IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Witamy na Adhri PBF.
Ziemia tej krainy stanowi skarbnicę początku oraz historii.Tutejsze drzewa pamiętają urodzaj jak i gorzkie czasy. Przez długie lata panowało jedno stado, które przez zdradę i chciwość podzieliło się na dwie frakcje, Lwią Ziemię i Złą Ziemię. Mimo iż każde prowadziło osobną politykę przez zawiść narastały konflikty. >>Więcej tu<<

Share | 
 

 Korytarz środkowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Jeden z korytarzy na rozwidleniu kamiennego lochu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
avatar
Gość
Wybrała ten korytarz celowo, gdyż do dwóch innych ktoś już poszedł. Nie znała żadnego z obecnych lwów, ufała jedynie swojemu partnerowi. Nie miała ochoty na inne towarzystwo, zwłaszcza biorąc pod uwagę, iż większość samców myślała raczej dupą aniżeli głową. Everdown stąpała ostrożnie, uważała na każdy krok. Cholera wie co czaiło się w ciemnościach. Z pewnością nic miłego. Lepiej zachować przesadną ostrożność niż wylądować w kolejnym dole.
- Masz jakieś pomysły na wypadek gdyby odnalezienie drogi jednak nie było takie proste? - mruknęła cicho do swego towarzysza. Liczyła na to, iż samiec dostrzegał coś, co umknęło Everdown. Może jakiś powiew wiatru, szum wody, cokolwiek co wskazywałoby na to, że oboje zbliżają się do wyjścia.
Powrót do góry Go down
Cierń
avatar
Mój losowy wybór… padł na środkowy korytarz. Ruszyłem za dwójką silnych i przerośniętych lwów: samcem i samicą. Z jednej strony dlatego, że idąc za nimi czułem się bezpieczny. Przy ich rozmiarze i sile, mało który przeciwnik mógłby sobie z nimi poradzić. Po drugie jeśliby natrafili na coś naprawdę groźnego… to to coś groźnego, by ich dorwało a nie mnie – bo będąc mniejszym, byłem jednocześnie szybszy i zwinniejszy, więc powinienem być w stanie uciec – w przeciwieństwie do nich. A inny powód podążania za nimi był… dość prozaiczny. Podobali mi się. Zwłaszcza seksowna lwica, która ewidentnie na mnie leciała. Chociaż i samiec, prawdopodobnie jej partner, był niczego sobie. Oboje chciałbym zdominować, chociaż prawdopodobnie z żadnym by mi łatwo nie poszło. Cóż, warto było spróbować. Teraz podążałem za nimi, sprawiając się wyglądać… no dość niewinnie. Tak, tak, wcale ich nie śledziłem, nie podążałem za nimi… tylko całkowitym przypadkiem tędy szedłem. Trzymałem się parę metrów za nimi, wbijając spojrzenie w ścianę lub sklepienie, gdyby zerkali na mnie. I coś nuciłem pod nosem, udając, że ich nie widzę, dopóki wprost się do mnie nie zwrócili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
"W całym tym szaleństwie jest jakaś metoda."
Korytarz był długi, podróż mozolna, na zakrętach nie wyskakiwał żaden zwierz czy inne dziwadło. Nie czuć było również żadnego zapachu świeżego powietrza czy wilgoci. Tylko wy kamienne ściany i palące się pochodnie.
Przez podróż korytarzem możecie napawać się we trójkę konwersacją.
Gdy jednak dojdziecie do jego końca co zajmie wam parę godzin. Dostrzeżecie większą salę, bez jakiegokolwiek światła. Było zbyt ciemno byście byli w stanie coś dostrzec.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
avatar
Gość
Syknęła ostrzegawczo, gdy usłyszała za sobą czyjeś kroki. Ktoś za nimi szedł. Ktoś albo coś. Raczej nikt z obecnych nie mógł być całkowicie pewien czy oprócz robaków i pająków nie czai się tu coś większego. Małpa była szalona, ale władała jakąś magią. Możliwe że mogła napuścić na nich jakieś stwory. Everdown zwolniła i czekała. Szybko jej oczom ukazał się lew, którym posłużyła się wcześniej jako podnóżkiem. I to dosłownie, hehe.
Przypadek, że samiec wybrał akurat ten sam tunel co ona i Sheogorath? Z pewnością nie. Cóż... cielątko popełniło największy z możliwych błędów. Porwał się z motyką na słońce. Jeden przeciwko dwóch w ciemnym i niezbyt szerokim korytarzu. Nie trzeba wiele szarych komórek, by domyślić się finału tej historii. Everdown zauważyła, iż człapiąca za nimi larwa ucieka przedeń spojrzeniem, a nawet nuci coś niewinnie pod nosem. Niewinnie, akurat. Lwica przeniosła spojrzenie na Sheo i uśmiechnęła się jadowicie.
Zabawę czas zacząć.
Everdown zaczęła zwalniać. Z początku niezauważalnie, później coraz bardziej, aż w końcu zrównała się z bezimiennym lwem. Posłała mu niewinny, uwodzicielski uśmiech.
- Co słychać, kolego? Czy ja Cię już gdzieś nie widziałam? - Na przykład na dnie jakiegoś wyjątkowo cuchnącego gnojowiska? Everdown podejrzewała, iż ów osobnik należał do tych, u których kutas dominował nad mózgiem. A takich nienawidziła wyjątkowo mocno. Odwróciła więc uwagę nieznajomego swym niewinnym pytaniem, dając Sheo pole do popisu.
A w razie gdyby wszystkie ich starania poszły na marne i samiec próbował uciekać, Everdown zrobiłaby wszystko żeby go zatrzymać lub chociaż spowolnić. W końcu stała na tyle blisko niego, że powinna zareagować w porę i zatopienie kłów lub pazurów w łapie przeciwnika nie sprawi jej zbyt wiele kłopotu.


Ostatnio zmieniony przez Everdown dnia Sro Paź 18, 2017 6:00 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
avatar
Gość
Gdy wyruszył za lwicą w głąb tunelu, wprost powstrzymywał się, by nie zachichotać zza zaistniałej chwilę wcześniej sytuacji. Everdown chyba rzeczywiście nie miała zamiaru tolerować tego samca, który rzucał jej o wiele za bardzo zainteresowane spojrzenia. I słusznie. Te zerknięcia raczej nie wywoływały zbyt dobrego, pierwszego wrażenia. Sheogorath znał ten typ aż za dobrze. Nie raz natknął się na takich genialnych „samców-alfa”, których ani nie można było sklasyfikować jako „alfa”, a to „samca” też było im daleko. Raczej ten pożądliwy wzrok mówił Panu Szaleństwa, że to raczej kolejne rozpłodowe bydle, które najchętniej zdobyłby każdą lwicę po kolei. I to nie w sposób, który przystoi normalnemu lwu.
Wyjątkowo go to brzydziło.
Ale nawet jeśli myślał, że przy Ever ujdzie mu to na sucho, to ich nowy kolega bardzo mocno się mylił. Bardzo. Lwica już w ogóle mu nie popuści. A on nie zamierzał w ogóle jej tego utrudniać. W gruncie rzeczy, to z wielką chęcią pomógłby jej w poszerzeniu horyzontów umysłu tego niezbyt wychowanego jegomościa. Na samą myśl poczuł delikatny dreszczyk przebiegający wzdłuż jego grzbietu.
- Jeśli nie znajdziemy stąd wyjścia, to wrócimy i spróbujemy przedostać się przez inny korytarz. – mruknął do Everdown w odpowiedzi na jej pytanie, po czym dodał jeszcze, a lwica z pewnością w jego najzwyczajniejszym tonie głosu mogła wykryć rozbawienie. Tylko ona znała go na tyle dobrze. – Bardzo ładny i zgrabny skok. Ufam, że lądowanie było wystarczająco miękkie?
Słysząc syk partnerki, także na chwilę się odwrócił, by sprawdzić, co też ją zaniepokoiło. Tudzież tak rozeźliło. A był to ich nowopoznany znajomy.
Widząc spojrzenie lwicy, domyślił się, co ma na myśli. A miała na myśli drobną zabawę z owym lwem. Także zaczął powoli zwalniać razem z nią, chcąc tak jak i ona, dorównać ich towarzyszowi kroku. Widząc jak Ever rzuca osobnikowi swój uśmiech, Sheogorath zaśmiał się, w gruncie rzeczy dość ciepło, aczkolwiek jego śmiech z pewnością zdecydowanie bardziej przyprawiał o dreszcze.
Słysząc pytanie zadane samcowi, wyszczerzył do niej kły w szerokim uśmiechu.
Po czym rzucił się z zaskoczenia na podstawę karku obcego lwa, chcąc wbić tam swe kły i wgnieść nędzną sierotę w glebę, by pokazać, że na pewno nie będzie tolerował takiego bezczelnego gówniarstwa w swojej obecności.
Powrót do góry Go down
Cierń
avatar
Szedłem za parą lwów, wpatrując się lubieżnie w zad lwicy, o ile oczywiście na mnie nie zerkali. Wyobrażałem sobie, co będziemy razem robić, jak już zostaniemy sam na sam. Byłem pewien, że będą to bardzo miłe i przyjemne chwile. Takie tete-a-tete, jak już wyjdziemy z tych strasznych tuneli. W sumie nadawałaby się na moją konkubinę. Może nawet miałbym z nią lwiątka? Chyba nadawała się na matkę – myślałem, obserwując jej zad. I odwracając spojrzenie, jak zerkała na mnie. Gdy znowu wpatrzyła się w przód, to wbiłem ponownie spojrzeniem jej w zad. Tak się zapatrzyłem w hipnotyzujący ruch jej ogona, że zbyt późno się zorientowałem, gdy zwolniła, i prawie bym w nią wszedł. To znaczy zderzył się z nią… a nie wszedł w tym sensie, w którym bym chciał w nią wejść. Zadała mi pytania… a ja… ja nerwowo zamrugałem oczami, zastanawiając się, co jej odpowiedzieć. Nazwała mnie kolegą? Czy to… czy to miałem traktować jak jakieś… zaproszenie? Jej spojrzenie czy ton głosu mnie jednak zaalarmował, że spytanie się teraz, czy nie chce mieć ze mną lwiątek, nie jest do końca najlepszym pomysłem. Zwłaszcza, że ten drugi lew się wszystkiemu przyglądał i miałem niejasne przeczucie, że mogłoby mu się to nie spodobać. Owszem… z nim też mógłbym się zabawić… ale lwica mi się zdecydowanie bardziej podobała.
- Gdzieś mnie widziałaś? Nie… chyba nie. Musiałaś mnie, kochan… koleżanko, z kimś pomylić – szybko ją zapewniłem, ledwo się powstrzymując od wypowiedzenia słowa, które mogłoby się jej nie spodobać. Miałem nadzieję, że przytaknie i pójdzie… a ja będę mógł dalej podążać za nią, wpatrując się w jej zad. Jednak… jednak moje nadzieje okazały się płonne. Nie zamierzali mnie zostawić w spokoju, podążając dalszą drogą… i miałem niejasne przeczucie, że nie chcą się zabawić w trójkąt ani porozmawiać o Bogu. Ich zamiary… były zdecydowanie wrogie. Dostrzegłem to, chwilę przed atakiem lwa (wyższa percepcja) i spróbowałem mu się wymsknąć, odskakując do tyłu (wyższa zwinność). I jeśli dałem radę, rzuciłem się biegiem, próbując od nich uciec ponownie do dziury, ale czy dałem radę?

Rzut kostką:
1-5 – zostaje chwycony przez POTĘŻNEGO lwa i natychmiast nieruchomieję, dobrze wiedząc, że nie mam szansy się wyrwać z jego wielkich i silnych kłów
6-10 – daję radę uniknąć ataku i rzucam się do ucieczki, dając radę ponownie dotrzeć do dziury, o ile MG nie uniemożliwi mi tego
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The member 'Mane' has done the following action : Kostki Prawdy


'dziesięciościenna ' : 9

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
[ Na przyszłość proszę od razu uwzględniać, że sprawę walki chcecie rozwiązać za pomocą MG a nie losu przez rzuty kośćmi, by nie było niepotrzebnych nieporozumień.]

Wąski korytarz nie służy walce wyrośniętym lwom. Sklepienie również nie było wysokie i wyskok Sheogorath'a w połączeniu z atakiem Everdown w tym samym momencie poskutkowało, że wpadli na siebie.
Mimo wszystko Sheogorath zamiast wgryźć się w kark to chwycił zębami grzywę Mane, gdy pod łapami zaplątała mu się Everdown i stracił równowagę ciągnąc delikwenta w bok prosto na ścianę.
Evedown skupiła się za to na łapie i udało jej się wgryźć w lewą przednią kończynę Mane jednakże, jej współpracownik potknął się o nią w efekcie musiała rozluźnić ucisk szczęki przez co lew będzie mógł wyswobodzić kończynę.
Mane udało ci się uchylić przed atakiem lwa ratując swój kark, jednakże chwycił cię za grzywę i pociągnął na sąsiednią ścianę, która aż zadrżała pod wpływem impetu. A z sufitu posypało się na was trochę piasku.

Kolejność odpisów:
Everdown->Sheogorath->Mane

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
avatar
Gość
To wyjątkowo ciekawe, jako że Everdown była zwinniejsza od swego przeciwnika. Nie była to ogromna przewaga, ale jednak. Jak widać żeby mieć szczęście trzeba być przepoconą, pozbawioną mózgu amebą, której ciasnota wcale nie przeszkadzała przed uniknięciem wszystkich ataków. Zaiste mieli do czynienia z lwim supermanem. Co za tym idzie: ona i Sheogorath byli z góry straceni. Powpadali na siebie? No pewnie, ciekawe jakim cudem, skoro stali po dwóch bokach lwa, a co za tym idzie bardzo mała szansa, żeby mieli okazję chociażby się musnąć, chociażby z tego prostego powodu, że atakowali dwa całkiem inne części ciała - ona łapy, a jej partner kark. Ale wyszło jak wyszło. Heh, to na pewno wina tej małpy, nie ma co. Komedia.
Udało jej się wgryźć w łapę wroga? Wielka radość na Syjonie, jaka szkoda że nic mu nie zrobiła. Jak widać siła nie ma żadnego zastosowania, gdyż samiec musiał mieć skórę pokrytą żelazem.
Everdown ponownie skoczyła na grzbiet samca. Skoro była taka wielka i tłusta to z łatwością winna przygnieść go do ziemi, a swoją mniejszą zwinnością mógłby się jedynie podetrzeć, będąc przygwożdżonym do ziemi. Znając życie jej przeciwnik aktywuje motorek w dupie i ucieknie bez zbytniego problemu, jednakże warto było spróbować. Lwica zamierzała wgryźć się w grzbiet przeciwnika, gdzie nie chroniła go żadna grzywa, a jeśli jej się uda, kły Everdown winny nawet zawadzą o kręgosłup. Pazurami zahaczyła boki przeciwnika, więc jeśli ten zacznie się szarpać tylko sobie zaszkodzi, gdyż zostaną mu piękne, krwawe pamiątki.
Może się uda, pod warunkiem, że samiec nie aktywuje kolejnych super mocy i wybitnych umiejętności, które pozwolą mu na wyjście cało z tej walki.

~Proszę bez inwektyw i wycieczek personalnych. Sheogorath wysłał do mnie pw i mu wyjaśniłem o co chodzi, ale najwidoczniej zacytuje własna wypowiedź i tutaj.

Nurvureem napisał:
Admini zajmują się głównie ocenieniem pracy MG jeśli są jakieś wątpliwości co do osądu.
Podczas walk MG rozpatruje historie postaci, predyspozycje, przewagę liczebności jeśli takowa istnieje, statystyki i aktualną kondycje fizyczną i zdrowie. Kości brane są pod uwagę głównie gdy trafi się dwóch równych sobie przeciwników.
Z tymże użytkownicy drobne pojedynki czy sparingi mogą rozwiązywać za pomocą kostek prawdy. [Opcja wyboru podczas pisania nowego posta] Dokładniejszy opis
Jeśli się takowego osądu przez sam los nie chce i wybiera się rozstrzygnięcie przez mg należy to zgłosić tuż po napisaniu posta atakującego lub obronnego (gdy jest się atakowanym).
W waszym przypadku za spóźnione zgłoszenie (wiadomość pw napisana dopiero po poście obronnym Mane gdzie chciał zdać się na los i rzucił kostką gdzie wypadł mu całkiem wysoki wynik na powodzenie). Jego rzut ze szczęściem zostanie uwzględniony, skorygowany przeze mnie. Całą resztę według waszej woli przeprowadzę osobiście. Wszelkie dalsze rzuty kością prawdy będą usuwane.
Na przyszłość proszę od razu uwzględniać, że chce się udziału mg by nie było nieporozumień, że ktoś wyrzuca dobry wynik. Innym się on nie spodoba i nagle chcą korekcji MG z uwzględnieniem własnych predyspozycji i umiejętności (:

Także proszę się nie bulwersować, że wasz początek okazał się nieadekwatny do tego co sobie zaplanowaliście. Nie otoczyliście Mane gdyż żadne nie pisało, że osaczyło go po boku. Ofiara znajdowała się przed wami. Wykonaliście w tym samym czasie atak, zostało uwzględnione (w tym niska percepcja bo siła i zwinność to nie wszystko) i niefortunnie zderzyliście się. Mimo wszystko Mane nie uciekł, Sheogorath chwycił go za grzywę i pociągnął razem ze sobą na ścianę. Dalsza część walki wcale nie musi okazać się taka kolorowa dla "twojego rzekomego supermena".
Proszę nie odpowiadać na tą wypowiedź i nie zrażać się tym, że nie zawsze wszystko przebiega po waszej myśli.


Jakże mi z tego powodu bardzo nie przykro. Będę się bulwersować, jako że Twój powyższy post jako MG nie ma najmniejszego sensu. Skoro ugryzłam go w łapę, to dlaczego nikt nie odjął mu HP? Co ma percepcja do zwinności? Dlaczego niby ciasnota przeszkadza tylko i wyłącznie nam, a jemu ani trochę? Rozumiem że jeden punkcik w percepcji czyni z niego niezmordowanego bohatera, bo tak to wygląda. Nasze postacie zrobiły z siebie takich idiotów, że aż żal patrzeć, zaś jemu nic się nie stało. Ugryzłam go w łapę - nic. Ktoś kimś rzucił o ścianę - nic. Fakt faktem, źle przeczytałam, bo w pierwszej chwili sądziłam, iż to Sheothar został oń rzucony, mój błąd. Ale jeśli Mane... Czy coś takiego, zwłaszcza biorąc pod uwagę siłę Sheotha, nie powinno zakończyć się dlań nawet (w najgorszym razie) pęknięciem kości, albo przynajmniej poważnym stłuczeniem i mnóstwem siniaków?
Powrót do góry Go down
Cierń
avatar
(już się tak proszę nie bulwersujcie. Mane da się złapać bo przy przewadze ilości i różnicy siły nie ma innej możliwości. I raczej na miłe tete-a-tete nie ma co liczyć? Smile Wszelkie obrażenia uwzględnię w swoich postach - nie ma sensu prosić MGa o ich "wycenę" bo i tak event nie ma wpływu na ogólną fabułę, zgodnie z jego zasadami)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
avatar
Gość
(Podkreślam ważniejsze akcje, by można to było łatwiej odszukać.)

Nie powiedziałby, że był to najlepszy atak w jego życiu. Cóż. Przynajmniej w jakikolwiek sposób był w miarę udany. Przynajmniej trafił w lwa, być może nie w kark, ale w jego grzywę. Natomiast tego, co wydarzyło się później, jego umysł nie zdążył na raz przetworzyć. To działo się zdecydowanie zbyt szybko. Nagle pod jego łapami znalazła się Everdown, przez co potknął się nieszczęśliwie o jej grzbiet. Najwyraźniej chyba próbowała mu pomóc, aczkolwiek coś tu mocno nie wyszło. Następnym razem nieco lepiej rozegra kolejny atak. Tyle dobrego, że jego masa pchnęła samca o ścianę, nieco wstrząsając całą fasadą. Wąskie korytarze może i nie służą takim gigantom jak on, ale czasami mogło się to obrócić i na korzyść tych bardziej masywnych. W końcu jeden ruch i mógł wgnieść delikwenta w ścianę.
Widząc, że Ever szykuje się do kolejnego ataku, puścił grzywę lwa, dając jej pole do popisu, jednak tym samym miał chwilę mgnienia, by zastanowić się, co też może tu teraz wykonać. Szczególnie, że w owym wąskim tunelu nie miał zbyt wielkiej możliwości manewrowania. Jednak owe parę sekund było dlań wystarczające. Widział jak lwica wyskakuje w powietrze, szybując ku nowemu koledze… Jeżeli jej się udało i przygniotła lwa do ziemi, wówczas uniósł na chwilę łapy w górę i uderzył delikwenta przednimi kończynami w łeb, zadając cios, który miał go przygnieść do ziemi. W wypadku jeżeli udało jej się wskoczyć na samca, ale nie powaliła go, wówczas swój cios łapami skierował na przednie kończyny lwa, chcąc go podciąć. W ostatecznym, możliwym wyjściu lwicy nie udało się wskoczyć na grzbiet samca, wtedy swoje uderzenie przednimi kończynami skierował na środek tułowia lwa, chcąc po raz kolejny wepchnąć go na ścianę.
Powrót do góry Go down
Cierń
avatar
Rzuciłem się do ucieczki w tym samym momencie, gdy para napotkanych lwów mnie zaatakowała… zderzając się efektownie (ale nie efektywnie) ze sobą. POTĘŻNY lew jedynie zawadził łapą o mogą grzywę, popychając mnie na ścianę, podczas gdy lwica wgryzła się mi w łapę… ale szarpnięciem dałem radę się oswobodzić. Odrobinę za późno – bo w tym momencie zostałem popchnięty na ścianę, uderzając w nią na tyle mocno, że na chwilkę mnie zamroczyło… co niestety skutecznie opóźniło moją ucieczkę. Powstałem akurat w momencie, gdy lwica kolejny raz udowodniła, że leci na mnie… niestety trochę zbyt dosłownie. Rzuciła się na mnie, przygniatając mnie skutecznie do ziemi, wgryzając się w mój grzbiet. Rozumiem twarda miłość, ale to już chyba była przesada. Szarpnąłem się, próbując się uwolnić, ale czując pazury na boku i kły na grzbiecie, momentalnie zaprzestałem szarpaniny. Nie chciałem mieć rozharatanego kręgosłupa kłami i boków pazurami… bo skoro lwica w każdej chwili mogła mnie zabić… to głupotą było dalej walczyć. Lepiej było ustąpić licząc na to, że mnie puszczą, niż ryzykować poważne rany i kontuzje, które na sawannie skończyłyby się niechybnie śmiercią, skoro uniemożliwiałyby polowanie.
- Dobra, podda… – ryknąłem, chcąc ogłosić kapitulację, akurat w momencie, gdy POTĘŻNY lew doskoczył do mnie, przygniatając mi łapami łeb do gruntu. Jęknąłem z bólu… i że strachu. Spodziewałem się… trochę milszego spotkania, a zostałem nagle zaatakowany przez tych dwóch ewidentnych fanów ostrego sadomaso. Jęknąłem z bólu… i nawet nie próbowałem się wyrwać czy wyczołgać. Przygnieciony nie miałem na to żadnych szans.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mane wciąż był trzymany za grzywę, więc nie miał jak zrobić uniku. Lwica doskoczyła do niego szybko przygniatając swoim ciężarem i wgryzając się w odsłoniętą część grzbietu a pazury wbijając mu w boki ciała dla lepszego utrzymania swojej pozycji. Mane poczuł dotkliwy ból w miejscu gdzie szczęki Everdown zaciskały się blisko rdzenia kręgowego. Chwilę później nim zdążył zareagować w jakikolwiek sposób, Sheogorath uderzył go łapami po łbie, sprawiając, że Mane został otępiony i półprzytomny. Pozbawiony całkowicie na łasce dwóch agresorów.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
avatar
Gość
O cudzie i radości, udało im się nareszcie unieruchomić tego robaka. Lwica nie zwróciła uwagi na jego ryki i jęki bólu. Nienawidziła tego typu osobowości. Po prostu. Zaczyna się na nachalnych spojrzeniach i dumnym puszeniu, kończy... no cóż, na niemiłej sytuacji w ciemnym korytarzu, tyle że w tym przypadku role się leciutko odwróciły. Ever nie uważała, że podążanie za nimi było przypadkiem. Samiec coś kombinował i cholera wie co by się stało, gdyby lwica i Sheo nie uprzedzili jego ruchów. Dobrze że podczas walki nie doznali żadnego uszczerbku na zdrowiu, gdyż kto wie co czeka ich na końcu korytarza, pod warunkiem iż nie był on zwykłą ślepa uliczką. Chociaż co jak co, ale gdy to wszystko się kończy powinna razem ze swym partnerem odwalić niezły trening. Nawet kilka treningów. To, co miało zajście przed chwilą było czystą komedią, której lepiej nie powtarzać.
Upewniwszy się, że Sheogorath trzyma napaleńca rozluźniła uścisk. Splunęła na ziemię z czystym obrzydzeniem i pochyliła się nad leżącym przeciwnikiem.
- Czy ja Ci aby nie obiecałam kastracji? - spytała cicho z głęboką satysfakcją w głosie. Gdyby się uparła mogłaby uczynić z lwa, dumnego samca, rozwrzeszczaną samiczkę bez przyrodzenia. Brakowało im jednak czasu, poza tym nie miała ochoty babrać się w litrach krwi, jako że w pobliżu z pewnością nie było żadnego strumienia. Ale kiedyś, kto wie.
Everdown cofnęła się. Spojrzała na Sheogorath'a i skinęła mu krótko głową, dając w ten sposób znak, by wypuścił łeb samca. Gdy tylko samiec to zrobił, chlasnęła pazurami. Raz i mocno, prosto w pysk leżącego na ziemi delikwenta, zostawiając mu cztery głębokie i krwawiące szramy, które niemalże na pewno zostawią po sobie jakiś ślad. Ot, pamiątka.
- Jeśli jeszcze raz spojrzysz na mnie takim wzrokiem, obawiam się że stracisz najważniejszy zmysł w życiu każdej istoty. - Everdown zbliżyła pazury do oczu pokonanego, niemalże zahaczając nimi o powieki. Sekundę czy dwie temu cofnęła się i odwróciła. Musieli już iść dalej, mruknęła więc cicho na Sheoth'a.
Powrót do góry Go down
Gość
avatar
Gość
Ku jego przykrości, walka skończyła się aż nazbyt szybko. Myślał, że ich przeciwnik choć odrobinę wykrzesa z siebie choć minimalne umiejętności bojowe, ale najwyraźniej zdecydowanie wolał brać łapy za pas, niżeli stanąć twarzą w twarz z dwójką prawdziwych wojowników. Cóż. Wyglądało na to, doprawdy ciężko w owych czasach znaleźć sobie jakiegokolwiek godnego przeciwnika. Ten chyba w istocie zdawał się myśleć bardziej własnym organem rozrodczym niż umysłem. Gdzie się podziali dawni, lwi wojacy. Pozostały już tylko podstępne szczury, które miast chodzić z godnością, preferowali błądzenie pośród cieni. A to ich w końcu gubiło, tak jak tego jegomościa, który właśnie czyścił swym cielskiem posadzkę.
Dostrzegając spojrzenie Ever, puścił łeb samca i prychnął cicho w jego kierunku. Lepiej, żeby nie próbował się podnosić, bowiem kolejne uderzenie byłoby znacznie mocniejsze. Ich nowy przyjaciel jednak nie miał już sił, by podjąć jakąkolwiek akcje prócz biernego leżenia na ziemi i czekania na ich decyzje. Jak miło było patrzeć, gdy bezwładnie się tak płaszczyli. Na samą myśl po grzbiecie Sheogoratha przebiegł delikatny dreszczyk zadowolenia.
Lwica już pozostawiła nań swoje piętno. Skinął jej głową z aprobatą. Wygląda na to, że ona już z nim skończyła. Gdyby przybył tu sam, bez swojej partnerki, zająłby się kolegą w znacznie bardziej… Interesujący sposób. Ale skoro już tu była, to zamierzał jej oszczędzić widoku rozrywanego cielska. Na ostatek wobec tego jedynie zbliżył się do leżącego lwa i wymamrotał doń wyjątkowo mrocznym i nieprzyjemnym tonem:
- Masz dziś wyjątkowe szczęście, mój przyjacielu. Pomimo twoich żałosnych błędów i karygodnego zachowania, jakie raczyłeś mnie i mej Pani ukazać w naszej krótkiej znajomości, została dana Ci nowa szansa. Nie zmarnuj jej. A być może zadośćuczynisz za swój podły, dawny żywot.
Swą wypowiedź zakończył warkotem i na ostatek przygniótł przednimi łapami podkuloną, przednią kończynę lwa. Rozkoszował się parę sekund miażdżeniem łapy co najmniej, jakby to była muzyka dla jego uszu. Gdy już skończył, mruknął do Everdown:
- Możemy ruszać.
Po czym oddalił się z lwicą u boku w dalszy fragment korytarza, pozostawiając osłabłe cielsko samca za sobą.
Powrót do góry Go down
Cierń
avatar
Zostałem przygnieciony, kompletnie unieruchomiony przez parę lwów… które sprawiały wrażenie, jakby całkowicie odrzucały pomysł przyjemnego tete-a-tete. A może tylko ja to tak odbierałem? Nie, raczej nie. Widziałem wściekłość, pogardę i chęć zemsty w oczach lwicy, gdy popuściła uścisk, by się do mnie zbliżyć. Nerwowo przełknąłem ślinę, słysząc jej słowa.
- Ale ja… nie… proszę… błagam! – zacząłem skomleć żałośnie. Owszem, można być odważnym, ale nie w momencie… gdy można stracić niemalże najważniejszą część ciała. I nie chodziło tutaj o grzywę. Byłem pewien, że ona mnie zaraz wykastruje. Oczami wyobraźni widziałem, jak zbliża pazury… albo zęby do okolicy moich zadnich łap i jednym szybkim ruchem… realizuje swoją groźbę. W jej oczach było widać, że byłaby do tego zdolna… że nawet na moment by się nie zawahała. Nagle… nagle lwica doskoczyła do mnie tak szybko chlastając mnie pazurami, że nawet nie zdążyłem się cofnąć ze łbem. Odruchowo warknąłem z bólu… ale szybko zamilknąłem, nie chcąc jej prowokować. Czułem pieczenie na pysku, czułem ciepło spływającej krwi…  ale… ale odetchnąłem z ulgą słysząc jej słowa i widząc, że chyba naprawdę zamierza odejść, zostawiając mnie w spokoju. Po czym… po czym na moim pysku pojawiło się przerażenie, gdy POTĘŻNY lew zaczął się do mnie zbliżać. Nerwowo przełknąłem ślinę słysząc jego słowa. Nie dlatego, że mi groził… grożenie nie było bolesne czy zabójcze. Ale dlatego, że wciąż się spodziewałem, że ten zmieni zdanie… i jednak zdecyduje się mnie zabić. Jęknąłem, gdy moja łapa została przygnieciona, ale nie śmiałem odpowiedzieć warknięciem, obnażeniem kłów, czy chociażby wystawieniem pazurów z łap. To mogłaby być ostatnia rzecz, jaką w życiu zrobiłem. A później… później zaczęli się oddalać. A ja… ja nie miałem pojęcia, co mam robić. Mogłem się wrócić… ale równie dobrze tam mogło nikogo nie być… lub mógł być ten stary pawian. A zostać w tym miejscu nie mogłem… bo co by mi to dało?
- Zaczekajcie… zaczekajcie. A mogę iść…. Z wami? Nie będę… nie będę zerkał na ten pięk… na nic, na co nie powinienem! – obiecałem, podkulając ogon pod siebie i wbijając spojrzenie w ziemię, w geście podporządkowywania się. Owszem, były lwy, które nigdy się nie poddawały i do końca walczyły. Ale ja do nich nie należałem. Jeśli nie miałem szansy pokonać przeciwnika, byłem gotów się przyłączyć, płaszczyć przed nim i tylko wyczekiwać na okazję do zemsty. Tak zrobiłem kiedyś, gdy udawałem przyjaciela przywódcy stada, gdy jeszcze żyłem w innej krainie… a później go po prostu zabiłem. Przyjaźń, miłość, zaufanie, wierność? Brednie! Liczyło się tylko przeżycie! I władza! I ładne lwice, z którymi można było się zabawić. Tudzież ładne lwy… które również można było w ten sam sposób potraktować co lwice. A ja… ja ich potrzebowałem. Byli mi potrzebni aby stąd wyjść, aby przeżyć. Może jeszcze będę miał okazję, użyć pewnej części ciała, której o mało co nie straciłem, na ich zadach… albo ich nawet zabić, jeśliby mi się nie podporządkowali. Ale teraz to ja musiałem się płaszczyć przed nimi i być w pełni posłuszny, jeśli chciałem to przeżyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rany pozostawione przez lwów przypominały o sobie nieprzyjemnym pieczeniem. Szramy na pysku były natomiast dość głębokie i spływała z nich niewielka strużka krwi.
Sheogorath i Everdown kontynuując podróż natkną się na nieoświetloną niczym komnatę. Panujące tam egipskie ciemności nie pozwalały wam dostrzec czegokolwiek.

Podsumowanie dla Mane:
* Obolała łapa
* szczypiące rany
* -20hp

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mane chciałeś pobiec za swoimi oprawcami by zemścić się w odpowiednim momencie, jednakże ziemia zatrzęsła się a z sufitu runęły ogromne głazy odcinając ci do nich drogę. Gdy kurz opadł usłyszałeś za lawiną stłumione krzyki, im już nie pomożesz w żaden sposób. Karma przyszła szybciej niźli mogłeś się tego spodziewać, jednakże mogło się w tobie tlić uczucie goryczy, że nie dokonało się to z twojej łapy. Pozostało ci się cofnąć i spróbować dołączyć do ekipy innych lwów.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Korytarz środkowy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Organizacja :: Kartoteka :: Retrospekcje :: Event :: 16.10.2017r-