IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Witamy na Adhri PBF.
Ziemia tej krainy stanowi skarbnicę początku oraz historii.Tutejsze drzewa pamiętają urodzaj jak i gorzkie czasy. Przez długie lata panowało jedno stado, które przez zdradę i chciwość podzieliło się na dwie frakcje, Lwią Ziemię i Złą Ziemię. Mimo iż każde prowadziło osobną politykę przez zawiść narastały konflikty. >>Więcej tu<<

Share | 
 

 Wodopój

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Blask Słońca
avatar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Młode
avatar
Osiris ze swoim bratem przeszedł z neutralnych terenów w kierunku sawanny Złotego Brzasku co było kiedyś Lwią Ziemią. Nigdy wcześniej nie wiedział jak naprawdę wyglądała kraina jego matki i przodków. W końcu ma okazję zobaczyć na własne oczy. Po chwili poczuł ciepły wiatr jak przedtem w tym powalonym drzewie. Nie wiedział co to miało oznaczać ale kiedyś na pewno dowie się. Gdy ruszył w stronę wodopoju ciągle pilnował swojego starszego brata. Gdy przystanął przy wodzie zaczął ją pić bo był spragniony i potem przestał kierując złoto-bursztynowe ślepia w kierunku Lwiej Skały.
- Czy nie jest tu pięknie Amonie? - spytał się z fascynacją w głosie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Brzask
avatar
Wracałem właśnie z misji rozpoznawczej na ziemiach Krwawego Zmierzchu. Raport, który miałem zdać był stanowczo w kategorii niewyjaśnionych. Nie znalazłem nic podejrzanego, widocznie Ragnarok był zbyt mocno przewrażliwiony. To pierwsza oznaka słabości i drogi do zwariowania, będę musiał się później temu lepiej przyjrzeć. Na horyzoncie widać było już majestatyczną skałę. Zawiał też ciepły wiatr, który przyniósł obca woń. Skrzywiłem się ukazując kły, jakiś intruz wlazł na ziemie i nie mogłem tego zbagatelizować. Węsząc powoli kierowałem się w stronę zapachu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Młode
avatar
Osiris ze swoim bratem zastanawiał się co naprawdę kryje na tych terenach. Majestatycznie spoglądał się w owe tereny jak na pustynnego przystało mając korzenia z Lwiej Ziemi. Westchnął siedząc na skale z braciszkiem pilnując go cały czas wtedy zastrzygły mu uszy słysząc czyjeś łapy idące w ich kierunku. Niestety były ciężkie jak dla młodego lwiątka. Spojrzał się bursztynowymi oczkami w różne kierunki żeby być czujnym bo możliwe, że jakiś drapieżnik może czyhać na nich. Książę dwóch stad wiedział doskonale na co szykował się jednakże uważa, że siedzenie w domu to żenada i idiotyzm. On zawsze uważał, że wycieczka jest najważniejsza niż poznawanie zasad pustynnych. Osiris nie nadawałby się na Serce Pustyni, a nawet nie interesowało go w ogóle bycie nim. Wolał podróżować i chronić starszego brata. Pewnie dostanie od ojca pouczenie, ale mu nic nie robiło.
- Mam dziwne wrażenie, że ktoś tutaj drepcze - rzekł krótko mówiąc do brata. Mruknął niezadowolony, że ktoś im przeszkadza ale może odejdzie z tego miejsca. Fuknął młody widząc z daleka wystające brązowe uszka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Brzask
avatar
Nie kryłem się ze swoją obecnością, bo czemuż to miałbym na własnych ziemiach się skrywać? Z każdym krokiem moja sylwetka rosła a w oczach młodych mogłem uchodzić za wielką kudłatą bestię. Na mym pysku nie było nawet śladu sympatyczności. Gdy zbliżyłem się na tyle by zauważyć małe lwiątka przez chwilę zdumiałem się. Rozejrzałem się uważnie czy w pobliżu nie ma rodzica. Zastukałem pazurem o ziemię i zirytowałem się, liczyłem na kogoś pokaźniejszego bym w końcu mógł się wykazać w walce a tu zwykłe pchły.
-Co wy tu robicie?!-Zagrzmiałem będąc już niedaleko nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Młode
avatar
Amon długo wędrował wraz z bratem. Z minuty na minutę zaczynał się coraz bardziej martwić o to, czy rodzice się już o nich nie martwią. W końcu, Osiris zyskał już pogadankę z ojcem na temat długich spacerów. Najstarszy z rodzeństwa z jednej strony nie chciał naginać zasad narzucanych mu przez Setha i Shayę, lecz chciał też zwiedzić co nie co i tego dnia chęć podróżowania wygrała z większością jego obaw.
Młodzi potomkowie Pustynnych wkroczyli w końcu na tereny Lwiej Ziemi i aż oniemieli. Amon był wręcz oczarowany krajobrazami, o których wiele rozmawiał ze swoją mamą, jednak żadne legendy nie były nawet w najmniejszym stopniu w stanie oddać tego, jak to wygląda naprawdę. Na horyzoncie ukazała się również osławiona Lwia Skała.
- Łał...Osirisie, tu nie jest pięknie...tu jest CU-DOW-NIE! - uradowany wypowiedział dość głośno, co nie było dosyć rozsądnym posunięciem na zupełnie obcym im terenie.
Po krótkiej chwili radość została jednak zastąpiona przez niepokój. Osiris zasugerował, że ktoś prawdopodobnie ich obserwuje i na ich nieszczęście miał rację. Ich oczom ukazał się wielki, ciemny stwór, który od razu przyprawił Amona o dreszcze i wielki strach. W mgnieniu oka pożałował, że wraz z młodszym bratem wkroczyli na tereny obcego im przecież stada.
- My nic...przepraszamy...my nie chcieliśmy...znaczy...- zawiesił się i dygocząc zaczął spoglądać na brata. Może ten coś wymyśli, w końcu to był jego pomysł!
-...My chcieliśmy tylko zobaczyć legendarną Lwią Ziemię, nie chcieliśmy przeszkadzać, nie jesteśmy wrogami! - odpowiedział już nieco bardziej stanowczym głosem, lecz zdawał sobie sprawę, że to niezłe ryzyko. Nie chciał bardziej rozzłościć tej wielkiej bestii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Młode
avatar
Osiris był bardzo odważnym lwiątkiem nie bał się niczego jak jego mama Shaya. Westchnął spokojnie przymrużając ślepia bursztynowe. Nie poczuł strachu przed strażnikiem. Dlatego zaczynał słuchać brata widząc jego strach po ich rozmowie. Spokojnie oddychał słysząc pytanie stwora.
- Jesteśmy potomkami pustynnych i lwiej ziemi - odparł odważnym głosem. Oddał się w ważnej chwili chcąc obronić swojego starszego brata. Osłonił swoim ciałem Amona.
- My nic nie zrobiliśmy, odwiedzamy tereny naszej mamy która tutaj urodziła się. Jest córką byłej królowej Kiary i Kovu. Nasza mama ma na imię Shaya. Jesteśmy wnukami i jak mówiłem potomkami dwóch stad - rzekł spokojnym młodym.
- To prawda nie jesteśmy wrogami, tylko rodziną - rzekł krótko dając do zrozumienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Brzask
avatar
Zmarszczyłem się i warknąłem głucho na odpowiedź młodzików, podszedłem do nich tak blisko, że zasłoniłem całe słońce rzucając na nich cień. Zniżyłem łeb i klapnąłem paszczą tuż przed nimi.
- Lwiej Ziemi już nie ma, to jest Złoty Brzask. - Skorygował ich i usiadł mając ich na oku.
- Dlaczego miałoby mnie interesować kim jesteście? Nie jesteście mieszkańcami tych ziem i nie interesują mnie wasze więzy krwi. Wparowując nieproszeni na czyjeś tereny prosicie się o kłopoty. Posiadanie wspólnych przodków nie czyni was jeszcze rodziną tutejszego stada. - Dodałem widząc jak Osiris zasłania swoim ciałem Amona. Wysunąłem łapę i chwyciłem go za skórę na karku podnosząc do góry.
- Taki jesteś odważny? Wiesz jak kończą nieroztropni śmiałkowie? W brzuchu takich jak ja. - Smarkaczom przyda się mała lekcja pokory. Choć krzywdy i tak bym im nie zrobił, ciężko podnieść łapę na bezbronne młode. Zastanawiające w tym wszystkim było jednak brak zainteresowania rodziców co się dzieje z ich pociechami. Dojście na te tereny z odległej pustyni zajmowało sporo czasu, ktoś powinien się zorientować, że dzieci nie ma w domu. Mimo wszystko ich los nie zależał ode mnie, zostawić ich jednak nie mogę i zapewne będę musiał zabrać ich przed oblicze kogoś kompetentnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Młode
avatar
Amon z każdą chwilą zaczynał żałować coraz bardziej, że w ogóle zapuścili się w to miejsce. "Dziwny stwór, który nie przypominał lwa" był wobec nich bardzo szorstki i w niczym nie przypominał dobrych i szlachetnych Lwioziemców z opowieści mamy. Chociaż może właśnie taki był? A oni wtargnęli nieproszeni na teren stada i są intruzami?
- Zostaw go, proszę! Odejdziemy najszybciej, jak się da. Proszę, nie rób nam krzywdy! - powiedział, gdy ten złapał Osirisa za kark. Miał łzy w oczach i w tym momencie nie myślał już o jakichś pierdołach i przygodach. Chciał być bezpieczny w komnacie swoich rodziców!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blask Słońca
avatar
Patrolowałem i rozmyślałem nad wieloma aspektami. Nad zadaniem jakie powierzyłem karłowi. Tak idąc usłyszałem głosy i tam tez się skierowałem. Nie miałem okazji usłyszeć całej rozmowy, tylko jej końcówkę.
-Co się tutaj dzieje- Rzekłem wyłaniając się w końcu.
-Alcar- Przywitałem sie z najemnikiem. Zaraz po tym mój wzrok padł na dwa małe .... lwiątka, żeby nie powiedzieć inaczej. Nie były z naszego stada, więc skąd przybyły?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Młode
avatar
Osiris był bardzo odważnym lwiątkiem który wyróżniał się wśród innych. Właściwie to był odmieniec nie zachowujący się jako pustynny ale zbliżony do lwioziemca. Gdy usłyszał słowa niedźwiedzia był trochę rozczarowany, że legendarna lwia ziemia zmieniła nazwę na jakąś Złotą Brzasku ale pokręcił trochę łebkiem zastanawiając się nad wypowiedzią.
- Ja tam się nie boję.... - rzekł krótko wypinając pierś do przodu. Najwyraźniej przesadzał mocno z tym wtedy zaśmiał się na słowa strażnika.
- Hah.... - odparł krótko spoglądając swoimi ślepiami w zwierze.
- Jednakże nadal ja uważam, że jesteśmy członkami może nieoficjalnie tego stada. Moja mama pewnie niedługo tutaj wejdzie i wtedy powie wam prawdę kim jesteśmy - rzekł krótko kracząc o tym, że mama wejdzie. Ogółem byłoby fajnie gdyby księżniczka Lwiej Ziemi tutaj była najwyraźniej nie wierzyli młodemu. Po chwili poczuł woń samca który kierował się w jego kierunku. Zmarszczył nos wyglądał trochę podobnie do babci ale mógł mylić się najwyraźniej Osiris.
- Odwiedziliśmy tereny rodzinne mojej matki Shaya, która jest z rodziny królewskiej - rzekł odważnym tonem do przybyłego. Ogółem wyglądał na wujka na dobrą sprawę ale nie będzie wychylał się z tym stwierdzeniem. Nadal bronił swojego starszego brata nie zbaczając ze ścieżki.
- Ahh nie przedstawiłem się, jestem Osiris drugi Książę Pustynnego Stada gdzie wywodzi się mój Ojciec Seth, a moja mama jest Lwioziemcem i wiem to nie jest już Lwia Ziemia tylko Złoty Brzask. Jednakże nie zmienia stanu rzeczy, że i tak posiadam więzy krwi - odparł krótko do nieznajomego. Nie ma zamiaru przedstawiać brata ze względu na to, że jest następcą tronu i trzeba chować jego za wszelką cenę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Róża Pustyni
avatar
Shaya zdruzgotana szukała cały czas młodych nie było ich na krwawych ziemiach co jedynie ulżyło w danym momencie ale to nie zmieniało faktu, że nadal ich nie znalazła dwóch wędrowników. Gdy zaczynała czuć woń szła w tamtym kierunku idąc w stronę granic Lwiej Ziemi. Gdy przeszła zauważyła lwice, które zaczynały kłaniając łbami w dół, ponieważ poznały Księżniczkę tych ziem. Gdy zapytała się jedną z lwic czy widzieli młode to pokazała kierunek i podziękowała im. W końcu znalazła po drugiej podróży.
- Gdzie wy poszliście synkowie moi. Martwiłam się o was - rzekła krótko patrząc na Osirisa i Amona wtulając je do siebie. Spojrzała się na samca i niedźwiedzia. Nie wiedziała niczego co się działo na rodzinnej ziemi.
- Witajcie, jestem Shaya córka Kiary i Kovu, siostra Maishy - odpowiedziała przedstawiając się strażnikowi samcowi który najwyrażniej mu towarzyszył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Młode
avatar
Amon ze strachem w oczach obserwował poczynania swojego młodszego brata. Po co on się tak wystawia?! Poza tym...dlaczego to on się tak zachowuje, skoro to ja jestem starszy i to JA powinienem go bronić?! Mały nie wiedział, co ma zrobić, był w kropce. Z jednej strony paraliżował go strach przed wrogo nastawionym stworem, a z drugiej strony...jest przecież przyszłym władcą. W jakim świetle stawia go to przed wszystkimi?
To okazało się być najmniejszym ze zmartwień księcia, bowiem do dziwnego stworzenia dołączył wielki, czarny lew o białej grzywie i czerwonych oczach. Chciał się jakoś odezwać, gdy Osiris się przedstawił, lecz zwyczajnie nie potrafił. Jaki to ma sens, jeśli za chwilę zginą?
Na szczęście , po krótkiej chwili paplanina Osirisa okazała się spełniać, gdyż przybyła ich mama.
- Mama, ratuj! Nie chcieliśmy, przepraszam! - krzyknął, rzucając się swojej rodzicielce prosto w łapy. Strach już dawno temu wygrał z jakąkolwiek dumą Amona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Młode
avatar
Osiris dumnie prezentował się chcąc obronić brata jednakże posiadał jakby deja vu ale to było dla niego coś nowego. Właściwie płynęła w nim podwójna królewska krew dwóch stad. Nie ważne czy stado posiadało nazwę Złoty Brzask czy inną nazwę ale to zawsze była Lwia Ziemia która zapoczątkowała te stado w której matka narodziła się jako potomkini i następczyni tronu. Właściwie zastanawiała się dlaczego mama nie przejęła tego tronu przecież była drugą córką ale to już mniejsza o to pomyślał młody. Nie zwracał zbytnio uwagi na otoczenie tylko obserwował dwójkę z tego stada. Gdy usłyszał mamę wzdrygnął uszami jakby spełniły się jego słowa. Nie wiedział jak kto zrobił ale cóż musiał przepowiadać przyszłość najwyraźniej. Usłyszał wtedy krzyk starszego brata, który niestety nie należał do lwiątek odważnych dlatego przysiągł słoneczny, że będzie bronić swojego brata aż do ostatniego tchu w każdym niebezpieczeństwie.
- Mama - rzekł spokojnie spoglądając wtulony w nią czując, że to jego wina gdyż wplątał swojego brata w przygodę ale chciał dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Brzask
avatar
W momencie gdy pojawił się lew, powitałem go skinieniem łba.
- Gromada małych dzieciaków zapuściła się tam gdzie nie powinna. -Odpowiedziałem samcowi i w tym momencie zrobił się kocioł bo przybiegła mamuśka pociech. Żadne przepraszam ani nic w tym stylu tylko roszczenie sobie praw do swobodnego wchodzenia na tereny przez więzy krwi. Teraz już wiedział skąd ten młodzik tak bardzo uważał, że to kim byli jego potomkowie dają mu prawa. Puściłem go ze swych łap by upadł na ziemie i mógł pobiec do swojej matki, podobnie jak jego braciszek choć tamten zdawał się mieć więcej oleju w łebku. On jeden coś z tej życiowej lekcji wyniósł. Parsknąłem złowrogo. Nie podobało mi się to i gotów byłem wyprosić choćby siłą gdy tylko Shan'dord wyda taki rozkaz. Powstałem i spojrzałem się na Shayę.
- Następnym razem proszę uważniej pilnować lwiątka, w innym wypadku mogłyby skończyć jako czyjaś przystawka. Nie przynależą do Złotego Brzasku i nie mogą czuć się tu bezpiecznie, jako strażnika tych ziem nie interesuje mnie cudzy los. - Gdyby był zawiązany sojusz byłaby to całkiem inna sprawa, skąd mogłem jednak wiedzieć, że takowa rozmowa dyplomatyczna ma dopiero swoje miejsce na pustyni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blask Słońca
avatar
-Twoja matka nie jest lwioziemcem, skoro opuściła to stado- Poprawiłem dzieciaka, który była na prawdę irytujący. Oj niech uważa aby ten książęcy łebek nie został ukrócony. No i ich mamuśka niczym magnes przyleciała. Całe to tytułowanie sie mnie nużyło. Nie lubiłem takich zagrywek. Tutaj to nie ma znaczenia kim jest. Rodzice nie żyją i tyle a ona odeszła.
-Nie obchodzi mnie to czyją córka jesteś. Wkroczyłaś na tereny nie swojego stada, Lwiej Ziemi nie ma i pogódź się z tym. Skierowałem spojrzenie an lwice
-Zabierz dzieciaki i odejdź do domu- Dodałem na razie nie am czego tutaj szukać. Tak w tych słowach tez było niewypowiedziane ostrzeżenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Róża Pustyni
avatar
Shaya wkurwiła się w tym momencie spoglądając na samca. Nie miał prawa tak ją oceniać w dodatku podważa jej jeszcze pochodzenie.
- Jak śmiesz mówić bękarcie mojej matki - rzekła wredna w jego kierunku. Ona słyszała o nich doskonale, pewnie szybciej dogadała się z drugim jego bratem pewnie bo ten jest bez szczelny.
- Nie będziesz mi mówić kim nie jestem, jestem nadal lwioziemką i nie masz prawa podważać moich słów. Kiedyś spotkam twojego brata więc wygarnę twoje zachowanie. W dodatku rozmawiasz z Królową Pustynnego stada więc masz problem ogromny - rzekła w jego kierunku okazując dumną postawę w tym momencie. Widziała Osirisa jak zaczynał atakować swojego wujka. Najwyraźniej będzie podobna sytuacja jak ze Skazą którzy wzięli stado.
- Nie swojego stada? Chyba kpisz ze mnie. Zostaliście wygnani ze stada Lwiej Ziemi więc nie gadaj kim nie jestem czy coś.. Pogodzić się powinieneś Ty ze względu że jestem nadal potomkinią stada. Nie ważne jaką ma nazwę w dodatku nie zapominaj że posiadamy tę samą matkę bracie - rzekła oschłym głosem.
- Hah odeszłam? Wiesz chyba nie znasz co to Miłość najwyraźniej. Podjęłam decyzję ze względu na miłość ale nie skreśla mojego pochodzenia dlatego milcz - rzekła do niego zabierając maluchy.

z.t x3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blask Słońca
avatar
-Odejdź i nie wracaj- Rzuciłem do lwicy- Nie jesteś mile widziana tutaj póki nie podporządkujesz się- Tak była tu.. nieporuszonym gościem i do tego zarozumiałym. Nie jest częścią stada i powinna wiedzieć o tym i dostosować się. Podnosi kuper wyżej niż powinna. Pseudo księżniczka. Na tę myśl az lekko zmarszczyłem pysk. Nie przejmowałem sie tym co mówiła. Rozpieszczony bachor i tyle.
-Zabij jak nie wyjdą- Rozlazłem niedźwiedziowi po tym jak ci ponoć odeszli- Będę blisko- W razie kłopotów.
zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Brzask
avatar
Gdy lwica zaczęła obrażać Shan'dord warknąłem ostrzegawczo. Gdy byłem najemnikiem w innym stadzie za takie zachowanie została już dawno spacyfikowana i skończyła z odgryzionym jęzorem. Mimo wszystko powiedziała co myślała i zabrała dzieciaki. Patrzyłem jak odchodzi, chwile później dostałem polecenie.
- Zrozumiałem. - Odparłem i ruszyłem ich tropem chcąc się upewnić czy rzeczywiście opuścili nasze ziemie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Wodopój
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Krainy Stad :: Złoty Brzask :: Sawanna-