IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Witamy na Adhri PBF.
Ziemia tej krainy stanowi skarbnicę początku oraz historii.Tutejsze drzewa pamiętają urodzaj jak i gorzkie czasy. Przez długie lata panowało jedno stado, które przez zdradę i chciwość podzieliło się na dwie frakcje, Lwią Ziemię i Złą Ziemię. Mimo iż każde prowadziło osobną politykę przez zawiść narastały konflikty. >>Więcej tu<<

Share | 
 

 Jaskinia Manea

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
Cierń
avatar
Dość przestronna jaskinia, do której prowadzi jednak wąskie wejście. Obok niego znajdują się jakieś kłody i fragmenty drzew, którymi da się w razie czego przyblokować przejście, taranując je, uniemożliwiając wchodzenie i wychodzenie. Wewnątrz groty, w jej rogu, znajduje się niewielkie jeziorko, zasilane przez jakiś drobny strumyczek, sączący się przez wąskie, trudne do zlokalizowania szczeliny czy może pęknięcia w skale. Z drugiej strony można dostrzec legowisko, na którym gospodarz zwykle sypia. Pod ścianami znajdują się stalaktyty i stalagmity. Można też dostrzec parę przyniesionych w jakimś celu lian.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Wszedłem do swojej jaskini taszcząc na grzbiecie nieprzytomnego jelenia. Ten miał ciasno związane lianami obie przednie nogi, obie zadnie, oraz obwiązany pysk. Tak na wszelki wypadek. Jak się zdążyłem przekonać, do najmilszych i najspokojniejszych nie należał. Widok lwa taszczącego jelenia pewnie nie był zbyt powszechny… mógł postronnym obserwatorom przywodzić na myśl dostarczycieli jedzenia na zamówienie, jeśli takie usługi były dostępne w tej krainie, bo jakoś się, póki co, z tym nie spotkałem, co było tylko kolejnym dowodem na to, jak bardzo tutejsze lwy były prymitywne. W miejscu, gdzie się urodziłem, zamawianie rykiem jedzenia było powszechne wśród wyższej warstwy, z której to się wywodziłem. Czemu tutaj nie? Nie miałem pojęcia.

W każdym razie po wejściu do środka zrzuciłem jelonka z grzbietu na ziemię, ciężko dysząc ze zmęczenia. Lekki nie był a ja po tej całej wędrówce i wcześniejszej walce, byłem skrajnie zmęczony. Cofnąłem się jeszcze do wyjścia, by je za sobą zatarasować jakimiś kłodami i kawałkami drewna, by nikt mi nie przeszkadzał… i tym bardziej by mój nowy „gość” nie próbował przedwcześnie odejść. No i ponownie podszedłem do jelenia, który miałem nadzieję, powinien już odzyskiwać przytomność. Położyłem się kawałek od niego, musząc chwilkę odpocząć po tym całym wysiłku.
- Jelonku, budzimy się – powiedziałem sztucznie przesłodzonym głosem. Raczej wątpiłem, by ten docenił lektykę, jaką mu zapewniłem. Pewnie niewiele jeleni miało okazję podróżować na lwach – przynajmniej za swojego życia. Ten był pod tym względem zdecydowanie szczęściarzem. Czekałem aż się wybudzi, bo nie chciało mi się gadać do nieprzytomnego roślinożercy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lodowa Grzywa
avatar
Był przekonany, że umarł. Właściwie nic nie czuł, tylko ciemność, całkowita pustka i błogość. To wszystko zostało jedynie senną marą gdy dotarł do niego dźwięk jakby go ktoś wołał. Sapnął ciężko bo powrót do rzeczywistości przypomniał mu o tym całym bólu jakiego doświadczył. rana na szyi piekła, wąska strużka krwi dalej skapywała po sierści zlepiając ją. Powieki ciążyły mu bardzo i z wielkim trudem je otworzył, wciąż jednak nie docierało do niego gdzie się znajduje i co dokładnie się stało. Było tu jednak ponuro i wcale nie pomagało to w kojarzeniu faktów. Nietomnym wzrokiem rozejrzał się, chciał się poruszyć ale nie mógł. Nie zdawał sobie sprawy, że jest skrępowany. Odezwać też się nie mógł, czuł się taki słaby i sponiewierany jakby przebiegło po nim stado antylop.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Widziałem, że jelonek zaczął się powoli wybudzać. Chociaż określenie „powoli” było w tym wypadku kluczowe. Czekałem cierpliwie, aż ten coś powie, po czym zirytowany przypomniałem sobie, że przecież sam obwiązałem mu pysk, więc ciężko westchnąłem, wstałem i zdjąłem liany z jego łba, przyciskając łapą rogi do ziemi, by mnie nimi przypadkiem nie ubódł. Odszedłem kawałek do końca pomieszczenia, by kilka razy chlapnąć w jelonka wodą z malutkiego jeziorka, które się tam znajdowało. Jak sądziłem, jelonek nie miał zbyt przyjemnych wspomnień związanych z wodą. Nie dojrzał mnie jeszcze? Słonce sączące się z jakichś niewielkich prześwitów u góry jaskini zapewniało trochę widoczności.
- Jelonku, słyszysz mnie? – spytałem – Trzeba było tak nie walczyć to byś tak mocno nie oberwał. To nie moja wina, że zachowywałeś się jak się zachowywałeś – opieprzyłem go – Obiecałem, że Cię nie zabiję, jak się dasz porwać i zamierzam dotrzymać słowa. Ale jeśli zginiesz z powodu tych ran to nie moja wina. Znam się tak na medycynie, co ty na rozbiorze tuszy jelenia, więc niestety nie mogę Ci pomóc – oznajmiłem mu – Chociaż jeśli zdechniesz… to dalej będziesz jadalny – dodałem, uśmiechając się do niego złośliwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lodowa Grzywa
avatar
Zamroczenie trwało jeszcze długo i nawet ochlapanie woda na niewiele się zdało. Gdzieś tam do krańca świadomości docierały do niego urywki zdań, które były dla niego bez sensu.
"Jelonku...", "...tak nie...","....zabiję...", " ...wina".
Nawet nie czuł gdy ten przytrzymał go łapą za poroże, zresztą i tak nie miałby siły by wierzgać. W ustach miał sucho i z trudem przełknął ślinę. Oczy przyzwyczaiły się do półmroku panującego w jaskini. Sprawność uszu i kojarzenia faktów wracała. Udało mu się jedynie zrozumieć ostatnie zdanie, które wypowiedział. Powiódł wzrokiem po tym lwie, zastanawiając się czemu los tak z niego zakpił. Potrafił sobie radzić w trudnych sytuacjach a teraz poległ jak jakiś nowicjusz. Czyżby zbyt długie przebywanie na terenach Lodowych Grzyw odbiło się na jego kondycji? Tam miał zapewniony spokój i nietykalność i jedynie wyruszał w dłuższą podróż gdy musiał uzupełniać medykamenty. A może to zbliżająca się wielkimi krokami starość? Jakby nie było nie miał tego dnia szczęścia. Kończynami dalej nie mógł ruszyć coś je blokowało. Także zrezygnował z tego, nawet jeśli niewygodnie leżało mu się na boku.
- Wody.- Wychrypiał czarny. Ciężko właściwie pozbierać myśli gdy wszystko boli i wypowiedzieć cokolwiek gdy sucho w pysku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Ochlapałem jelonka wodą a następnie zacząłem swój monolog, chociaż po moim więźniu niezbyt było widać, by cokolwiek do niego trafiało. Dopiero na sam koniec dało się w oczach roślinożercy dostrzec iskrę zrozumienia. Czyżby świadomość mu wracała?
- Wody? – zdziwiłem się. Byłe przekonany, że wody to akurat miał dość w oazie. Ciężko westchnąłem, bo wyglądało na to, że znowu mnie czeka wysiłek fizyczny, po czym chwyciłem jelonka jakoś za rogi czy nogi i przeciągnąłem go te jego dwie długości pod ścianę, gdzie znajdowało się niewielkie, płytkie jeziorko. Zbliżyłem jego pysk do tafli, pozwalając mu się napić. I cierpliwie czekałem aż ugasi pragnienie, zwracając jednak uwagę na jego rogi, by nie próbował mnie nimi pozbawić wzroku.
- A może łapą wepchnąć Ci ten rogaty łeb pod wodę? – spytałem, próbując go przestraszyć i powstrzymać przed próbami buntu – Słyszałeś, co Ci mówiłem? Czy Ci powtórzyć? – dodałem – Mówiłem, że znam się tak na medycynie, co ty na rozbiorze tuszy jelenia, więc niestety nie wiem, czy przeżyjesz. Boli szyjka? Trzeba było nie rozrabiać. I dobrze Ci radzę, bądź grzeczny i posłuszny – oznajmiłem mu, licząc, że ten powie coś więcej, skoro go już napoiłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lodowa Grzywa
avatar
Jeleń nie bardzo zwracał uwagę na Mane, nawet wtedy gdy ten go przeciągał pod niewielki brodzik. Pozwolił najpierw ugasić pragnienie a potem przytknął szyję do strumienia. Chciał oczyścić ranę by nie wdało się przypadkiem zakażenie a sam nie byłby w stanie sobie tego wylizać. Chłodna woda dodatkowo uśmierzała dokuczliwy ból. Zerknął tylko kątem oka na Mane gdy skończył w końcu paplać. Rozgadana bestia. Jeszcze tego brakuje by ot tych wypocin rozbolał go łeb. Wystarczyło, że był słaby z powodu utraty krwi i miał przez to zawroty w głowie. Gdyby nie powaga sytuacji i otępienie zapewne parsknąłby śmiechem na wzmiankę o anatomii własnego ciała. Był znachorem, robił sekcje zwłok rożnych zwierząt. Wszystko miał wykute niemalże perfekcyjnie. Tylko po uświadamiać o tym tego narwańca?
- Dlaczego mnie nie zabiłeś? - Zapytał jeleń a w jego głosie nie było strachu tylko nuta ciekawości. Zdawał sobie sprawę, że nie jest w dobrym położeniu. Nie oznaczało to jednak, że nagle straci swoją zimną krew i opanowanie i zacznie piszczeć jak samica błagając o litość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Zataszczyłem jelenia do jeziorka, obserwując uważnie, jak ten gasi pragnienie. Znowu zaczęło wychodzić jego złe wychowanie. Pił łapczywie, nie pytając się nawet czy może. Nie podziękował za pomoc w przeniesieniu, za możliwość skorzystania z wody, nie mówiąc już o tym, że nie wykazywał żadnej wdzięczności za to, że robiłem mu za lektykę, niosąc go taki kawał drogi od oazy, przez co byłem kompletnie zmęczony. Mówiłem do niego i mówiłem, nie rozumiejąc, dlaczego on moczy ranę w wodzie. Chciał uśmierzyć ból? Mógłby być twardszy – tam w oazie nie sprawiał wrażenia, jakby mocno odczuwał moje ugryzienie.
- Dlaczego? – zdziwiłem się jego pytaniem. Nie… nie było właściwe. Pytał, jakby z wyrzutem, jakby oczekiwał, że zmienię zdanie i go pozbawię życia. Ja na jego miejscu bałbym się takie pytanie zadać. Raczej nic nie sugerowałbym swojemu porywaczowi – A co? Chcesz abym zmienił zdanie? – spytałem tylko dlatego, aby dać sobie więcej czasu do namysłu. Bo właśnie teraz, jak się nad tym zastanawiałem, to rzeczywiście moje postępowanie wydawało się nielogiczne. A kto jak kto, ale ja całe życie starałem się kierować rozumem, wszystkie swoje działania planując z dużym wyprzedzeniem.
- W zasadzie, w zasadzie nie wiem – przyznałem po chwili, gdy nie udało mi się wymyślić lepszego wyjaśnienia. A w zasadzie nie tyle „lepszego wytłumaczenie”, co jakiegokolwiek. – Zresztą… to przecież ty zacząłeś. Zamiast spierdalać, tak jak Ci mówiłem, zacząłeś mnie prowokować, rzuciłeś mi wyzwanie. Dlaczego? – teraz ja z kolei zadałem pytanie – A później chyba tak wyszło. Mogłem Cię zabić, ale to… to nie byłaby odpowiednia kara za Twoje zachowanie. Byłaby zbyt szybka i zbyt krótka. Będąc moją własnością, będziesz miał dużo więcej okazji by żałować, że postąpiłeś jak postąpiłeś. A taki jelonek zawsze mi się przyda. Niewiele lwów ma tego typu zwierzątka jaskiniowe. Mogę się Tobą pochwalić znajomym. Same plusy – wyjaśniałem mu, mówiąc radosnym głosem i szeroko się do niego uśmiechając. Nie podobał mu się sposób, w jakim go traktowałem? Nie obchodziło mnie to? Właśnie, że obchodziło… a nawet cieszyło, co ostentacyjnie okazywałem.
- Jestem Mane, tak w ogóle. Krwawy Zmierzch, jeśli coś Ci to mówi. A ty jelonku? Jak się wabisz? – spytałem, uśmiechając się do niego złośliwie – A może… może mam Ci nadać imię? Na przykład… na przykład „Bambi” byłoby chyba odpowiednie? – zaproponowałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lodowa Grzywa
avatar
- Myślałem, że to z jakiegoś ambitniejszego powodu. - Odpowiedział jakby z rozczarowaniem. Naprawdę myślał, że całe to uprowadzenie ma jakiś głębszy sens a nie jest tylko chwilową zachcianką. Najwidoczniej lew sam nie wiedział czego do końca chce. Teraz to wyglądało jakby szukał poklasku i uznania od innych za swoje osiągnięcia.
- Nie traktuj mnie jak niemądrego cielaka, mam swoje lata i rozum. - Zawyrokował, przestanie się wdawać z nim w dyskusje jeśli nie zamierza traktować go poważnie. Czarny nigdy nie był zbytnio rozmowny, więc nie będzie dla niego problemem milczeć całymi dniami.
- Taka jest kolej rzeczy silny trafi na potężniejszego.- Chciał jeszcze dodać, ze ewentualnie będzie się miało farta ale sobie darował tą sugestię, która mogłaby ponownie zostać odebrana nie w ten sposób co trzeba. Mane musiał mieć jakieś poważne problemy ze sobą, że wszystko przyjmował jako atak i prowokację.
O Krwawym Zmierzchu nie słyszał nic, dobrze wiedział, że są jakieś ugrupowania stadne lwów ale nie zaprzątał sobie takimi drobnostkami łba. Jego nie interesowała polityka drapieżców.
- Firkraag. Również przynależę poniekąd do stada. Właściwie... możesz mnie nazywać jak tam sobie chcesz. - Po prostu nie będzie reagował na dziwne nazwy i tyle. Uda głuchego.
Jeleń wyciągną szyję spod strumienia i przyjrzał się odbiciu w tafli wody jak wyglądają jego obrażenia. Tragedii nie było, kły tego imbecyla ominęły tętnice. Inaczej wykrwawiłby się na śmierć. Oparł się o ścianę by było mu wygodniej.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Jelonek mnie… mocno zaskoczył swoją odpowiedzią.
- Ambitniejszego powodu? – zdziwiłem się – A jaki mógłby być ambitniejszy powód? Uzupełnienie spiżarni takim chyba nie jest? Zabawianie się? Tortury? Wiesz, mogą być powiązane. Danie Cię w prezencie? Również mało wyszukane. Złożenie w ofierze jakimś bóstwom? Chyba dość prostackie i prymitywne – zastanawiałem się na głos, ale nie znalazłem ambitniejszego powodu, dla którego mógłbym takiego jelonka schwytać.

Uśmiechnąłem się, słysząc jego uwagę.
- A w jakim jesteś wieku? Ciężko mi go ocenić, ale rzeczywiście wyglądasz… łykowato – oznajmiłem mu. Nazwanie kogoś łykowatym nie było może najmilsze, ale miałem to w zadzie. To było naturalne określenie, które każdy normalny lew użyłby w stosunku do jedzenia, nie przejmując się tym, co ono czuje. Jeśli oczywiście można było mówić o tym, że jedzenie czuje cokolwiek.
- Gdybyś miał rozum, to nie wkurzałbyś lwa wiedząc, że możesz skończyć w charakterze jego obiadu – oznajmiłem mu. Trochę jelonek ocierał się o śmieszność deklarując, że ma rozum. Owszem, może miał… ale niewiele większy niż ma go dajmy na to marchewka. A może nawet mniejszy. W końcu marchewka przynajmniej nie próbuje prowokować drapieżnego zająca do zjedzenia samej siebie. Niezupełnie zrozumiałem, po co była jego kolejna uwaga. Wiedziałem, że każdy w końcu trafi na potężniejszego – ale w takiej sytuacji trzeba było się umieć podporządkować, jeśli to było opłacalne. Jeśli przestawało być, to należało wyczekać na odpowiedni moment i… i zgładzić konkurenta do władzy.
- Firkraag? – zdziwiłem się – To prawdziwe imię czy wymyśliłeś je na poczekaniu? A może naprawdę masz na imię Bambi… a teraz wybrałeś coś brzmiącego…  jak pękająca kra, bym się nie śmiał z Twojego jelonkowego imienia? – dopytywałem się go. W sumie nie wiedziałem, jakie jelonki zwykle przyjmowały imiona. Częściej zdarzało mi je zjadać – Jak Twoje jelonkowe stado się nazywa? Również tak dramatycznie jak Firkraag? Lub również tak… tak kiczowato jak Krwawy Zmierzch? – dopytywałem się – A wiesz, że jesteś pierwszym jelonkiem, z którym rozmawiam? – oznajmiłem mu zgodnie z prawdą – Miałeś kiedyś okazję rozmawiać z lwem? – dopytywałem się, uważnie mu się przypatrując.
- A po co Ci… ta czaszka na głowie? Łeb Ci w niej utknął? Pomóc Ci ją zdjąć? – zaproponowałem mu pomoc. Chciałem w końcu być miły dla swojej rogatej maskotki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lodowa Grzywa
avatar
Patrzył na lwa znudzonym wzrokiem. Byli do siebie podobni w pewien sposób. Okrutni, bezwzględni lecz jeleń uważał, że ma większe plany niż on. Gdyby to on powaliłby wtedy lwa posłużyłby do wyższych celów. Jak chociażby kolejne testy na ulepszenie trucizn. Duża ofiara byłaby wartościowym obiektem a takie trudno pozyskać.
Z premedytacja pomijał odpowiedzi na niektóre pytania.Do tego odpowiadało mu, że lew uważał go w dalszym ciągu za głupie zwierzątko. Pozwolił mu żyć a to już był poważny błąd. Wykorzysta odpowiednią szansę na to by mu solidnie zaszkodzić.
- Słabo. Ty nie jesteś pierwszym z którym rozmawiam. -Tu pozwolił sobie na niewielkie uniesienie kącików warg by pokazać, że roślinożerca nie ograniczał się do prymitywnych osądów. - Z nie jednym robiłem interesy a nawet korzystali z moich usług. -Jeśli by dorzucił, że pochodzi ze stada lwów to pewnie Mane eksplodowałby mózg gdyż nie mógłby tego ogarnąć przez swoje egoistyczne zaślepienie.
Natomiast czaszkę gdyby chciał zdjąć musiałby powyrywać poroże co nie byłoby takie proste. Chyba, że zaczekałby do okresu gdzie takowe gubi a w jego miejscu wyrasta kolejne, jeszcze potężniejsze i masywniejsze.
Wracając jednak do rozważań na temat niewoli, skoro Mane chciał chowańca to teraz niech o niego dba.
- Jestem głodny. - Wypalił niespodziewanie i ze sobie znanym stoickim spokojem. - Przynieś mi coś do jedzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Wydawało mi się, że jeleń jest jakiś… znudzony. Ale może tylko odnosiłem błędne wrażenie? Nie byłem specjalistą od jeleniej mimiki. No i generalnie życie jeleni wydawało mi się nudne. Jeść trawę i uciekać, jak się widzi drapieżniki? Raczej mało interesujące. Może dlatego ten konkretny osobnik szukał mocnych wrażeń poprzez denerwowanie lwów? Zadawałem mojemu więźniowi kolejne pytania, ale ten nie znał odpowiedzi, lub nie rozumiał pytań… a być może po prostu „strzelił focha”, skoro nie uznawał za właściwe udzielanie mi odpowiedzi. To nie było zbyt miłe z jego strony. Już miałem mu zwrócić uwagę gdy ten… gdy ten kompletnie mnie zaskoczyły swoją odpowiedzią.
- Naprawdę? – zdziwiłem się. No, tego się po nim nie spodziewałem. Moje pytanie nie było tylko uprzejmą próbą kontynuowania rozmowy. Byłem solidnie zaskoczony, by nie powiedzieć zszokowany. Wpatrzyłem się w niego uważnie, jakby spodziewając się, że ten wybuchnie śmiechem, doda, że to żart lub zwyczajnie zdradzi coś, co by mogło sugerować, że kłamał. Ale… ale ten niczego takiego nie zrobił.
- Jakie interesy mogłeś robić? Z jakich usług? – dopytywałem, bo nie miałem pojęcia po cóż jakiś lew mógłby potrzebować jelenia – I nie używaj określenia „robić interesy” czy „korzystać z usług” tylko raczej „służyć”. Robić interesy można z kimś równym. Ty jesteś tylko jeleniem – ty możesz służyć czyimś interesom lub służyć komuś – wyjaśniłem mu. Niby drobna różnica semantyczna, ale tak naprawdę kompletnie zmieniająca relacje między jeleniem i jakimś nieznajomym lwem.
- To czemu nie zaproponowałeś służby również mi? Tylko wolałeś mnie wkurzać? – dodałem zaintrygowany jego podejściem, że jednym lwom służył, a inne zwyczajnie irytował.

Słysząc słowa mojego zwierzątka jaskiniowego, aż mnie zatkało. Spiorunowałem go wzrokiem.
- Chyba nie myślisz, że będę Ci… – zacząłem mówić, po czym nagle przerwałem. No tak, chyba musiałem go jakoś karmić – A skąd wiesz, czy dając Ci jedzenie, nie mam zamiaru Cię utuczyć? – zmieniłem temat, by go przestraszyć, jednocześnie odwracając jego uwagę od tego mojego potknięcia i zawahania się. Zbliżyłem się do leżącego jelenia, stając obok niego i przyciskając łapą jego poroże do ziemi, by nie próbował nim machać. Wodziłem pyskiem po jego łopatce a następnie przejechałem jęzorem po jego szyi.
- Jelonku, bardzo ładnie pachniesz. Jedzeniem – oznajmiłem mu – Lepiej nie dopominaj się zbyt nachalnie o jedzenie, bo nie wytrzymam i zatopię kły w czyimś comberku, o ile wiesz, co to jest – zagroziłem mu. W końcu taki jeleń to mógł znać co najwyżej anatomię marchewki – Przede wszystkim mówi się „proszę” – dodałem, zastanawiając się nad tym, jakby to zorganizować.
- Dużo takie jelonki jedzą? – dopytywałem – Chyba prościej byłoby wyprowadzać Cię na spacerki. W jakichś pętach z lian, byś nie mógł biegać. Na jakiejś smyczy, byś nie próbował uciec – zastanawiałem się na głos, jakby to mogło wyglądać – Sądzisz, że to dobry pomysł? – spytałem, chociaż nie spodziewałem się po złośliwym jelonku szczerej odpowiedzi.
- Nie próbuj oszukiwać, że jak Ci rozwiążę całkiem kopytka to będziesz grzecznym jelonkiem. Dobrze widziałem, jaki byłeś wtedy agresywny. I nie wmawiaj mi, że nie będziesz próbował przegryźć lian… uwierz mi, będę Ci się przyglądał i sprawdzał ich stan. Ostrzegam Cię wprost, że jeśli spróbujesz się uwolnić, to Cię zabiję. Więc dobrze Ci radzę, nie prowokuj mnie… a myślę, że Ci się spodoba bycie moim zwierzątkiem – przekonywałem go.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lodowa Grzywa
avatar
Firkraaga zdumiała krótkowzroczność i wysokie mniemanie o własnej osobie w postaci tego lwa. On żyje w przekonaniu, że wszystko powinno się kręcić wokół tego jednego gatunku. Nie tak działała natura. Przez chwilę rozważał czy ten nie ma jakiś braków w edukacji i wychowaniu. Szybko jednak porzucił rozwikłanie toku myślenia tego osobnika.
- Obawiam się, że cokolwiek ci wyjaśnię ty i tak tego nie zrozumiesz. Przecież ty sam wiesz najlepiej, więc po co pytasz? - To co jednak nastąpiło potem sięgało apogeum jego cierpliwości. I choć z pozoru stawał się zachowywać spokój tak w środku jego irytacja narastała. Głupotą i bezczelnością samca. I nie chodziło tu o mizianie go po szyi i naruszenia tym prywatnej przestrzeni osobistej oraz dobrego smaku. Najbardziej wkurzyło go to, że łapą dociskał jego poroże do ziemi sprawiając tym samym, że jeleń musiał wygiąć bardziej szyje w bok co wiązało się z dodatkowym bólem w ranie. Zaryczał donośnie blisko uszu lwa i skupiając w sobie resztki siły machnął łbem starając się odepchnąć drapieżnika.
- Jeśli oczekujesz szacunku, szanuj i druga stronę. - Wychrypiał by po chwili żałować tego zrywu, rana na nowo się otworzyła. Sapnął głośno i odwrócił się na drugi bok plecami do lwa. Łeb położył na zimnym podłożu.
- Nigdzie nie idę. - Nie miał ochoty iść na żadne spacerki na smyczy, tym bardziej, że to było poniżej jego godności. Po za tym nie miał sił, był zmęczony i obolały. Jeleń miał głęboko w nosie czy lew się przez to wkurzy czy nie. Teraz było mu już wszystko obojętne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Kolejny raz dużo mówiłem, dużo opowiadałem, a od jelonka to słyszałem gównie ciszę. Czemu? Nie przepadał za rozmową? Jego postępowanie mnie irytowało. Nie po to sprawiłem sobie zwierzątko jaskiniowe, by z nim teraz nie rozmawiać. Jednak jelonki nie były ani zbyt inteligentne, ani zbyt towarzyskie. To już lepiej było chyba sobie sprawić złotą rybkę. Ta by przynajmniej nie pyskowała. Tylko gdzie można było znaleźć jakieś naczynie na wodę? Może bym poszukał jakiś gliniany dzbanek? Coś takiego chyba tutaj gdzieś istniało. A rybkę można było zakupić na Lewllegro lub Alewexpresie.
- No tak, oczywiście, że wiem lepiej. W końcu jestem lwem, więc muszę wiedzieć lepiej – przytaknąłem mu chociaż chyba niepotrzebnie. To było tak oczywiste, że w zasadzie nie było sensu o tym mówić. Zamiast tego docisnąłem go łapą do ziemi, co mu się chyba niespecjalnie podobało. Nagłe ryknięcie mnie na tyle zaskoczyło, że rozluźniłem łapę, która z łatwością została odepchnięta przez jelonka. Spiorunowałem go wzrokiem i zaśmiałem się w odpowiedzi na jego słowa.
- Ale ja nie oczekuję szacunku. Ja żądam posłuchu. Chyba lepiej, jak inni się słuchają, bo się boją, a nie dlatego, że kogoś szanują. To szybsze, łatwiejsze i pewniejsze – odpowiedziałem mu i zawahałam się widząc, że jelonek strzelił focha, obrócił się i położył.
- Jelonku… Jelonku najdroższy. No Bambi, nie denerwuj się. Nie obrażaj. Nie chciałem być niemiły – zadeklarowałem, trochę mijając się z prawdą. Bo oczywiście… chciałem. Chyba każdy lubi być niemiły od czasu do czasu. Zwłaszcza dla rogatych roślinożerców. Czy w każdej społeczności osobniki niejedzące mięsa nie budzą powszechnego śmiechu?
- No, nie strzelaj focha. Porozmawiajmy. A może… może mogę Ci jakoś coś wynagrodzić? Może przejdziemy się na jakąś polankę? Albo Ci coś przyniosę? Albo poszukam jakiejś pięknej jeleniowatej obróżki dla Ciebie? A mogę Ci w czymś pomogę? Może mógłby Ci pomóc pozbyć się tych białych plam z sierści – łapami byłoby pewnie łatwiej niż kopytami – proponowałem mu pomoc, chcąc być dla niego miły. Przynajmniej przez chwilę. Zbliżyłem się do niego i zacząłem go głaskać łapą po grzbiecie. Ostrożnie, bym nagle nie dostał rogami. Nie przetrzymywałem mu ich, skoro tak bardzo tego nie lubił.
- Może możemy jakoś dojść do porozumienia? Wiesz, jeśli nie chcesz rozmawiać, to możemy tego nie robić, ale wtedy… wtedy Cię zjem. A tego chyba nie chcesz? – zagroziłem mu, starając się znaleźć jakiś kompromis. W końcu nie dlatego tak długo się męczyłem, by mieć jelonka, z którym sobie nawet słowa nie zamienię. Musiałem ustalić tutaj jakieś zasady.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lodowa Grzywa
avatar
Jakby nie patrzeć lwu słabo wychodził posłuch, Firkraag był tego dowodem. Odetchnął głęboko uspokajając się wewnętrznie. Buchnął ciepłym powietrzem z nozdrzy wzniecając nieco pyłu z ziemi. Co miał powiedzieć gdy wszystko było negowane tak beznadziejnym tokiem myślenia, że aż uszy opadają. Jeśli już miał się wdawać w dyskusje to jakąś konkretną. Dobra wymiana poglądów satysfakcjonowała go.
- Szkoda bym strzępił swój język na tak idiotyczne tematy.- krótko i zwięźle. Straszenie śmiercią nie zrobiło na nim wrażenia. Gdyby rzeczywiście chciał się go pozbyć to już dawno by to zrobił a nie bawił się w taszczenie ciężkiego jelenia do kryjówki. Jeśli Mane zrozumie, że nie ma przed sobą cielaka, którym można pomiatać ( w co szczerze wątpił by do tego zakutego łba coś dotarło) to możliwe że i jeleń będzie miał inne nastawienie. W obecnym wypadku lew łapie same minusy i zraża do siebie Firkraaga.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Ciężko westchnąłem, gdy jelonek kompletnie odmówił rozmawiania na jakikolwiek temat.
- No, nie wygłupiaj się. Dlaczego wszystko nazywasz idiotycznymi tematami? A o czym jelonki rozmawiają w swoim jelonkowym gronie? – zacząłem dopytywać, za wszelką cenę próbując utrzymać konwersację, mimo stanowczego sprzeciwu mojego rogatego przyjaciela.
- O trawię? Gdzie rośnie najlepsza? O polowaniu na marchewkę? O uciekaniu? O bohaterskich jelonkach, które były w stanie uciec pogoni całego stada lwów? – dopytywałem się. My lwy to mieliśmy historie i rozmowy o władzy, o polowaniach, o sile i potędze… a żadna z tych rzeczy nie kojarzyła mi się z roślinożercami które… które właśnie tylko jadły i uciekały. A przynajmniej ja je tak odbierałem. Szkodliwie? Jeśli nawet, to mnie to nie obchodziło. No i to jelonek powinien mnie wyprowadzić z błędu. Chociaż nie sądziłem, by takie jelonki miały jakiekolwiek ambicje poza jedzeniem trawy, uciekaniem i płodzeniem większej ilości smacznego jedzenia. Bo tym było życie jelonków. Ich spełnieniem, ich celem życiowym, było bycie zjedzonym przeze mnie.
- To o czym chcesz rozmawiać? Zarzuć jakikolwiek temat – poprosiłem i… i skoro nie reagował na głaskanie łapą po grzbiecie, to zacząłem go głaskać również po boku i na końcu po łbie, ale na tyle ostrożnie, by w razie gwałtownego ruchu rogami chronić własne oczy. Chciałem być miły. A to przecież normalne, że głaska się swoje zwierzątka jaskiniowe. Jeśli mój rogaty przyjaciel chciał być odbierany w inny sposób… to czemu tego nie mówił, nic w tym celu nie zrobił? Tylko się położył i obraził, jak jakaś lwica, którą rzucają hormony?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lodowa Grzywa
avatar
Przeszły go ciarki gdy poczuł, że lew zaczął go gładzic po łbie. Ciało mimowolnie drgnęło na ten dotyk lecz tym razem rogacz nie rzucał się mając na uwadze swoja świeżą ranę. Sapnął jeszcze raz ciężko i powoli. Rozmawiać z nim nie będzie ale może mu coś opowiedzieć. Chce widzieć to zaskoczenie, ten moment gdy mózg mu eksploduje od nadmiaru informacji. Dla Mane będą zapewne niedorzeczne i nie do przyjęcia. Lecz widok jego miny powinien być bezcenny. Ale to za chwilę... poczekać musi jeszcze. Najpierw musi dojść do pewnego kompromisu.
Firkraag nie miał już żadnych złudzeń dotyczących jego ograniczonego sposobu myślenia. Powoli odwrócił się do lwa, przerywając tym samym kontakt cielesny. To irytujące iskanie go niepokoiło. Prędzej by zniósł dotyk samicy niż samca. Jeleń miał łeb blisko twarzy Mane, nawet dmuchnął mu ciepłym powietrzem prosto w pysk.
- Gdybym myślał tak, jak uważasz, że myślą jelenie już dawno popełniłbym samobójstwo z nudów. - Odsunął swój łeb od lwa, wyprostował się na tyle ile mógł w pozycji półleżącej i wlepił swoje ciemne ślepia w niego. Biła od niego w tej chwili powaga, duma i pewność siebie, nawet jeśli jego zdrowie aktualnie szwankowało. W niczym nie przypominał wystraszonego stworzonka. Na chwilę obecną niewola skutkowała tylko bólem głowy od głupot tego osobnika co miał przed sobą.
- Jeśli chcesz wzbogacić swoją wiedze to mnie rozwiąż. Kończyny mi zdrętwiały. - Było mu niewygodnie, lew źle go skrepował. No chyba, że takie było zamierzenie. Ale tym razem to Fir stawiał ultimatum. Coś za coś. Nie ma nic za darmo.
- Nie zwieję, uciekają tchórze. - Prędzej opuści grotę na spokojnie, dostojnym krokiem. Ale przedtem postara się zniszczyć lwa, psychicznie albo fizycznie. Roślinożerca potrafił ocenić szanse powodzenia, nie będzie ryzykował gdy w obecnym stanie ma mniejsze szanse na wygraną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Gładziłem jelonka… i chyba nawet mu się to podobało, skoro nie zdecydował się na protesty. Drgnięcie można było różnie rozumieć, ale skoro nie zaczął się rzucać czy ryczeć z oburzeniem, to nie było powodu myśleć, że go to irytuje. A przynajmniej mogłem się później w ten sposób tłumaczyć, jakby mi zarzucił złośliwość, bo tak naprawdę nie było się trudno domyślić, że dotyk drapieżnika musi w pewnym stopniu niepokoić roślinożercę, znajdującego się niżej w łańcuchu pokarmowym.

Gdy jelonek się odwrócił, zaprzestałem głaskania go. Nie byłem pewien czy ten specjalnie się ustawił, że nasze pyski były blisko siebie, czy tak wyszło, ale wyraźnie czułem jego oddech na swoich wibrysach, o ile oczywiście tak się one nazywają u lwów. Zdziwiło mnie jego wyznanie. Zaskoczyło. Głównie dlatego, że był w stanie zbudować zdanie podwójnie złożone, czy jak to się tam nazywało. Ale zdecydowanie bardzie skomplikowane niż się tego po nim spodziewałem. Zacząłem się zastanawiać, co w zasadzie mi chciał przekazać? Że jelenie nie myślą tak, jak ja myślę, że myślą? Czy że jelenie tak myślą, jak ja myślę, że myślą, ale on sam tak nie myśli? No, tym mi nabił ćwieka… chociaż lepiej, że nabił mi ćwieka niż guza tymi swoimi różkami. Obserwowałem go jak się prostuje i wbija we mnie wzrok. Jeśli to możliwe… to zdawało mi się dostrzegać w jego spojrzeniu czy może postawie ciała jakby dumę… o ile oczywiście można mówić o dumie w przypadku roślinożerców. Bo z czego tacy mogą być dumni? Ze znalezienia wyjątkowo soczystego źdźbła trawy? W każdym razie… mimo mojej opinii o jeleniach, rzeczywiście… coś było w jego wzroku. Jego słowa… cóż, zaskoczyły mnie.
- Przypominam Ci, że nie byłeś zbyt rozmowny, gdy miałeś wolne nogi. Chyba nie chcesz, by znowu doszło do niepotrzebnej walki, której mógłbyś tym razem nie przeżyć? – oznajmiłem mu, subtelnie mu grożąc czy raczej może ostrzegając go – Wiesz, nie jestem aż taki naiwny. Miałem trochę zabawy z Tobą w oazie. Gdybyś nie zrobił błędu i odrobinę wcześniej się zastawił porożem. Albo gdybym się potknął czy źle oszacował odległość… to cóż, zwiałbyś mi. I jedyne, co bym zobaczył, to Twoją jelenią kitę znikającą na horyzoncie. Więc wybacz Bambi, ale nie mogę Ci całkiem rozwiązać nóg. Mogę… mogę zrobić na nich jakieś takie prowizoryczne pęta, że nie będziesz w stanie je zbyt szeroko stawiać, co uniemożliwi Ci bieganie, kopanie czy sprawną walkę ale spokojnie umożliwi chodzenie. Co ty na to? To chyba uczciwy układ? – zaproponowałem mu.
- Jestem pewien, że możemy się jakoś dogadać, dojść do kompromisu. Nie chcę Twojej śmierci. Chcę tylko, byś mi się podporządkował. Byś wiedział, kto tutaj rządzi. Ja Ci w zamian zapewnię bezpieczeństwo. I przeżycie. To chyba uczciwy układ? – spytałem – Lepiej byś się na niego zgodził… bo jeśli się nie zgodzisz, to zawsze mogę Ci go narzucić – dodałem, by dać mu wyraźnie do zrozumienia, że mogę iść na jakieś ustępstwa i kompromisy… ale tylko do pewnej granicy. Jeśli ją przekroczy, to może skończyć jako mój obiad tudzież wyprawiona skóra na środku mojej jaskini. To mimo wszystko ja tutaj rządziłem. Dlaczego? Bo to ja wygrałem starcie nad oazą. I dlatego to on musiał mi się podporządkować. Takie już były prawa natury.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lodowa Grzywa
avatar
Fuknął na niego gdy ten zaproponował jakieś pęta. Nie będzie chodził z czymś plątającym się mu u racic.
- Powiedziałem, że nie ucieknę podobnie jak to, że mam swój rozum. Dlaczego usilnie traktujesz mnie jak jakiegoś niepełnosprawnego na umyśle?
Kolejny wywód i ustalanie zasad. O nie, nie, nie. Tak nie będzie. Może sobie co najwyżej o tym pomarzyć. Z każdą minutą jeleń miał coraz dzikszą ochotę by otruć Mane na sto rożnych sposobów. Zamknął ślepia i trwał w takim stanie znowu milcząc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Zawahałem się, słysząc jego słowa.
- A dlaczego miałbym Ci wierzyć? Podaj mi jakiś powód. - zażądałem - Nie uciekniesz? Nie zaatakujesz mnie? I to mimo tego, ze jeszcze nad oazą, miałeś taki zamiar? To skąd wynika ta nagła zmiana? Bambi nagle przypomniał sobie, że jest jelonkiem a te się tak agresywnie nie zachowują, więc zapragnął być grzecznym, potulnym roślinożercą? - warknąłem ironicznym tonem.
- Chyba musiałbym być kretynem, by uwierzyć w te brednie! - ryknąłem na niego - Naprawdę sądziłeś, że Ci zaufam? A co? Teraz będziesz mi obiecywać, że mnie nie zaatakujesz, że nie zwiejesz, że będziesz spokojny? I za kogo byś mnie uważał, jeślibym Ci uwierzył? Za idiotę? Czy za kogoś odważnego? - dopytywałem.
- Więc nie tylko ja Cię uważam za niepełnosprawnego na umyśle, ale ty robisz podobnie, jeśli naprawdę sądzisz, że Ci uwierzę i zaufam - dodałem, cichnąć na moment, próbując się uspokoić.
- To skoro jesteś taki mądry, to zaproponuj jakiś kompromis, który Cię zadowoli ale jednocześnie nie da Ci szansy ucieczki czy zaatakowania mnie - poleciłem mu. To teraz chyba powinien być zadowolony. Dostał trudne zadanie które świadczyło o tym, że mu ufam i wierzę w jego inteligencję. Byłem ciekawy, jak z tego wybrnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lodowa Grzywa
avatar
Jeleń leżał z zamkniętymi ślepiami słuchając jak Mane na niego się pluje. Naprawdę starał się ignorować go. Wpuszczać słowa jednym uchem a wypuszczać drugim. Jednakże nie dało się, Było mu niewygodnie, ścierpł, był obolały. Wszystkie te czynniki przyczyniały się do narastającej irytacji. Otworzył oczy patrząc z wrogością na Mane. Coś w nim pękło.
- Nie chce twojego zaufania. Zaatakowałbym cię gdybym mógł a nie pozwalał się iskać. W ogóle nie rozumiesz co się do ciebie mówi. Nie mogę walczyć, nie teraz kiedy jestem ranny. Każdy gwałtowniejszy ruch sprawia nie tylko ból ale i otwiera ranę. Jak tak dalej pójdzie to się wykrwawię albo zasłabnę ewentualnie nabawię zakażenia i zdechnę. Powinienem sobie to jakoś opatrzyć ale nie mogę kiedy jestem skrepowany. Zesztywniała mi każda część kończyny, jakby przechodziły po nich mrówki. Czy ja prosiłem o zbyt wiele? Chciałem rozprostować kości. I przestań na mnie wrzeszczeć nie jestem głuchy! - Ostatnie zdanie sam wykrzyczał. Najwidoczniej do lwa nie docierało gdy prawiło się ze stoickim spokojem. Musiał się zniżyć do jego poziomu, może teraz zrozumie, że tej nocy nie dałby rady opuścić swoje więzienie.
Dyszał ciężko, wypowiedział to wszystko szybko prawie, że na jednym wdechu. Zreflektował się, że dał się ponieść emocjom i zezłościł się bardziej. Tyma razem sam na siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Jelonek wybrał leżenie i ignorowanie mnie? To nie była dobra taktyka. Chyba nie chciał, bym się naprawdę zirytował? A może… może właśnie tego oczekiwał? Chyba pokręcone umysły roślinożerców były naprawdę ciężko do zrozumienia. W końcu było wiadomo, że to przejście na dietę mięsną spowodowało, że dane gatunki zaczynały się szybciej rozwijać. Bez jedzenia mięsa po prostu nie dało się rozsądnie, logicznie myśleć. I było to świetnie widoczne w postępowaniu mojego Bambi. I gdy już myślałem, że będę musiał go dotkliwie ukarać za ignorowanie mnie… ten zaczął mówić ze świetnie dostrzegalną wściekłością w swoim wzroku. Podniosłem brwi, na ile to jest możliwe, gdy się jest lwem i słuchałem jego wywodu z delikatnym uśmieszkiem, nie przejmując się zbytnio jego zarzutami.
- Dobrze, bardzo dobrze – pochwaliłem go – Nie mogłeś od razu powiedzieć o co Ci chodzi? Tylko to całe długie pieprzenie, zamiast od razu zdradzić mi swoje zdanie – stwierdziłem tytułem wstępu.
- Tak, domyślam się, że byś mnie zaatakował. Ze wszystkim można dojść do zgody. Tak Ci przeszkadza iskanie? Być może mógłbym Cię nie dotykać, jeśli coś dostanę w zamian… na przykład będziesz grzeczniejszy i milszy. Ale z drugiej strony, jako że jesteś w niewoli, powinieneś to być może tolerować, jako taki rodzaj hołdu lennego, pokazania mi swojej zależności. Niektóre drapieżniki opuszczają łby czy odsłaniają brzuchy, pokazując w ten sposób pełne podporządkowanie się. Ty na podobnej zasadzie mógłbyś dawać się dotykać. Nie przesadzaj, że aż tak Ci to przeszkadza – wyjaśniłem mu swój pogląd na te sprawy. Czyli albo to zaakceptuje, albo przekona mnie w jakiś sposób, bym zdecydował się tego nie robić.
- Czyli mówiąc inaczej obiecujesz, że jak Cię częściowo rozwiążę to będziesz grzeczny, nie będziesz walczył, nie będziesz starał się uciekać a na końcu dasz się ponownie pokornie spętać? – upewniłem się.  Te wszystkie jego słowa wydawały się być przekonujące. Szczególnie te z wykrwawianiem się, słabnięciem, zakażeniami i takimi tam. Niby wiedziałem, co te słowa mniej więcej znaczą, ale nie zupełnie miałem pojęcie, o co w nich chodzi. Nie miałem żadnego doświadczenia medycznego.
- A skąd wiesz, czy poradzisz sobie z opatrzeniem rany? Jesteś tylko jeleniem – przypomniałem mu – Mogę skoczyć po kogoś ze stada, znającego się na medycynie. Chyba ktoś się znajdzie. Albo po moją znajomą, która jest wyjątkowo zwinna w trakcie różnych zabaw – myślę, że poradzi sobie również z opatrywaniem ran. Gdybyś wiedział, co ona potrafi zrobić jęzorem – oznajmiłem mu, uśmiechając się do niego naprawdę szeroko.
- No dobrze, to spróbujmy może dojść do kompromisu. Rozwiąże Ci nogi, ale muszę mieć jakąś kontrolę nad Tobą. Liana na szyi odpada, skoro masz tam rany. Czy liana przyczepiona do rogów i zadnich nóg będzie ok? Lub kajdany z lian na przednich i zadnich nogach. To chyba dobra propozycja? A w zamian… w zamian będziesz rozmowniejszy, co ty na to? – spytałem – Ewentualnie mogę poszukać kogoś, kto coś może wiedzieć o medycynie, by Ci pomógł – dodałem, czekając co też mi jelonek odpowie. Powinien się na coś zgodzić. W końcu to ja miałem lepszą pozycję negocjacyjną i mogłem tę rozmowę przerwać jednym chapnięciem pyska… kończąc nie tylko dyskusję ale przede wszystkim życie jelonka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lodowa Grzywa
avatar
Milczał. Trawił powoli słowa, które wypowiadał do niego lew. Perspektywa chociaż częściowego oswobodzenia satysfakcjonowała go. Mógłby się przynajmniej rozprostować a nie tylko leżeć całymi dniami w jednej pozycji. I choć Mane dalej go drażnił dalszymi słowami to jeleń jedynie skinął łbem na znak porozumienia.
- Przypominam, że jestem roślinożercą. Mam większe pole do popisu w tej dziedzinie niż drapieżniki. Od urodzenia jesteśmy uczeni przez matkę, które rośliny nadają się do jedzenia a które są szkodliwe. Do tego nie jestem jakimś tam jeleniem. Znam się na medycynie lepiej niż niejedni znachorzy. - Powiedział z wyraźną wyższością. Co jak co może go sobie obrażać w różne sposoby ale od jego pasji i życiowego celu. Wszystkiemu nad czym poświęcił całe życie i doskonalił się w tej sztuce. Nie będzie mu byle jaki gagatek wmawiał, ze jest głąbem.
- I nie tylko znam się na leczeniu, potrafię wzmocnić organizm, pozbyć się szpecących blizn, sprawić by płeć przeciwna zaczęła widzieć w tobie atrakcyjnego lwa, opóźnić proces starzenia...a to zaledwie namiastka tego. Jak myślisz, dlaczego inni korzystają z moich usług?
Był dumny ze swoich osiągnięć i ta dumę dało się znowu słyszeć w jego głosie.
- Zdradzę ci jeszcze mały sekret - Powiedział ściszając nieco głos. - W tutejszej krainie nie spotkałem jeszcze żadnych jeleni. Pochodzimy z północnych lasów. Opuściłem rodzinne strony a moją rodziną... - Tu położył nacisk na to słowo.- ...jest stado lwów zwących się Lodowymi Grzywami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
O ku*wa, tego się nie spodziewałem. Zaskoczony otworzyłem szeroko oczy, gdy nagle okazało się, że jeleń potrafi powiedzieć więcej, niż kilka słów. Że potrafi być miły i uprzejmy. Że jest skłonny do kompromisu i do zgodzenia się na coś, co mu zaproponuje. A nawet do odpowiadania na zadawane mu pytania! Po wcześniejszej konwersacji się tego nie spodziewałem, chociaż mówienie o „konwersacji” byłoby tutaj sporym nadużyciem semantycznym. Wcześniej to raczej przypominało dwa niezależne monologi. Może jednak coś z niego będzie? Może dogadanie się z roślinożercą jest nawet możliwe, co wcześniej mi się wydawało kompletnie nieprawdopodobne? W każdym razie, skoro przyjął warunki, to zbliżyłem się do niego, próbując mu na przednich a następnie zadnich nogach zawiązać coś w stylu kajdan czy pęt: czyli liany, których końce były zawiązane na nogach na wysokości pęcin, kawałek nad racicami. Tak, by Jelonek nie był w stanie zbyt szeroko stawiać nóg, co mu uniemożliwiało szybkie poruszanie się i kopanie, a mi dawało jakąś kontrolę nad roślinożercą wyposażonym w ostre rogi i twarde racice.

Zastanowiłem się nad jego słowami. W sumie, skoro jadł rośliny… to rzeczywiście mógł o nich trochę więcej wiedzieć. Tutaj ciężko było zaprzeczyć. Ja potrafiłem odróżnić drzewo od palmy. I krzak od kaktusa. I to tylko wtedy, gdy się o tego kaktusa oparłem.
- Znasz się na medycynie lepiej, niż niejedni jeleni znachorzy? – upewniłem się. Bo to oczywiste, że lwi znachorzy musieli wszystko wiedzieć lepiej. W końcu to lwy były rasą panów. A inni mogli im co najwyżej służyć. Przynajmniej tak to działało w mojej krainie. Tutaj zasady… były trochę inne. I jakoś nigdy nie mogłem się z nimi pogodzić.
- Oczywiście doceniam Twoje umiejętności. To bardzo dobrze, że znasz się na roślinach. Może to być przydatne – pochwaliłem go, by się nie obraził za tę uwagę, że lwi znachorzy na pewno wszystko wiedzą lepiej. Jelonek był trochę przewrażliwiony na swoim punkcie i łatwo się o wszystko obrażał. A skoro zaczął w końcu więcej mówić, to chciałem utrzymać konwersację a nie przerywać jej jakąś nieprzemyślaną uwagą.
- Naprawdę posiadasz takie umiejętności? – spytałem z mieszaniną podziwu i niedowierzania. Ciężko było stwierdzić, co przeważało w moim tonie i spojrzeniu. Jeśli rzeczywiście to wszystko umiał… to mogło to być przydatne. W końcu skorzystanie z usług wykwalifikowanego, certyfikowanego lwa posiadającego odpowiednie dyplomy i referencje kosztowało. Chociaż w tej prymitywnej krainie pewnie nie przejmowano się takimi sprawami. A mój Jelonek… on mógł to wszystko zrobić za darmo. Jedno machnięcie pazura i puff, miałem jakąś przydatną maść. Taka perspektywa mi się podobała, a to powodowało, że jakoś podświadomie chciałem wierzyć, że te jego słowa… są prawdą. Uśmiechnąłem się do niego.
- Dobrze, bardzo, bardzo dobrze. Może się przydać – oznajmiłem mu, zastanawiając się, jaką maść mu kazać najpierw przygotować. Może coś na poprawienie wyglądu. Uważałem się za przystojnego… ale zawsze mogłem wyglądać jeszcze lepiej. Hmm, czy jak on mówił o lwicach, mających we mnie widzieć atrakcyjnego lwa, to tym samym sugerował, że nie widzą? Czy to była zawoalowana złośliwość z jego strony? Czy po prostu byłem odrobinę przewrażliwiony?
- A kto korzysta z Twoich usług? – spytałem. Nie lubiłem takich niedopowiedzeń – one nie budziły zaufania. Chwalił się, że „inni” korzystają z jego usług, ale nie mówił kto. Nie brzmiało wiarygodnie. Kolejną rzeczą, która wydawała mi się podejrzana, było wspomnienie o pochodzeniu z innej krainy. Ja również nie byłem stąd, co być może Jelonek mógł się domyślić. Czy specjalnie wymyślił na poczekaniu, że nie pochodzi stąd, abym doszedł do wniosku, że mamy coś wspólnego i przez to nabrał do niego sympatii? Bardzo prymitywna sztuczka socjotechniczna. Hmm, wspomnienie o przydatnych umiejętnościach też w sumie mogło mieć podobny cel. Udowodnienie swojej użyteczności, próby zjednania mnie, uśpienia czujności by uciec? Tak, to na pewno było to. Albo… albo nie było. W końcu to w mojej krainie dużo się spiskowało i knuło. Tutaj… tutaj zwierzęta były prymitywniejsze. A już na pewno taki Jelonek… nie, nie mógł wymyśleć czegoś tak podstępnego. W końcu był tylko roślinożercą. A wspomnienie o byciu użytecznym musiało być tylko podświadomym przypodobaniem się i pokazaniem w dobrym świetle, bym go nie zjadł. Bał się, musiał być przerażony a to tylko jego odruchy obronne – uznałem w końcu.
- Też jestem spoza krainy – odpowiedziałem mu… po czym rozdziawiłem pysk, gdy ten dokończył zdanie. Stałem tak chwilę z otwartym pyskiem… i się po prostu roześmiałem.
- Dobrze, już dobrze Bambi, nie musisz już takich rzeczy wymyślać. Doceniam, że starasz się mówić ciekawie i ubarwiać swoje opowieści. Nawet mi się podoba. Chyba zaczynam Cię lubić – wyznałem mu. W sumie brakowało mi ostatnio rozmów i może dlatego ta konwersacja tak bardzo mi się podobała? – I nie bój się, nie zjem Cię – obiecałem mu, uśmiechając się do niego – Może jeszcze coś opowiesz? – poprosiłem – Może coś o tym stadzie Śnieżnych Grzyw? – zachęcałem go – Wymyśliłeś to na poczekaniu? – spytałem. Bo oczywiście nie wierzyłem, że takie stado istnieje. Jelonek uwielbiał konfabulować… i mi się to nawet podobało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lodowa Grzywa
avatar
Gdy Mane skończył jeleń nie czekał dłużej, podniósł się powoli. Z pyska wyrwało się ciche westchnięcie ulgi gdy mógł, w końcu rozprostować swoje kończyny. Mimo wszystko łeb musiał nieco zniżyć by nie haczyć rogami o sufit jaskini. Rozstawił nieco szerzej badyle, na tyle na ile pozwalały mu pęta. I choć górował znacznie nad lwem to łeb miał opuszczony na jego wysokości. Ciemnymi ślepiami patrzył prosto w oczy Mane jakby chciał odczytać co tam siedzi mu w głowie.
- Mówiłeś o stadnym medyku, sprowadź go. Niech zada parę pytań a będziesz miał pewność. -Będzie to znacznie prostsze rozwiązanie niż przygotowywanie czegoś na szybko. Mógłby stworzyć nadzwyczajną recepturę tylko co z tego jak ten nie miał żadnej znajomości o tematyce ziół ani zaufania. Po dłuższym milczeniu ze strony roślinożercy Mane ponownie mógł się zirytować. Firkraag jednak nie spieszył się z odpowiedziami. Nie odwrócił też wzroku tylko nadal przyglądał mu się badawczo.
- Dlaczego uważasz, że wszystko zmyślam? Jeśli uważasz, że moim celem jest zabawianie ciebie to możemy zakończyć dyskusję i ponownie pomilczeć. - Odparł w końcu. Mane pozostanie jedynie z rozbudzoną ciekawością, bo nie można było zaprzeczyć, że to co prawił było dość niecodzienne. By rozwiązać bardziej jeleni język lew będzie musiał się dobrze postarać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Jaskinia Manea
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Jaskinia czaszki
» Jaskinia Dwojga Lwiątek

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Krainy Stad :: Krwawy Zmierzch :: Termitiera :: Legowiska-