IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Witamy na Adhri PBF.
Ziemia tej krainy stanowi skarbnicę początku oraz historii.Tutejsze drzewa pamiętają urodzaj jak i gorzkie czasy. Przez długie lata panowało jedno stado, które przez zdradę i chciwość podzieliło się na dwie frakcje, Lwią Ziemię i Złą Ziemię. Mimo iż każde prowadziło osobną politykę przez zawiść narastały konflikty. >>Więcej tu<<

Share | 
 

 Wstęp i zgłoszenia do eventu.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Wśród zwierząt zapanowało podniecenie gdy mówili o tajemniczym zwierzęciu co to skarby rozdaje. Do uszu wszelkich lwów wieści dotarły przez ptasie pogaduszki. Wszędzie mówiło się tylko o tym. A ptaki jak to ptaki, gaduły straszne.
Żadne jednak latające stworzenie nie odważyło się potwierdzić tą nowinę, były zbyt małe. Bały się, że zostaną pożarte przez tego pawiana.
Małpa miała czekać w gęstym lesie znajdującym się na północy, miał być tam dość obszerny zagajnik.
Ci którzy dojdą na miejsce, zauważą rzeczywiście dość starego pawiana, gdzieniegdzie z łysiejącymi plackami sierści. Jego łapy były powykrzywiane a sierść zmierzwiona. Siedział na sporym kamieniu, by mieć wgląd na okolicę i pojawiającą się zwierzynę. Nie wyglądał na kogoś, kto ma przy sobie jakieś cenne przedmioty. Bardziej przypominał starego nędzarza, który to ledwo co może się poruszać. czyżby ptaki miały zmyślić całą tą historię?
Gdy jednak pojawi się ktoś, wskaże mu łapą miejsce i ochrypłym głosem jakby nieużywanym od wieków powie by zaczekał na resztę.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Nurvureem dnia Wto Paź 17, 2017 9:05 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Ptaki niosły nowinę, wieści i to dość interesujące Byłem ciekawy ile w tym prawdy. Czy skusiły mnie skarby? Raczej nie. Młodzieńcza ciekawość i chęć wykazania się? Możliwe, że to właśnie to. Jako młody Jarl musiałem nie raz pokazywać, że inni mogą na mnie polegać, a rodzina królewska to nie tylko puste słowa i grzanie stołków. Pawian byk stary ale już nie raz przekonałem się, że starsi może i wyglądają nie raz marnie ale posiadają wiedzę. Zobaczymy czy ten tutaj tez tym może się poszczycić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Chudy, czarnogrzywy lew przemierzał wówczas krainy w poszukiwaniu...jakiejś rozrywki. Odkąd jego życie straciło jakikolwiek sens (w momencie narodzin), przecież i tak nie miał nic ciekawszego do roboty. Mimo, iż doskwierał mu głód od kilku dni, ani myślał o poszukiwaniu jedzenia. Nie lubił polować...nie znosił ganiać z wywieszonym jęzorem za jakąś wychudzoną, chorą gazelą, bo przecież tylko takie udawało mu się złapać. A to i tak tylko przy dobrych wiatrach.
W pewnym momencie przystanął na granicy dosyć gęstego i tajemniczo wyglądającego lasu. Zmarszczył brwi, po czym zastrzygł uszami i poczynił niewielki krok w stronę gaju.
Idź tam. Wejdź do lasu! - krzyknął jakiś głos. Jua nie miał pojęcia, czy to jego myśli, czy słyszy jakiś byt zza światów. Jednego jednak był pewien- głos radził dobrze. Zwłaszcza, że przed sekundą nad jego głową przeleciały jakieś ptaszynki, które ćwierkały coś o jakimś starym pawianie w lesie. Zahri nie usłyszał dokładnie tego, co mówiły między sobą, ale usłyszał coś o skarbach...decyzja zapadła. Jako iż lew był zainteresowany cennościami, nie wahał się ani chwili dłużej.
Po wejściu do lasu długo zmagał się z gęstymi zaroślami, które momentami całkowicie blokowały mu drogę i musiał omijać je drogą okrężną. W końcu dotarłszy do centralnego punktu (a przynajmniej tak wyglądał) lasu, ujrzał obiekt plotek pobliskich stworzonek. Był on cholernie stary...Jua Zahri momentami zastanawiał się jak takie coś jeszcze stąpa po tym padole- sam nie raz widywał młodziej wyglądające duchy. Podszedł odrobinkę bliżej i zaczął się bacznie przyglądać starcowi.
- Ciekawe, czy te plotki to prawda, czy tylko bujdy, przez które stracę swój kompletnie bezwartościowy czas? - mruknął cicho pod nosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
avatar
Gość
Everdown plotki nie ciekawiły ani trochę, jednakże Sheogorath uparł się, żeby to sprawdzić. Lwica po wielu marudzeniach w końcu się zgodziła i ruszyła za swym towarzyszem. Nie darowała sobie jednak paru uszczypliwych uwag, którymi rzucała co i rusz po drodze. Dla niej była to tylko strata czasu. Mogli zapolować albo znaleźć sobie jakieś ciekawe miejsce, najlepiej wygodnie usytuowaną jaskinię. Jakaś niezamieszkana przez nikogo musiała jeszcze istnieć, niemożliwe aby stada zgarnęły dla siebie wszystko "pożyteczne" tereny. Tymczasem co? Sheogorath wolał gonić po lesie za jakąś starą małpą, o której opowiedział mu pewnego dnia wróbelek.
Lwica zatrzymała się na skraju lasu. Wyglądał dosyć... zwyczajnie? Parsknęła pod nosem, ale nie zawróciła. Nie zostawiłaby swojego partnera samego, chociażby odwalił największą głupotę. Taki już urok nadmiernej lojalności i przywiązania.
Wkrótce Everdown dostrzegła między drzewami jakąś skałę, a na niej... pawian? Wyglądał wyjątkowo marnie. Łyse placki, powykręcane łapy, skołtuniona sierść. Na jej oko był chory lub stary, możliwe że i jedno i drugie. Everdown zatrzymała się w pół kroku i skinęła pyskiem w stronę małpy, na wypadek gdyby jej bystry towarzysz nie dostrzegł wynędzniałej istoty.
- Dla tego czegoś włóczymy się po tych cholernych lasach od godziny? Gratuluję. As szpiegostwa i tajemnic. Brawo. Zmarnowaliśmy tylko czas. Możesz być dumny ze swojego osiągnięca. Znalazłeś najstarszą i najbrzydszą małpę w tej krainie - parsknęła zirytowana, nie dbając wcale o to, że usłyszą ją wszyscy w promieniu paru metrów, albowiem nie starała się zachowywać spokojnego, cichego tonu głosu.
Powrót do góry Go down
Samotnik
avatar
Dostojnym i wolnym krokiem Sargon dostał się w pobliże kamienia na którym pawian zasiadał. Samiec skinął mu głową lekko,a następnie wykonał kilka kroków na prawo, by znaleźć sobie wolny i pusty skrawek ziemi. Na innych nie zwracał uwagi.
Plotki które roznosiły ptaki były z pewnością jeno bajeczkami,ale w momencie gdy nic nie straci, a może zyskać, jedynie głupiec by nie skorzystał z nadarzającej się szansy od fortuny. I z takim oto realistycznym podejściem czarnogrzywy zasiadł, wziął głęboki oddech i poczuł woń lasu, kilku lwów i śmierdzącej bądź co bądź małpy.
Uniósł lekko prawą brew na narzekania Everdown. Westchnął i tylko w myślach uznał się za aktualnie najbardziej dojrzałego z zebranych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Słyszałem, że ptaki powtarzały jakąś wieść. Ale… ale nigdy nie uznawałem ptaków za zbyt inteligentne. W końcu nie na darmo mówiono „ptasie móżdżki”. Lwy były stworzone do rządzenia światem. A ptaki? Nawet przekąska z nich były średnia. Mimo wszystko, nie mając nic ciekawszego do roboty, postanowiłem się udać na miejsce, o których te pierzaste patałachy zdawały się świerkać. W końcu w każdej plotce podobno tkwi ziarnko prawdy... chociaż czasami to ziarnko może być małe, niczym ptasi móżdżek.

Po dotarciu na miejsce zobaczyłem… jakąś starą małpę. Skrzywiłem się bo spodziewałem się… sam nie wiem czego. Czegokolwiek innego, a nie małpy za starej, by ją chociażby zjeść. W tym wieku była na pewno łykowata i niesmaczna. Jeszcze gorsza niż ptaki. Gdy mnie zobaczył… wskazał mi łapą na miejsce. Aż miałem ochotę na niego ryknąć… bo jakim prawem on mnie, lwu, wskazuje miejsce? Jakby był… jakimś jego kotem na posyłki. To JA mogłem JEMU wskazać, gdzie jego miejsce. W tym wieku to pewnie na dnie jeziora, bo nawet na kolację się nie nadawał. Rozejrzałem się dookoła dostrzegając inne lwy… i lwicę. Z nią bym się chyba najchętniej zapoznał… możliwie dogłębnie. Niestety wielki lew sprawiał wrażenie na nią zerkać. Rodzeństwo czy jego konkubina? Nie byli podobni, chociaż łączyły ich spore rozmiary, co mogło wskazywać, że są spokrewnieni, chociaż niekoniecznie musieli być. I oni siedli tam, gdzie im małpa kazała? No dobrze, niech będzie, że również się podporządkuję. Chcąc, nie chcąc, udałem się na miejsce, siadając tam i lustrując innych wzrokiem. Chociaż większą uwagę zwracałem na lwicę niż na jakąś starą małpę. Przynajmniej do momentu, aż nie dojrzałem… Sargona. Tu jest drań! Cudem się powstrzymałem, by się na niego nie rzucić i go nie zagryźć. Jak on śmiał… żyć?! Powinien być martwy! Jeśli na mnie zerknął, to uniosłem wargi pokazując mu kły. Niech wie, że o niewielu rzeczach tak marzę, jak zabicie go. A przed śmiercią… a przed śmiercią to bym coś mu jeszcze zrobił. A konkretnie to z jego zadem!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pawian siedział niewzruszony gdy na miejsce przybywały drapieżniki, jakby strach był mu całkiem obcy. Porozsadzał gości by każdy miał swoje miejsce i on mógł ich ze swojego miejsca dobrze widzieć. Policzył głośno na palcach przybyła liczbę. Na komentarz Everdown uśmiechnął się do niej wyszczerzając paszcze w brakującym uzębieniu a tam gdzie jeszcze jakieś kły były, posiadały czarny nalot.
- Dobrze, bardzo dobrze.... już czas. -Odparł jakby sam do siebie. Ci, którzy siedzieli najbliżej małpy mogli poczuć odór zgnilizny.
- Witajcie zagubione i ciekawskie duszyczki... - Tu powstał rozkładając swoje ramiona. Podczas jego przemowy działo się coś bardzo dziwnego i wszyscy mogli poczuć niepokój. Słońce przyciemniło się, otoczone jakby mlekiem. Las wokół również zrobił się bardziej nieprzyjemny, ciemny a trawa na której stąpaliście jakby uschła. Otoczyła was zewsząd mgła, tylko polana zdawała się być jedynie tym nietknięta.
- ...pozwólcie, że zagramy w grę gdzie największym skarbem do zdobycia będzie...- Za-pauzował by spojrzeć po twarzach wszystkich, którzy zaobserwowali dziwne zmiany dziejące się wokół.
- WASZE ŻYCIE! - Wykrzyczał i zeskoczył zwinnie i szybko z głazu znikając we mgle. Można było tylko usłyszeć jego śmiech.
Nie dało wam to wiele czasu na reakcję, zresztą kto by małpę we mgle po drzewach gonił? Ziemia pod waszymi łapami zaczęła się trząść i rozstępować pochłaniając grunt w ciemną czeluść.
Sagala i Everdown to jedyni, którym udało się szybko zareagować i uskoczyć by nie wpaść w dziurę. Pozostali zsunęli się w dół, jeśli będą próbowali wydostać się po ścianach nic im to nie da ponieważ są zbyt strome a ziemia zbyt namiękła od wilgotności.  Każda próba wspinaczki skończy się upadkiem z fragmentami kolejnej ziemi, która się odłącza od szczeliny. Lekko obolali gdy się rozejrzycie dostrzeżecie trzy kamienne korytarze, na których zapłonęły pochodnie jakby tylko czekały na wasze przybycie.
Ci, którzy ugadają się jak się podzielą i udadzą się w LEWO ci, którzy pójdą ŚRODKIEM oraz ci, którzy wybiorą PRAWO. Wybór jest wasz.
Ci co pozostali na górze mogą próbować wydostać się z tego miejsca lub dołączyć do dziury w ziemi. Każda jednak próba przejścia lasu poskutkuje powrotem na polanę. Na żadne inne zwierzęta się nie natkniecie, nawet ptaki, tak jakby wszystko was zmuszało byście wskoczyli w otchłań. Im dłużej będziecie przybywać na polanie tym mgła zacznie robić się coraz bardziej gęsta, będziecie czuli czyjąś złowroga obecność a nawet czasami coś was dotknie za grzbiet, pociągnie za ogon czy prześlizgnie się między łapami. Jesteście tylko wy, niesamowita cisza i coś czającego się we mgle.

[Przypominam, że nie obowiązuje jakaś specjalna kolejka odpisywania podczas interakcji między użytkownikami, dopiero gdy zacznie się poważniejsza akcja prowadzona przez MG obowiązuje kolejka.
Na koniec eventu MG podsumowuje wasze decyzje, aktywny udział itp by przydzielić stosowną "nagrodę."
Na koniec, życzę wam udanej zabawy i nie pozwólcie się zabić }:> ]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
avatar
Gość
Powiedzmy, iż badanie wszystkiego, co było dlań nieznane i nietypowe, leżało w naturze. Nie przepuściłby żadnej okazji, by poznać coś nowego, czy odkryć jakąś tajemnicę. Głównie dlatego także podróżował i zwiedzał coraz to nowsze krainy. Nie był w stanie osiedlić się w jednym miejscu, gdy reszta świata była taka intrygująca i niezbadana. Lepiej było pozostawać w wiecznym ruchu i nie przywiązywać się za bardzo do jakiegokolwiek miejsca.
Zdecydowanie innego zdania była jego partnerka, która najchętniej siedziałaby na swoich pośladach w jednym miejscu. Cóż, mogła pozostać tam, skąd też wyruszyli. Nikt jej nie prosił, żeby towarzyszyła mu aż tutaj, ale uparta koza musiała za nim przyleźć. Jej fochy, teatralne westchnięcia i jęki niezadowolenia raczej bardziej go bawiły, niżeli denerwowały. Zdążył się do tego wszystkiego przyzwyczaić przez cały okres ich związku.
Zatrzymali się w końcu przy małpie, którą Ever raczyła w bardzo przyjemny sposób skomentować. Odrzekłby do niej coś w odpowiedzi, ale był zbyt przejęty przyglądaniem się zebranym tu lwom. Widząc nieco zaciekawione spojrzenia jednego z samców, które rzucał Everdown, parsknął cichym śmiechem i spojrzał na lwicę, mamrocząc doń pod nosem:
- Kolega chyba ma do Ciebie jakąś sprawę, Ever. – dało się wyczuć jego rozbawiony ton. Cóż. Lew nie wiedział w co się takimi spojrzeniami pakował. Już nawet nie chodziło w tym wszystkim o reakcje Sheogoratha, ale bardziej o zachowanie jego partnerki. Raczej na pewno nie będzie kontent, że jakiś obcy zbyt bacznie się jej przygląda.
Miał odezwać się do niej ponownie, lecz przerwała mu przemowa małpy. Obserwował wynędzniałego pawiana z nieco pobłażliwym spojrzeniem do czasu, aż nie znikł im z oczu. Po czym stracił grunt i rąbnął brzuchem o ziemię. Pozbierał się szybko, jednocześnie rozglądając się dokoła i próbując dojść do tego, co też się tutaj właśnie wydarzyło. Ocenił szybko wysokość ściany, ale stwierdził, że raczej samodzielnie się stąd nie wydostanie. Zbyt wysoko, a grunt był za bardzo niestabilny, by się go uchwycić. Świetnie. Utknął. Aczkolwiek… Mógł teraz dostrzec 3 tunele. Nie wyglądało to nazbyt kusząco, ale być może to była ich jedyna szansa.
- Everdown! – krzyknął, wykrzywiając swój łeb ku górze. – Nic Ci nie jest?! Nie wyskoczymy stąd, ale chyba mam inne rozwiązanie!
Wciąż spoglądał w górę, zastanawiając się, czy lwica do niego zejdzie, czy też pozostanie na górze.
Powrót do góry Go down
Samotnik
avatar
Jua przez chwilę mierzył wzrokiem starego pawiana. Jak takie próchno jest jeszcze w stanie mówić? - pomyślał, przy czym roześmiał się na wydechu i zrobił zawadiacką minę. Nie peszyła go też obecność kilku innych osobników. Jedyne, o czym pomyślał, to to, że dawno nie widział aż tylu lwów w jednym miejscu.
Po chwili małpa przemówiła. Pawian zaczął wygadywać coś o jakiejś grze i nagrodzie, którą jest przeżycie. Zahri niespecjalnie się tym przejął, można wręcz rzec, że podczas słuchania go trochę odpłynął. Nie zauważył nawet jak małpa zniknęła gdzieś we mgle.
Świadomość wróciła w momencie, gdy ziemia zadrżała pod jego łapami. Dawno nie czuł strachu, toteż momentalnie sobie przypomniał, jak to jest się bać. Nim zdążył się zorientować co się właściwie dzieje, poczuł tylko silny ból lewej łapy.
Razem z większością zgromadzonych znalazł się na dnie zapadliska. Próbował wstać i się jakoś wydostać, ale nie dość, że ból łapy dawał mu się we znaki, to jeszcze ziemia na zboczach była zbyt wilgotna, a same ściany - zbyt strome, by się wspiąć. Westchnął ciężko i rozejrzał się trochę. Jego oczom ukazały się trzy korytarze. Domyślał się, że to musi być elementem gry wspomnianej przez małpę. Przeprowadził krótką wyliczankę w myślach i padło na korytarz po lewej stronie. Tam też się udał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
avatar
Gość
Everdown również zauważyła spojrzenie, którym obrzucał ją inny samiec. Lwica odsłoniła kły w ostrzegawczym geście i obrzuciła interesanta krytycznym spojrzeniem. Młody, średni, nijaki. Ot kolejny cielak bez mózgu, który obrzucał ją lubieżnymi spojrzeniami. Wielu takich widziała, nikomu prócz Sheo się nie udało. Obrzuciła lwa sarkastycznym spojrzeniem.
- Kolega straci przyrodzenie, jeśli będę mieć taki kaprys - powiedziała głosem obojętnym, wypranym z emocji, lecz w jej błękitnych oczach czaiła się złośliwość. Everdown pewnie kontynuowałaby, gdyby małpa, łysy kleszcz którego nigdy nie posądziłaby o jakąkolwiek energię życiową wykazywaną w tym momencie, nie zaczęła się wydzierać i bredzić jakieś absurdy o życiu i śmierci. Lwica z chęcią zatopiłaby pazury w ciele krzykacza, gdyby w tym momencie nie zadrżała ziemia. Uratował ją refleks i zwykłe szczęście. Nim się obejrzała wszyscy obecni wlecieli do głębokiej dziury, wszyscy prócz niej i szarego lwa z krótką grzywą.
Everdown obrzuciła go krótkim spojrzeniem i wychyliła się ponad kraniec. Sheogorath oczywiście spadł. Niczego innego się nie spodziewała. Był zbyt wielki i zbyt ciężki żeby w porę uskoczyć. Cud że niczego sobie nie połamał przy upadku. Zatrzymała się, machając ogonem na boki. Jak widać źle oceniła małpę. Ten wszarz władał jakąś magią, gdyż to co się stało z pewnością nie było przypadkowe.
Wiedziała, iż jej partner nie ma szans żeby wydostać się z dziury. Musiał iść inną drogą. Everdown dostrzegła jak któryś z obecnych znika w jednym z tuneli. Cóż... mogła pozostać na górze i czekać długie godziny aż Sheogorath wydostanie się i wróci po nią lub zeskoczyć i razem z nim wędrować pod ziemią.
Nadzwyczajny idiotyzm.
Lwica nie odpowiedziała. Cofnęła się jedynie i... tak, skoczyła do dziury, okazując tym samym wyjątkowy debilizm. Wyliczyła również swój skok tak, by wylądować na owym lwie, który obrzucał ją zainteresowanym spojrzeniem. W ten sposób zapewniła sobie miękki upadek. Mogło się udać bądź nie. A jeśli tak, to obrzuciłaby swego "wybawcę" wyjątkowo ironicznym spojrzeniem. Everdown czym prędzej podeszła do swojego partnera i otarła się o niego bokiem. Wyjątkowo powstrzymywała się od komentarzy. Spojrzała na trzy tunele i wybrała ten, który prowadził prosto, nie zważając na ewentualne protesty Sheogorath'a.
Powrót do góry Go down
Samotnik
avatar
Wysłuchał nie bez podejrzeń wrednej małpy, po czym z zaskoczeniem dał się podejść, tak iż skończył w głębokim dole. I bynajmniej nie psychicznym. Nie myśląc wiele jeszcze będąc w powietrzu jak to kot, postarał się spaćsprawnie na cztery łapy. Inne lwy go teraz nie obchodziły, poza oczywiscie Mane'em którego zdązył zauwazyć.
Trochę ich łączyło.Wspólna historia jednak nie była niczym chlubnym ani też przyjemnym w rozpatrywaniu dlatego myśli nie krążyły wokół samca dłużej jak do momentu cichego prychnięcia i nadziei że ten upadł na głowę i nie żyje.
Jednak czas był ważny, i dlatego Sargon szybko wybrał swój tunel i ruszył przed siebie.
Z/T ( o ile tak można nazwać ruszenie tunelem)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Chyba moje spojrzenie w stronę lwicy nie umknęło uwagi lwa, który jak się spodziewałem, był jej partnerem lub bratem. Ewidentnie się znali, ale jaka więź ich łączyła? Tego nie mogłem być pewien. Ever – zapamiętałem jej imię, gdy je ten przerośnięty lew wymienił. Może bym ją dorwał na osobności na małe tete-a-tete? Podobała mi się. Chociaż chyba bez wzajemności. Bo ona z kolei pokazała mi kły. Nie odpowiadałem jej? A może… może chciała abym się bardziej starał? Udawała niedostępną? Mogło być i tak. W każdym razie, wbrew pokazania przez nią kłów, zerkałem na nią dalej lubieżnym spojrzeniem, wprost połykając ją wzrokiem. Jej słowa… hmm, nie przestraszyły mnie jakoś bardzo. Lubiłem takie ostre lwice. Wbiłem oczy w Pawiana, który siedział zamiast pokłonić się mi, lwu, królu dżungli, najwspanialszemu gatunkowi. Chyba jednak nie tylko ja byłem ignorowany – inni byli traktowani podobnie. Zwrócił się do mnie protekcjonalnym tonem, w odpowiedzi na który podniosłem wargi, pokazując mu swoje kły. Żadna małpa nie powinna tak mówić do lwa! Miałem ochotę się na niego rzucić… i pewnie bym tak zrobił, gdyby nie to, że podobną ochotę miałem się rzucić… i na inne, znajdujące się tutaj lwy, zwłaszcza na Sargona. I na lwicę, chociaż na nią to akurat nie z kłami… tylko z pewną inną częścią ciała. I nie chodziło tutaj o grzywę.

Zamrugałem nerwowo oczami, gdy w pewnej chwili zaczęło mi się wydawać… że jakby jakaś mgła się pojawiła czy coś w tym stylu? Wyraźnie pociemniało a trawa… coś z nią było ewidentnie nie tak. Grę? Jaką grę? Co ta małpa pierdoliła? Nasze życie?! Chyba małpiszon nie miał jakiejś klepki. W pewnej chwili… po prostu pobiegł. Stwierdziłem, że to pierdolę i również spróbowałem odejść… ale w tym momencie ziemią się pode mną zapadła, a sam wylądowałem z jakimś dole. Popatrzyłem się niepewnie na innych, zerknąłem na górę, ale nie wydawało się, by po grząskiej ziemi, można byłoby się wdrapać. Trzy tunele? A skąd się tu wzięły trzy tunele! Pod ziemią?! To nie było normalne! Zerknąłem na pozostałe lwy co robią. Ten przerośnięty nie umiał podjąć decyzji i oczekiwał, że mu Ever pomoże. Brat szukający wsparcia siostry czy pantoflarz zdominowany przez lwicę? Kolejny lew poszedł w lewo. Przynajmniej potrafił szybko zdecydować… a nie jak tamten. Zerkałem ponownie na lwicę, żałując, że nie zostałem na górze. Wyobraziłem sobie, jakbym na nią naskoczył… a ten wielkolud by się przyglądał temu z dołu, nie mogąc niczego zrobić. Chociaż jak spadł… to żałowałem, że sobie niczego nie połamał. Gdyby miał złamaną łapę i wybite zęby, to bym oczywiście wykorzystał sytuację, dobierając się do jego zadu. Taki duży, silny… aż chciałbym go zdominować. A Sargona… Sargona również, za to co się zdarzyło przed laty. Ale jego bym później najchętniej zabił. Albo uwięził… by go dominować wiele razy. Moje rozmyślania przerwała lwica… która zeskoczyła na dół, centralnie na mnie. Tak mnie tym zaskoczyła, że nie zdążyłem uskoczyć. Wiedziałem, że na mnie leciała… chociaż niedokładnie to miałem na myśli. W każdym razie najwyraźniej lgnęła do mnie, łaknęła mojego dotyku, zapachu i ciepła. Subtelnie sugerowała, że chce się ze mną zabawić i dlatego zeskoczyła? Czy zrobiła to, bo musiała się zaopiekować tym olbrzymem, bo biedne „lwiątko” nie trafiłoby łapą do własnego pyska, gdyby nie miała rozrysowanej instrukcji? Spiorunowałem ją jednak wzrokiem, gdy zamiast o mnie, wolała tamtego przerośniętego drania. Niewdzięcznica! A to przecież ja zamortyzowałem jej upadek! A nie on! Oni z kolei ruszyli prosto. A Sargon? Nim zdążyłem się na niego rzucić, skręcił w prawo. Ja… ja zawahałem się, gdzie iść. W końcu postanowiłem… zamknąć oczy, obrócić się trzy razy i wybrać tunel na chybił trafił.

Rzut kostką:
1-3 – mam ochotę na trójkącik z przerośniętymi lwami i ruszam za nimi (środkowy)
4-6 – pora na zemstę na Sargonie, ruszam za nim (prawy)
7-9 – może warto poznać kogoś nowego, ruszam za nieznajomym, zwłaszcza że nie wygląda na silnego (lewy)
10 – postanawiam się zaczaić na ostatniego, który został w górze. Czekam aż skoczy na dół… by go znienacka zaatakować
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The member 'Mane' has done the following action : Kostki Prawdy


'dziesięciościenna ' : 1

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Skrzywiłem się czując odór małpy, może i było coś nie tak w niej i może powinienem był wcześniej an to jakoś zareagować. No nic wykazałem się zwykłą cierpliwością, która w tym wypadku nie była najlepszym rozwiązaniem. Wszystko następnie potoczyło się w błyskawicznym tempie. Chciałem rzucić się za małpa ale ta podejrzana mgła była dość... dziwna. Tak bardzo prawidłowe i logiczne myślenie. Nie czekałem jakoś długo an to co zrobić dalej postanowiłem zejść jak i lwica na dól. Samo zejśc do takie.. dobre słów. Postanowiłem zjechać hamując pazurami aby to nie wpaść a kogoś czy coś takiego. Będąc na dole już nikogo nie zastałem? Mniejsza ruszyłem w pierwszy lepszy tunel, czyli ten prawy.

zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Wstęp i zgłoszenia do eventu.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Organizacja :: Kartoteka :: Retrospekcje :: Event :: 16.10.2017r-