IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Witamy na Adhri PBF.
Ziemia tej krainy stanowi skarbnicę początku oraz historii.Tutejsze drzewa pamiętają urodzaj jak i gorzkie czasy. Przez długie lata panowało jedno stado, które przez zdradę i chciwość podzieliło się na dwie frakcje, Lwią Ziemię i Złą Ziemię. Mimo iż każde prowadziło osobną politykę przez zawiść narastały konflikty. >>Więcej tu<<

Share | 
 

 Kaktusowe Pole

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Skraj pustyni to jedno wielkie pole kaktusów, niekiedy rosną tak gęsto, że jedynym sposobem jest ich ominięcie jeśli chce się przebrnąć przez nie dalej. Z widoku ptaka można dostrzec, że ułożone są niczym labirynt, w którym można zbłądzić. Kaktusy obrośnięte są w kwiaty na czubkach a ich łodygi porośnięte mniejszymi bądź większymi kolcami. Odcięcie fragmentu rośliny stanowi nie lada wyzwanie. Mimo iż posiadają w sobie ogromne zasoby wody pitnej, które mogą się przydać podczas podróży przez pustynię. Uwaga jednak na te trujące odmiany!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Biała lwica zawędrowała na skraj pola kaktusów. Aż się zatrzymała, zdumiona nagłą obfitością zieleni. Zupełnie inaczej niż zwykle na pustyni!
Ostrożnie wąchała purpurowe i białe kwiaty. Spojrzała walcząc z pokusą w alejki utworzone w gąszczu przez czułą rękę Matki Natury. Nie wątpiła, ze potrafi wrócić po zapachu własnych śladów, jednak gdyby ścieżka okazała się zbyt wąska by zawrócić, co wtedy?
Usiadła więc na skraju pola kaktusów i podziwiała ich relaksującą, uspokajającą zieleń. Błogo!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Sigrun przemierzała już od jakiegoś czasu niespiesznie połać pustyni. Labirynt nie stanowił dla niej problemu gdyż czujne oko Moreny z lotu ptaka pomogło wybrać jej właściwą trasę. Spojrzała jeszcze raz w niebo ale chwilowo nie dostrzegła swojej towarzyszki. Nie przejęła się tym, wiedziała, że tamta nie zostawi jej zbyt długo samej.
Palące słońce również nie przeszkadzało jej zbytnio, kaktusy rzucały też cień z którego skwapliwie korzystała. U kresu swej wędrówki gdy wyszła z tej kolczastej zieleni ujrzała siedząca na piasku białą lwicę. Wyglądała niczym strażnik, który pilnował przejścia granicznego. Szara zatrzymała się w milczeniu przyglądając Kandarze, nie wiedząc czy może podejść czy powinna zawrócić dla własnego bezpieczeństwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Biała lwica siedziała w pozie typowo kociego, naturalnego wdzięku. Słońce grzało przyjemnie, lecz dzięki jasnej maści i długiemu przyzwyczajeniu nie było aż tak przykre. Jednak nawet pustynne lwy unikały pory południowej, gdy Oko Nieba stoi w zenicie.
Falujące od upału powietrze przesycał słodki zapach kaktusów. W pewnym momencie, właściwie dużo później niż każdy szanujący się tropiciel czy strażnik powinien, lwica dostrzegła subtelny kształt innej lwicy. Kandara zwróciła nieznacznie kształtną głowę w stronę nieznajomej. Tak... Widzi ją pierwszy raz, ale po prawdzie cień kaktusów mógł ukrywać pewne charakterystyczne cechy. Sigrun była teraz dla niej równie tajemnicza, jak zakapturzony osobnik spotkany w ciemnej uliczce.
Kandara wstała lekko, z gracją.
- Witaj wśród piasków, Nieznajoma. - odezwała się. - Pustynia zabija nieostrożnych, ale chyba już coś o tym wiesz. - dodała strzelając właściwie w ciemno, ale bez wahania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Sigrun nie zbliżyła się ani o krok do nowej lwicy. nawet gdy ta odezwała się witając ja. Lustrowała ją spojrzeniem błękitnych kocich oczu. Oceniała jej osobę jakby chciała zajrzeć w głąb duszy sprawdzając co czai się w zakamarkach. Mimo wszystko skinęła z grzeczności w stronę białej na powitanie a potem przytaknęła na stwierdzenie, że pustynia bywa zabójcza. Dla niej nie stanowiła jednak wielkiego zagrożenia, nie gdy towarzyszyła jej partnerka. Szara rozejrzała się jeszcze po okolicy a potem przekrzywiła łeb delikatnie na bok niemo pytając czy ziemie, które znajdują się za białą przynależą do kogoś. Miała nadzieję, ze nieznajoma zrozumie o co jej chodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kandara zdawała sobie sprawę z czujnego, taksującego a przy tym wcale nie ostentacyjnego spojrzenia drugiej lwicy. Jasny kolor ślepi był dość często spotykany wśród jej towarzyszy z Pustyni i poczuła, że ta nieznajoma wygląda sympatycznie i budzi zaufanie. A jednak nie może zachować się jak nieszczęsna idiotka, skoro nic więcej oprócz dobrego pierwszego wrażenia o niej nie wie. Mimo to była dobrej myśli.
Spostrzegła, że lwica była małomówna. Kolejna cecha na plus!
Zmarszczyła lekko brwi próbując rozgryźć język mowy ciała szarej nieznajomej. Nosił znamię obcego akcentu. Jeszcze jeden dowód, że to na pewno nie towarzyszka ze stada Pustynnych.
Wzruszyła ramionami i wyjaśniła:
- Nie ma tu nikogo, tylko my. - trochę źle przełożyła intencje Sigrun na swój język. A może to jakiś rozmyślny wybieg taktyczny? - Mogę ci pokazać, skąd wziąć wodę. - powiedziała po chwili i uśmiechnęła się z niemałą dumą. Uważała się za większego bywalca Bezkresu Piasków niż szara lwica i chętnie by się popisała swoją wiedzą o tym i o owym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Sigrun wcale nie zraziła się, że biała lwica jej nie zrozumiała. Przywykła do tego choć ostatnimi czasy nie towarzyszył jej nikt inni niźli tylko ptasi towarzysz. Tak się do niej przyzwyczaiła, że nieraz porozumienie się z innymi bez tego ptaka było dla niej wyzwaniem.
Szara uśmiechnęła się przyjaźnie i zbliżyła się lekkim krokiem, jakby niemal unosiła się w powietrzu. Piasek lekko zachrzęścił pod jej łapami.
Sigrun zatrzymała się dobre dwa metry przed białofutrą, rozchyliła nieco usta i pomasowała swoją łapą gardło. Potem wskazała pazurem na nieznajomą a na jej pysku gościł łagodny uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Biała lwica zerknęła ponad ramieniem zbliżającej się szarej, jednak w majaczącym i bardzo kolczastym kaktusowym gąszczu nie świeciły żadne więcej ślepia. Ogon Kandary machał prężnie na boki, zdradzając podekscytowanie lwicy. Może zgoła młodzieńcze, może nie przystoi w tym wieku, ale wcale się tym nie przejmowała.
Tym razem, zdaje się, zrozumiała nieznajomą bez zastrzeżeń. Zresztą nic dziwnego, każdemu na pustyni dość prędko chce się pić. Skinęła głową.
- Dobrze. - powiedziała przedsiębiorczo i rozejrzała się po kaktusach. W kilku zwinnych susach znalazła się w pobliżu gąszczu pustynnych roślin. - Trzeba znaleźć taki kaktus, który ma białą plamkę u nasady każdego kolca. - powiedziała, obracając głowę ku szarej i z jakichś przyczyn niemej lwicy. - Taki jak ten. - wskazała łapą na okrągły odrost odstający od głównego pnia kaktusa. Wierzchem łapy (nie poduszeczką, o nie!) przejechała "z włosem" po kolcach. Ich ostre końce natychmiast połamały się i pogubiły "podcięte" przez szorstkie lwie włosie jak przez szczotkę. To co pozostało nadal mogło przebić skórę. Należało ostrożnie, dwoma pazurami jak sekatorem wyeliminować jak najwięcej kolców. Praca była żmudna i na dobrą sprawę dość lekkomyślna, skoro pozostawiało się plecy odsłonięte wobec wprawdzie sympatycznej, ale całkiem nieznajomej lwicy. Kandara opowiadała o tym, co robi i od czas do czasu oglądała się na towarzyszkę, dla podtrzymania wykładu.
Wreszcie można było złapać na odrost kaktusa i przekręcić. Tkanka zatrzeszczała. Silniejsza lwica z łatwością by oderwała ten kawałek, ale dla Kandary był to problem.
- Podejdź. - zawołała i skinęła drugą łapą na Sigrun. - Trzeba to... urwać... albo przedziurawić. - zaczęła gmerać w wolnej od kolców "skórze" kaktusa, wyrywając strzępy gąbczastej substancji. Powstała dziura, a z tej zaczęła ciec przejrzysta woda. Sok z kaktusa. Zdrowy i przede wszystkim mokry. Szybko zatkała łapą, a i tak płyn sączył się przez palce. Gdyby mu pozwolić, szybko umknie i wsiąknie w wiecznie suchy piasek.
- Wystarczy podstawić pysk i pić, ale uważaj na kolce! - ostrzegła, gotowa odsunąć się gdy Szara będzie blisko i ustąpić miejsca przy "wodopoju".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Sigrun z niemałym podziwem przypatrywała się temu co robiła lwica, było to coś dla niej zupełnie nowego. Nigdy nie zastanawiała się nad tym, że te pustynne rośliny potrafią zgromadzić w sobie tyle wody. Zachęcona bardziej zbliżyła się na tyle, że biała mogła poczuć ciepły oddech na swoim karku. Położyła swoją szarą łapę na jej śnieżnobiałej łapie, którą starała się zatrzymać wyciek soków. Delikatnie odsunęła ją i przybliżyła pysk subtelnie chłepcząc wodę. Ugasiła pragnienie wodą o kwiecistym zapachu i smaku. Takiej jeszcze nie miała okazji próbować. Gdy skończyła spojrzała na lwicę, z brody Sigrun kapały jeszcze krople życiodajnych soków by ściekać po futrze wprost na piaszczysty teren. Niebieskie oczy mimo lodowego koloru wyrażały wdzięczność dla obcej.
Zawiał nieintensywny zefir muskając sierść lwic jakby chciał swym dotykiem schłodzić rozpalone ciała. Do uszu Kandary doleciały niczym wyszeptane słowa "dziękuję" choć równie dobrze mogło jej się to wydawać, że był to zaledwie omam. Sigrun przecież nie otwierała ust by powiedzieć cokolwiek. milczała jak zaklęta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kandara skrzywiła się, czując oddech na karku. Była odwrócona od Szarej i ten grymas mógł łatwo ujść uwagi każdego zwykłego lwa. Naszły ją wątpliwości: czy właśnie nie skręca eleganckiej pętli na swoją szyję?
Jednak wszystko było w porządku. Szara lwica nie atakowała ani nie groziła. Ciekawe czy w ogóle była zdolna krzyczeć. Biała nie potrafiła zgadnąć, bo nigdy wcześniej nie zetknęła się z niemym lwem.
Odsunęła się zręcznie, ponaglana bez ostentacji przez Szarą. Patrzyła chwilę, jak ta pije, a potem rozejrzała się chyba głównie dla sprawdzenia czy nadal są same. Operacje przy kaktusie zabrały sporo czasu i więcej niż tyle uwagi!
Uśmiechnęła się do lwicy, zadowolona z jej szczęścia. Wiedziała, co znaczy czuć pragnienie i jak beznadziejne potrafi być poszukiwanie wody na pustyni. Tak, dzisiaj spełniła dobry uczynek.
Zawahała się i zastrzygła uchem. Czyżby jej się przewidziało, znaczy, przesłyszało? Pokiwała z namysłem głową i skupiła się na nasłuchiwaniu. Wiatr i delikatny szelest igieł, gdy kaktusy kołysały się i ocierały o siebie. Zamrugała i wróciła na ziemię. Spojrzała zaintrygowana na Szarą lwicę.
- Jeśli wiesz dokąd chcesz się dostać, mogę ci wskazać drogę. O ile ją znam. - odezwała się. Nieźle orientowała się w układzie geograficznym pustyń. Uważała, że dla "zwykłych" lwów (czyli wszystkich spoza jej stada) najlepiej nie włóczyć się po piaskach wcale. Nie dość, że nie umieją sobie radzić (całkiem jak lwiątka!) to jeszcze mogą zawędrować na ich tereny i zatarg gotowy. Nikt nie lubi szpiegów, nawet mimowolnych! Więc pomoc w pokonaniu pustyni wydawała się oczywistym wyjściem, o ile nie będzie to wymagało zbyt wiele zachodu. Przecież jest (będzie!) potrzebna w swoim stadzie, wiele kilometrów stąd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Sigrun naruszała nieco przestrzeń osobistą drugiej samicy, odczuła jej niewielki dyskomfort ale nic z tego sobie nie zrobiła. Była nachalna ale w mało agresywny czy natarczywy sposób. Bardziej niczym ciekawskie dziecko, które to wszędzie musi wściubić swój nos. Uchwyciła niespokojne spojrzenie lwicy gdy uciekało one na okolicę jakby się obawiała czegoś lub kogoś.
Szara przyłożyła poduszkę łapy do ust jakby mówiła ćśśii nakazując ciszę. A potem wskazała jej tą są łapą by zerknęła w górę. Nad nimi krążył sęp.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Biała lwica zerknęła na szarą ciekawie. Mimowolnie posłuchała polecenia. Zwykle to byłoby trochę poniżej jej godności, bo przecież nie miała tu do czynienia z kimś ze Stada kto jest od niej wyższy rangą. A jednak... ciemne ślepia białej lwicy powędrowały za wskazaniem szarej na niebo. Kąciki pyska Kandary opadły.
No i masz. Nie znosiła sępów!
- Nie przejmuj się. - szepnęła spoglądając znów na lwicę. Miała nadzieję, że uspokajająco. "Nic nam nie zrobi", sama miała taką nadzieję!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Biała po raz kolejny opacznie zrozumiała intencje Sigrun, mimo wszystko szara kontynuowała tą grę. Przyłożyła łapę do oczu jakby się rozglądała a potem wskazała ponownie na krążącego sępa. Następnie popchnęła białą nosem jakby chciała zmusić ją do ruchu. Może teraz zrozumie co miała na myśli?
I choć wiedziała, że ten ptak to jej wspólniczka czemuż nie skorzystać z sytuacji i nie pobawić się? Odgrywała wszystko tak jakby to był ktoś jej obcy, ktoś kto niby za nią podążał obserwując. Tak jakby była poszukiwana a za nią miałby się pojawić tabun ściągających. Pustynia była terenem otwartym, ciężko byłoby tu zgubić pościg. W oddali za nimi majaczyła zieleń dżungli gdyby ją przebyły trafiłyby na plażę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Biała lwica cofnęła się nieznacznie, trącona nosem. Spojrzała na szarą towarzyszkę z rozterką. Na pewno niema lwica za bardzo panikowała. Wprawdzie sępy źle się kojarzą i krążą złowróżbnie, ale póki jest co jeść i pić, dopóki nie padasz z wycieńczenia, nic ci nie zrobią.
Przynajmniej tak ją uczyła matka.
- Dobrze, prowadź. - rzuciła, porzucając niepewność a oddając inicjatywę Szarej i zerknęła na sępa. Mała plamka na niebie. - Zobaczymy jak to się skończy.
Skinęła łapą na Szarą i zachęciła do truchtu, biegła obok gotowa w razie potrzeby skorygować kurs. Ani myślała prowadzić towarzyszkę w samo serce pustyń, gdzie rządzi jej stado. Na szczęście nie było to takie potrzebne.

(zt?)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Kaktusowe Pole
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Płaska ziemia - czy można tej teorii zaprzeczyć?
» Rezonans Schumana.... czyżby Bóg skracał czas????
» Pole Bitewne

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Tereny Niczyje :: Pustynia ámbar-