IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Witamy na Adhri PBF.
Ziemia tej krainy stanowi skarbnicę początku oraz historii.Tutejsze drzewa pamiętają urodzaj jak i gorzkie czasy. Przez długie lata panowało jedno stado, które przez zdradę i chciwość podzieliło się na dwie frakcje, Lwią Ziemię i Złą Ziemię. Mimo iż każde prowadziło osobną politykę przez zawiść narastały konflikty. >>Więcej tu<<

Share | 
 

 Chwilę temu [Seth x Sargon]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Serce Pustyni
avatar
Rzecz dzieje się dwa tygodnie przed narodzinami lwiątek Setha, czyli tuż po wstąpieniu Sargona na tereny krainy.

Seth, nie mogąc znieść bezczynnego siedzenia w swoim legowisku, wymknął się pod pretekstem patrolu. Wiedział, że jest w tym momencie bardzo potrzebny swojej ukochanej, lecz z drugiej strony bardzo obawiał się o bezpieczeństwo swoich jeszcze nienarodzonych dzieci. Pustynni Bariyah aktualnie przechodzili niewielki kryzys związany z ilością członków w stadzie, więc był i problem ze znalezieniem odpowiednich strażników. Dwugrzywy czuł się odpowiedzialny za wszystkich, toteż starał się wypełniać każdą rolę po kolei. Raz pomagał przy polowaniach, innym razem starał się być dobrym mężem i bratem, a jeszcze innym razem robił krótkie obchody po terenach.
Z terenów Przedwiecznych Ruin wyszedł pod osłoną nocy. Przemierzał piaski pustyni, niczym lampart wędruje po gałęziach drzew - nic dziwnego, gdyż na pustyni czuł się jak ryba w wodzie. Z każdą minutą oddalał się coraz bardziej od domu, mimo iż miał to być tylko obchód po terenach. Seth jednak celowo zszedł z trasy. Zawsze ciekawiły go tereny w stronę przeciwną niż na Lwią Ziemię. Tam już przecież był, kilka razy odwiedzał rodzinne strony swojej ukochanej. Ale co znajduje się w tamtym kierunku? W końcu jego oczom ukazała się jakaś sawanna. Chyba nigdy na niej nie był, bo nie przypominał sobie, by kiedyś dotarł do końca pustyni na północ od Serca Piasków. Otrzepał się z piasku i ruszył dalej kuszony przez swoją własną ciekawość.
Podczas tego niewinnego spaceru, wiele razy myślał o przyszłości swojego stada, o przyszłości swoich dzieci, a także o przyszłości jego samego. Chciał dla wszystkich jak najlepiej, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że to jest niemożliwe. "Nie da się dogodzić wszystkim"- tak mawiali wszyscy, nawet jego matka. Szedł tak jakiś czas z głową w chmurach i dopiero po kilkunastu minutach spostrzegł, że nie ma bladego pojęcia gdzie jest. Wokół dostrzegał jedynie nieznane mu rośliny, skały i wielki wąwóz. Jak to się stało, że zawędrował tak daleko? Nie miał bladego pojęcia. Wiedział jedynie, że będzie musiał jak najszybciej się stamtąd wydostać. Bał się, że odnalezienie drogi powrotnej może być trudne.
Po chwili spostrzegł, że nie jest sam. Wokół niego rozbrzmiewały donośne śmiechy. Zdał sobie sprawę, że prawdopodobnie wpadł w zasadzkę hien, lecz był pewien, że tereny wokół jego stada już od dawna są przez nie opuszczone. Ale czy to wciąż były tereny wokół pustyni?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Minęło trochę czasu od ucieczki z opresji - niewoli Mane'go. Minęło także kilka tygodni tułaczki... Aż nareszcie coś miało się zmienić. Wydarzenie z pozoru błahe może mieć wielkie znaczenie.
Jego podróż trwała, aż do chwili gdy w jego uszy zawitał znajomy dźwięk śmiechu. Podłego hienowatego śmiechu.
Normalnie by zwyczajnie odszedł, ale to były zbyt złowrogie chichoty.
Czuł że należy to sprawdzić.
Udał się w kierunku który podyktował mu węch i wszelakie dźwięki.
Ze skał wąwozu ujrzał zbliżające się hieny do jakiegoś lwa. Co prawda wyglądał na zdecydowanie lepiej zbudowanego od jakiejkolwiek z hien, to jednak było ich zdecydowanie za dużo dla samotnego osobnika.
Powoli skradając się Sargon szybko rozmyślał nad wszelakimi możliwymi scenariuszami rozwoju sytuacji.
Wyszukał największe skupisko kamieni i zaparł się z całych sił łapami by popchnąć głazy.
Uprzednio rzecz jasna poczekał na tyle by hieny nie miały jak zwiać.
Kilka głazów poszybowało wprost w złośliwe stworzenia.
Niektóre uciekły na sam widok ciężkich skał. Inne zostały zmiażdżone. Ale nadal pozostawało kilka hien z drugiej strony wąwozu. Sargon bez dłuższego namysłu oddał kilka susów i popędził ku drugiemu krańcu wąwozu. W międzyczasie ryknął z całych sił, licząc na to że wystraszy wredne hieny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Serce Pustyni
avatar
Władca Pustynnych zdał sobie sprawę, że jest w potrzasku. Jak on mógł być aż tak nieodpowiedzialny?! Zaczął warczeć na hieny, a w międzyczasie przeklinał samego siebie w myślach. Wiedział, że szanse ma nikłe, bo co mu po wielkiej sile, gdy jest sam, zupełnie otoczony przez pokaźną grupę padlinożerców? Po chwili wzajemnych ostrzeżeń, jedna z krokut rzuciła się na lwa. Seth odepchnął ją potężnym zamachnięciem łapy, lecz wrogi drapieżnik tylko uderzył o ziemię i od razu wstał gotowy do kolejnego skoku. Lew ryknął z nadzieją, że może w jakiś sposób ogłuszy przeciwników, ale był w błędzie. Hieny nie chciały rozmawiać, negocjować- ich przywódczyni od razu nakazała atakować. Powodem było oczywiście naruszenie granic ich terenów...
Seth był pewien, że to jego koniec. Starał się bronić, lecz na niewiele się to zdało. Okazało się jednak, że jest dla niego szansa. Ponad całą tą walką, lew spostrzegł drugiego lwa. Nie wiedział nic o jego zamiarach, nawet nie zdążył się nad tym zastanowić. Ujrzał już tylko ogromne głazy lecące w dół. Sethowi udało się uciec na bok, ale niektórym hienom już nie. Oszołomiony wydarzeniem lew usłyszał jeszcze donośny ryk z drugiej strony wąwozu. Wówczas wszystko do niego dotarło i zdał sobie sprawę, że zupełnie obcy lew ocalił mu życie. Przerażone hieny, które uniknęły śmierci pod kamieniami, uciekły w popłochu.
Po kilku minutach Seth doszedł do siebie i zaczął się powoli wydostawać z tamtego niebezpiecznego miejsca. Jego wybawca wciąż tam stał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Gdy kurz bitewny opadł, dostojnym krokiem podszedł do oszołomionego brązowogrzywego.
- Wszystko w porządku przyjacielu? - zapytał nieśpiesznie, cały czas nie tracąc animuszu. Mówił tak, jakby przemawiał do znajomego podczas wizyty a nie do lwa którego nie znał, i przed momentem uratował mu żywot.
W tle już nie było słychać hien, lecz wiadomym było że mogą tu wrócić, liczniejszą grupą.
- Me imię Sargon zwany Dalekowzrocznym. A Ciebie jak zwą? - spytał lecz już po sekundzie namysłu dodał jeszcze - Choć może na grzeczności nie pora. Czym prędzej chodź, one wrócą.
Upewnił się jeszcze że stan Setha jest w miarę dobry i kiwnął głową zachęcając by powoli acz sukcesywnie zmierzali na południe, z dala od tych ziem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Serce Pustyni
avatar
Seth wyszedłszy z miejsca zdarzenia stanął naprzeciwko swojego wybawcy, który niemalże od razu do niego podszedł.
- Tak, wszystko w porządku - odparł pospiesznie, przy czym przyjrzał się obcemu lwu. Nie wiedział, co ma powiedzieć, prawdopodobnie wciąż był zaskoczony tym wszystkim, co go spotkało. Usłyszał tylko polecenie lwa, by prędko się stamtąd wydostali, gdyż napastnicy mogą wrócić w każdej chwili. Od razu skinął mu łbem i ruszyli na południe.
Gdy odeszli kawałek od terenów hien, Seth zdał sobie sprawę, że wybawca mu się przedstawił. Zwolnił i spojrzał mu prosto w oczy.
- Dziękuję ci za ratunek. Gdyby nie ty...prawdopodobnie nie stąpałbym już po tym padole. Jestem Seth, Serce Pustyni. Skąd pochodzisz, Sargonie? - uśmiechnął się nieznacznie. Był wciąż oszołomiony całym zdarzeniem i miał łapy jak z waty. Mimo wszystko, starał się uspokoić i dowiedzieć się czegoś o wybawcy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Chwilę temu [Seth x Sargon]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Organizacja :: Kartoteka :: Retrospekcje-