiał mieć dobrą pamięć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Jelonkowi chyba spodobało się lwiątko, bo zwracał na nie szczególną uwagę. Czyżby tak łatwo dał się przekupić przez to, że młody miał mu przynieść coś do jedzenia? Jak widać droga do serca jelonków wiedzie przez ich żołądek. Czy jakoś tak. Zaskoczyło mnie to, że Bambiego tak zainteresował Eden. Dziwne, bo chyba Mjuvi nie wymienił jego pełnego imienia? To skąd Jelonek wiedział, że Sandjon? A może ja tylko nie dosłyszałem, co lwiątko mówiło? Tylko czemu tak on zainteresował roślinożercę? Nie miałem pojęcia. Zawahałem się widząc, jak Mjuvi podchodzi do Jelonka.
- Uważaj, Bambi ma ostre różki i twarde raciczki. Nie chciałbym, aby coś Ci się stało – ostrzegłem go – Jak chcesz, to mogę ciasno związać mu nogi – to będziesz mógł sobie na nim usiąść – zaproponowałem – Albo… albo w sumie mogę ich nie wiązać. To możesz spróbować go dosiąść – stwierdziłem, uśmiechając się miło do Mjuviego… i złośliwie do Bambiego.
- Tylko najpierw musisz mu narwać zielska. Bambi jest bardzo głodny – dodałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Jaskinia Manea
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Jaskinia czaszki
» Jaskinia Dwojga Lwiątek

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Krainy Stad :: Krwawy Zmierzch :: Termitiera :: Legowiska-