Latest topics
» Górna część Lwiej skały
by Rashid Yesterday at 7:16 pm

» Chętnie Pogram!
by Mane Yesterday at 11:50 am

» Poszukiwania
by Mane Yesterday at 11:49 am

» Wasze Bannery
by Wymiana Pon Sty 22, 2018 3:12 pm

» Dół kanionu
by Jua Zahri Nie Sty 21, 2018 10:25 pm

» Dziedziniec
by Amon Nie Sty 21, 2018 10:16 pm

» Górna część wodospadu
by Nurvureem Nie Sty 21, 2018 10:01 pm

» Południowa cmentarzysko
by Nurvureem Nie Sty 21, 2018 9:46 pm

» Koryto rzeki
by Sekhmet Sob Sty 20, 2018 9:03 pm

» Dolna część Wodospadu
by Satau Pią Sty 19, 2018 8:48 pm

» Wodospad w Oazie
by Sargon Pią Sty 19, 2018 4:23 pm

» Akkie - Jesienny Deszcz
by Seth Sro Sty 17, 2018 6:46 pm

» Nagrody za event
by Nurvureem Sro Sty 17, 2018 11:29 am

» Czego właśnie słuchasz?
by Seth Wto Sty 16, 2018 10:59 pm

» Lwia Grota
by Osiris Wto Sty 16, 2018 8:45 pm

» Legowisko Setha i Shayi
by Koda Wto Sty 16, 2018 7:40 pm

» Ruchome Piaski
by Jasiri Wto Sty 16, 2018 12:03 am

» Skargi i Zażalenia
by Nurvureem Nie Sty 14, 2018 7:42 pm

» Oaza
by Nurvureem Nie Sty 14, 2018 7:33 pm

» Mattugur
by Seth Pią Sty 12, 2018 11:51 pm


Share | 
 

 Wyjście na sawannę

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Blask Słońca
avatar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Czarnogrzywy schodził powoli z wzgórków i liczył przy tym, że rychle zacznie padać deszcz. Jakaś burza, czy coś. Strasznie irytował go żar lejący się z nieba, toteż zbliżając się do ciekawie dość wyglądającego kanionu, zaplanował sobie, że będzie to miejsce idealne do tymczasowego spoczynku. Lew nie miał bladego pojęcia gdzie się znajduje, a bardzo chciałby znaleźć sobie tymczasową grotę, w której mógłby spełnić się artystycznie (czyli pobazgrać) lub poddać się szamańskim rytuałom (zjarać się chmielem). W końcu odnalazł przyjaźnie wyglądającą skałę, która całkiem dobrze osłaniała miejsce przed słońcem. Położył się pod nią i zaczął nerwowo machać ogonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
-Nie ma co się denerwować- Powiedziałem spokojnie i podszedłem do lwa. Lekko machnąłem ogonem patrząc się na przybysza.
- Co cie sprowadza w te okolice?- Zapytałem się zaraz potem. Z uwaga spoglądałem na obcego mi samca. wyglądał dziwnie. Czyżby szamana? a może jakiś szaleniec? Nie widziałem go tutaj wcześniej. Może zagubił się lub coś. Nie ma czasu na te rozkminiania póki sam nie powie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Jua usłyszawszy głos obcego osobnika za swoimi plecami, odwrócił się powoli, jakoby ten nie zrobił na nim większego wrażenia. Może wiedział, że nadchodzi? W każdym razie uśmiechnął się pod nosem i spojrzał mu prosto w oczy. Zabawnie wygląda, karzełek taki...ale z drugiej strony wygląda na poważnego faceta. Ciekawy typek. Wstał i ukłonił się lekko.
- A upał mnie denerwuje. Zdarzają się takie typki jak ja. - odparł z widocznym wyszczerzem na pysku. - Jua Zahri. Sprowadza mnie tutaj chęć poznania świata. -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spojrzałem w niebo- No cóż na to już nikt nie może nic poradzić -Rzekłem kierując swoje zielone ślepia na samca.
-Włóczykij? -No nie powinienem był pytać ale na to wychodzi. Może jednak to ktoś więcej? Jakiś bard albo może śmiałek, podróżnik?
-Długo już wędrujesz?- Zapytałem i teraz sobie uświadomiłem, że kurde on się przedstawił.
-Jestem Shan'Ronir- Powiedziałem z duma i lekko skłoniłem się- Znajdujesz się na terenach Lwiej Ziemi- No to takie rozjasnienie sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
- E tam...pogadam z kumplami, może coś załatwią - zmrużył oczy i jeszcze bardziej wyszczerzył kły. Kiedy Shan'Ronir nazwał go włóczykijem, Jua wzruszył ramionami i wrócił z powrotem pod chroniącą go przed słońcem skałę. Długo wędruje?
- A bo ja wiem? Niedługo, jakieś pięć lat. No, może przesadzam. Sześć - odparł, po czym oparł łeb na łapach. Zgrywanie idioty nie jest ulubionym zajęciem czarnogrzywego, jednakże musiał sobie zapewnić jakąś rozrywkę w życiu. Inaczej całkowicie by oszalał. Gdy karłowaty lew mu się przedstawił, Zahri po raz kolejny zmrużył oczy.
- Ładnie całkiem - odpowiedział mu, po czym zastrzygł uszami. Po chwili Shan'Ronir dopowiedział jednak coś, co nieco rozbawiło Juę. O cholera, terytorium Lwiej Ziemi...no nie mogę. Lwia Ziemia...to chyba mogę tu być jako lew, huh? Lew uśmiechnął się i spojrzał na niego jakby opowiedział świetny kawał.
- Lwia Ziemia? Zajefajna nazwa, kurde! Ale to znaczy, że nie muszę się tutaj niczego obawiać, nie? W końcu lwem jestem, chyba...- zaśmiał się lekko - Heh...wybacz, Shan'Ronirze. Nie chciałem cię urazić, serio. Bawi mnie jednak to odgradzanie się od wszystkich, co mają w zwyczaju wszystkie ugrupowania zwane stadami. Mam się stąd zawijać, rozumiem? - rzekł już mniej rozbawiony. Wszystkie duchy, które w tym momencie nad nim wisiały, miały zażenowane wyrazy pysków. "Po co on się tak wydurnia, i tak nikt nie bierze go nigdy na poważnie", "Jua, zachowujesz się jak gówniarz!"- to jedne z licznych komentarzy, które w tym momencie padły pod jego adresem.
- Zamknijcie papę! Nie widzicie, że rozmawiam?! - wydarł się za siebie, po czym znów zwrócił się w stronę karłowatego:
- Wybacz, te marne cienie niegdyś żyjących istot zaczynają już mnie wku*wiać. Pewnie i tak mi nie uwierzysz, jak większość -  wzruszył ramionami, po czym wstał i czekał, aż ten mu odpowie, by się stąd zawijał. W końcu, jest wariatem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blask Słońca
avatar
Po nieudanej próbie rozmowy z kuzynką królowa postanowiła dalej kontynuować swój mały patrol po swych ziemiach, nie miała ochoty wracać na skałę, nie miała tam za dużo roboty. Tym razem łapy zaprowadziły ją do kanionu, konkretniej na jego wyjście wprost na sawannę, z jej zaś strony, wejście. Szła powoli, dzięki czemu z oddali dostrzegła tam jakieś ruchy, spodziewała się lwów bądź zwierzyny łownej, która to lubiła wspinać się na samą górę, po dojściu na miejsce okazało się jednak iż było to pierwsze. Dwoje samców najwidoczniej rozmawiało, póki co, pokojowo, jednego z nich znała, choć tyle. W końcu podeszła bliżej, spokojnie acz stanowczo, by widać było że z nią się nie zadziera, kto wie kim był nieznajomy. -Hakata, nieznajomy, oraz ty, Shan.- przywitała się z oboma samcami, przyglądając się raz jednemu, raz drugiemu. -Mam nadzieję że wam nie przeszkadzam.- dodała po chwili, uśmiechając się lekko. W drodze na górę słyszała krzyk, do tego niecodzienny wygląd czarnogrzywego skłoniło ją do przypuszczeń iż był jednym z tych, którzy mieli możliwość kontaktu z duchami, a może to zwykły medyk... oczywiście było też najprostsze rozwiązanie, wariat, lecz Maisha widząc już sporo, wiedziała że takich jest bardzo mało w okolicy, o ile jakikolwiek. Kiedyś o starym Rafikim mówiono to samo, kto wie czy nie byli do siebie podobni pod tym względem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
-To całkiem sporo- Powiedziałem i tyle gdyż lew zaczął swój monolog? No cóż, mnie jakoś nie za bardzo bawiły te jego słowa, a  krzyk, którzy wydobył się z jego pyska, spowodował, ze reprymenda jaka chciałem mu dać skończyła ie na lekko otwartym pysku i uniesioną brwią.
-Wasza Wysokość...- Za to te słowa wyszły z mojego pyska słysząc, a następnie widząc królowe. Skłoniłem się jej.
-Hakata, pani i nie skądże- Mi nie przeszkadzała ani przez chwilę. Jakbym nawet mógł tak mówić.
-Duchy cię gnębią?- Spojrzałem ponownie na samca. Szaman jednak albo może jednak wariat. Nie wiem. Dobrze, że ja nie miałem takiego przynajmniej problemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
- Ha..hakata? Słyszałem już kiedyś takie słówko, nie mogę sobie jednak przypomnieć gdzie... - zamyślił się przez chwilkę, po czym dodał ze spokojem w głosie - Jua Zahri. Wariat, szaman...nazywajcie to sobie jak chcecie. Nie chciałem wbić na wasze tereny, chociaż przyznam, że wiedziałem, że te ziemie są zamieszkane. Jak już tutaj dotarłem...to tak jakoś wyszło, że tu zostałem. Mam się już zawijać? - uniósł lekko brwi, zmrużył oczy i uśmiech na stałe zniknął z jego pyska. Po chwili do jego uszu dotarło "Wasza Wysokość" Shan'Ronira. Czyli ich przywódczyni? Może jednak lepiej bym przestał się tak zachowywać. Zapewne jedno jej pierdnięcie i cała jej straż zjawi się tu w przeciągu minuty...no, zależy też gdzie mają tę swoją siedzibę.
- Czy mnie gnębią? Może nie gnębią, po prostu irytują. Chciałbym, żeby czasem przymykały jadaczki, a zwłaszcza wtedy, gdy z kimś rozmawiam. To takie moje...przekleństwo. - powiedział do nich, po czym lekko się ukłonił spoglądając na złotą lwicę. Lepiej już jednak to zrobić, niż ich wszystkich wnerwić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blask Słońca
avatar
Kiwnęła niższemu z samców na przywitanie, do teraz nie potrafiła się do per pani, lecz taka była kolej rzeczy. Ponoć wiele miała po swym dziadku, on również nie pchał się na tron, nie mógł jednak zapomnieć, kim tak na prawdę był, dokładnie jak ona sama, tyle że Maisha dłużej dorastała do bycia królowej, nawet niż jej matka. Do teraz obawia się nie raz, że zawiedzie stado, stara się jednak ze wszystkich sił by iść w ślady rodziny. Zerknęła na Juę, unosząc lekko brew, jednak przypuszczenia się sprawdziły. -Możliwe że któryś z naszych przodków zdradził ci nasze przywitanie i coś mi mówi że nie jesteś tu bez powodu.- odpowiedziała, po czym rozejrzała się po terenach, do teraz miała żal że duchy nie wybrały jej, może byłoby to zbyt wiele? Choć dałaby sporo by porozmawiać z dawnymi władcami, parę porad byłoby niezwykle cenne. -To zależy od ciebie, jeśli nie masz wobec nas złych zamiarów, jesteś mile widziany na mych ziemiach.- dodała spokojnie. Nie była zbyt ufna, lecz jeśli faktycznie widział duchy i kojarzył przywitanie, musiało coś w tym być. Machnęła ogonem, słysząc jego słowa, lekko się uśmiechając. -Tak, masz rację. Niewątpliwie jednak jest to niezwykły dar, który należy szanować, oraz pielęgnować. Myślę że jeśli poćwiczysz więź, będziesz w stanie widzieć je w odpowiednim czasie. - rzekła spokojnie, siadając w towarzystwie Brzasku, mimo wszystko musiała być nadal ostrożna, kto wie czy coś jednak mu nie odbije. Widząc jak ten się ukłonił, kiwnęła łbem na znak iż może poczuć się już swobodniej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Może królowa miała rację i to, że on tutaj jest nie jest przypadkiem? Nie wiem ja bym to tak nie nazywał. W końcu każdy może przyjść i można takie same wnioski wynieść.
-A może usłyszał od kogoś ze stada lub kogoś takiego spotkał kiedyś- Starałem się to bardziej racjonalnie wytłumaczyć. Sam kontaktu z duchami nie miałem coś może czasem usłyszałem ale traktowałem to raczej jak wiatr czy coś. Nie jako oznaki obecności ducha... Chociaż może trochę tak...
-Przekleństwo powiadasz... To od nas samych zależy czy to co otrzymaliśmy od losu będzie darem.. czy przekleństwem- Równie dobrze ja mógłbym mówić, ze to, że nie jestem jak zwykły lew to przekleństwo. Nigdy nie będę miał drugiej połówki, nigdy nie będę tak silny jak normalny lew i nigdy zapewne również nie będzie mi dane robić wszystko to co mogą "normalne" lwy. Jednak swoje przekleństwo postanowiłem przekuć w dar i tyle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Po słowach ich królowej musiał się chwilkę zastanowić. Jestem tu po coś, czy tak o se przyszedłem? Westchnął, by po chwili móc jej odpowiedzieć.
- Nie pamiętam po co tu przyszedłem, ale wiem jedno- w życiu nie słyszałem o Lwiej Ziemi. Aż do dzisiaj. A to Wasze przywitanie - tu zwrócił łeb w stronę Shan'Ronira - musiałem usłyszeć od jednego z "niewidzialnych kumpli" - wyjaśnił. Był nieco zdziwiony swoim zachowaniem, gdyż nie czuł potrzeby spowiadania się komuś z czegokolwiek...a jednak to robił. Może brak towarzystwa żywych istot zaczął dawać mu się we znaki?
Gdy Zahri usłyszał słowa Maishy o byciu mile widzianym, aż sam przez chwilę nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. Jak żyje jeszcze nigdy nie usłyszał czegoś takiego od lwa, a co dopiero od władcy jakiegoś stada. "Dziękuję?", "To miłe?", co powiedzieć w takiej sytuacji? Zmieszał się nieco, lecz po chwili uśmiechnął się na wydechu i spojrzał w ziemię. Gdy wrócił wzrokiem na lwicę, dojrzał, że nie jest ona sama w tej chwili. Nie mógł do końca rozszyfrować kim jest ta dość niewyraźna postać, ale był pewien, że jest to lew. W tym momencie przyszedł mu do głowy pewien plan.
- Królowo, dziękuję. Serio, cieszę się, że nie macie zamiaru mnie wykurzyć. Nie mam złych zamiarów, szukam sobie tylko jakiejś niewielkiej groty, czy czegoś w tym rodzaju...nie zechciałabyś może, Pani, użyczyć mi jednej takiej? Z dala od Waszej siedziby, oczywiście. W zamian za to, mógłbym wyjawić Ci kto sprawuje pieczę nad Tobą...nawet w tym momencie - powiedział, po czym uniósł wzrok nad lwicę.
- A co do przekleństwa - zwrócił się znów do lwa - gdyby to tylko było takie proste, Shan'Ronirze - pokręcił głową przy czym cicho westchnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
-Dla mnie wiele rzeczy nie jest prosta ale daje radę- Tak byłem mały ale to nie znaczy, że nie dam sobie z niczym rady! Skłoniłem się królowej.
-Wasza wysokość, ja udam się na patrolowanie reszty ziem- Powiedziałem patrząc się na Maishe. Lekko poruszyłem ogonem i pobiegłem w lekkich podskokach w głąb wysokiej trawy. Podskokach bo będąc małym to mogło trochę tak wyglądać i tyle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
(Po niemal 3 miesiącach postanowiłam uwolnić Juę fabularnie. Ma się ten zapłon :3 Ogólnie stwierdziłam, że sytuacja wygląda następująco: Jua zaproponował Maishy, że wyjawi jej, kto nad nią czuwa, ale w zamian za to uzyska azyl na Lwiej Ziemi. Niestety, Maisha zbyła Juę, gdyż nagle musiała się gdzieś udać. Jua, jako iż nie usłyszał odmowy, wzruszył tylko ramionami i stwierdził, że się rozgości w niewielkiej grocie nieopodal kanionu.
Od razu informuję, że jeżeli ktoś nie zgadza się z tym, co zasugerowałam, niechaj da mi znać i uargumentuje to, że mam np. skasować tę odpowiedź Razz)
zt/ Jua siedzi w dole kanionu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Wyjście na sawannę
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Krainy Stad :: Złoty Brzask :: Wielki Kanion-