Latest topics
» Lwia Grota
by Nurvureem Czw Sty 25, 2018 6:28 am

» Serce Lasu
by Nataka Sro Sty 24, 2018 9:39 pm

» Dolna część Wodospadu
by Fahyim Sro Sty 24, 2018 9:36 pm

» Górna część Lwiej skały
by Rashid Wto Sty 23, 2018 7:16 pm

» Chętnie Pogram!
by Mane Wto Sty 23, 2018 11:50 am

» Poszukiwania
by Mane Wto Sty 23, 2018 11:49 am

» Wasze Bannery
by Wymiana Pon Sty 22, 2018 3:12 pm

» Dół kanionu
by Jua Zahri Nie Sty 21, 2018 10:25 pm

» Dziedziniec
by Amon Nie Sty 21, 2018 10:16 pm

» Górna część wodospadu
by Nurvureem Nie Sty 21, 2018 10:01 pm

» Południowa cmentarzysko
by Nurvureem Nie Sty 21, 2018 9:46 pm

» Koryto rzeki
by Sekhmet Sob Sty 20, 2018 9:03 pm

» Wodospad w Oazie
by Sargon Pią Sty 19, 2018 4:23 pm

» Akkie - Jesienny Deszcz
by Seth Sro Sty 17, 2018 6:46 pm

» Nagrody za event
by Nurvureem Sro Sty 17, 2018 11:29 am

» Czego właśnie słuchasz?
by Seth Wto Sty 16, 2018 10:59 pm

» Legowisko Setha i Shayi
by Koda Wto Sty 16, 2018 7:40 pm

» Ruchome Piaski
by Jasiri Wto Sty 16, 2018 12:03 am

» Skargi i Zażalenia
by Nurvureem Nie Sty 14, 2018 7:42 pm

» Oaza
by Nurvureem Nie Sty 14, 2018 7:33 pm


Share | 
 

 Cmentarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
Mroczny Mistrz
avatar
Na Cmentarzysku słoni możemy zauważyć wielkie zmurszałe kości i szkieletów. Kiedyś w tych okolicach zamieszkiwały tu hieny, po walce Skazy i Simby o tron Lwiej Ziemi opuściły tereny. Miejsce jest nadal niebezpieczne bo tak naprawdę nie wiadomo co się kryje w tym obszarze. Promienie słońca nigdy nie padają na ten teren przez sterty gnatów, które rzucają cień na resztę cmentarzyska, panuje tu wieczny półmrok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Cmentarzysko słoni. Niezbyt przyjemne miejsce o równie nieprzyjemnej historii. W końcu to właśnie te tereny były zamieszkiwane przez hieny. Jednak Arde lubił to miejsce, często je odwiedzał. Właśnie tutaj mógł liczyć na chwilę spokoju. Mógł posiedzieć sam i pomyśleć, a kości dawały dostatecznie dużo cienia, aby schronić się przed palącym słońcem. I tym razem Arde położył się w cieniu. I to nie tak, że unikał innych osobników ze swojego stada. Po prostu miał ochotę posiedzieć w tym miejscu. Dla niego nie było ono w żaden sposób straszne. Choć nie był może zbyt silny to jednak był już prawie dorosłym lwem. Mało które zwierze porwałoby się na króla zwierząt. Przynajmniej w pojedynkę, a w przypadku grupy jak chociażby hien, które kiedyś tu żyły zawsze można było salwować się ucieczką. Do tej pory jednak się to zdarzyło. Nie licząc sępów nie spotkał tu dotychczas nikogo. Ani członka krwawego zmierzchu, ani żadnego innego zwierzęcia. Podejrzewał, że i tym razem spędzi tu jakiś czas przez nikogo nie niepokojony na rozmyślaniach. Niezbyt wesołych rozmyślaniach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mroczny Mistrz
avatar
Hazir przechodził powolutku w kierunku cmentarzyska słoni gdzie kiedyś chodził były przywódca Złej Ziemi czyli dziadek Skaza. Westchnął krótko zamykając na chwilę ślepia i wyczuł czyjąś obecność na cmentarzysku ale mógł się faktycznie pomylić bo cień dawał mu we znaki. Gdy spojrzał raz jeszcze swoimi krwawymi ślepiami skierował swoje łapy w kierunku cmentarza gdzie leżały stare kości z dawnych lat i zobaczył jednego członka ze stada.
- Ashtar przyjacielu - rzekł szorstkim i spokojnym głosem do towarzysza. Zastanawiał się czemu akurat tutaj ukrywa, a nie jest wśród innych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Arde szybko zdał sobie sprawę, że ta wizyta na cmentarzysku różniła się od poprzednich. Wcześniej wyczuł czyjąś obecność niż zauważył, że ktoś się zbliża. Już samo to było zaskakujące, ale kiedy jego ślepiom ukazał się Mroczny Mistrz zaskoczenie zmieniło się w szok. Co ktoś taki jak Hazir robił w takim miejscu? Był przywódcą stada, mógł robić co chce i chodzić gdzie chce, ale dlaczego pojawił się właśnie tutaj? Arde nawet nie próbował odgadywać odpowiedzi. Chyba nawet wolał jej nie znać.
W każdym razie na widok Hazira podniósł uwalone w cieniu cielsko.
- Ashtar... - odpowiedział na powitanie. Acz w tej odpowiedzi dało się wyczuć nutkę niepewności. Z bardzo prsotego powodu - Arde czuł, że powinien coś dodać. Tak jak tamten powitał go jako przyjaciela i on powinien coś dodać. Przywódco? Liderze? Kolejne określenia pojawiały się w jego głowie, ale żadne z nich nie zostało wypowiedziane na głos. W końcu zdecydował się użyć oficjalnego tytułu jaki Hazir nosi. - Mroczny Mistrzu. - dodał po dłuższej chwili pochylając głowę w pełnym szacunku dla przywódcy geście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mroczny Mistrz
avatar
Hazir zbliżył się powolnym i ciężkim krokiem do towarzysza. Najwyraźniej Mroczny Mistrz chciał akurat sprawdzić czy nie kręcą się jakieś hieny na jego terenach. Jeśli by spotkał pewnie by dał możliwość zamieszkania albo wygonił to zależy od korzyści pomiędzy stadem a ich klanem. Gdy usłyszał przywitanie Arde nie był zaskoczony, ale jak dokończył z tytułem "Mrocznego Mistrza", to było coś pomyślał dosłownie w kilka minut nie okazując emocji.
- Czemu akurat tutaj przebywasz Arde? Nie powinieneś być wśród innych ze stada Krwawego Zmierzchu? - spytał się stojąc prosto nie pokazując skrzywionej sylwetki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Po pełnym szacunku skinieniu w kierunku przywódcy Arde stał można by powiedzieć na baczność. W żaden sposób nie chciał urazić czy okazać braku szacunku wobec Mrocznego Mistrza, który pozwolił mu wychowywać się w jego stadzie. Bystre spojrzenie zielonych ślepi utkwiło w Hazirze kiedy młody lew zastanawiał się co może chodzić mu po głowie. Niestety, ale w myślach czytać nie potrafił. Musiał więc poczekać, aż tamten się odezwie. W oczekiwaniu oddychał bardzo powoli nie poruszając nawet jednym mięśniem. I choć można było odnieść wrażenie, że jest zupełnie spokojny atmosfera dla Arde była ciężka. A stała się jeszcze bardziej uciążliwa kiedy Hazir przemówił. Lew o czarnej grzywie wstrzymał na moment oddech zastanawiając się jak odpowiedzieć. Nie mógł przecież wyznać, że nie czuje się między pozostałymi z Krwawego Zmierzchu źle. Nigdy nie dano mu przecież odczuć, żeby był gorszy z powodu tego, że nie urodził się w tym stadzie. W ogóle nikt nawet o tym nie wspominał jakby nie zdawano sobie z tego sprawy. Ale przecież wiedzieli, Arde nie miał co do tego wątpliwości. Dlaczego więc nie czuł się dobrze między nimi? Czemu wolał spędzać czas samotnie? Prawdopodobnie nawet on sam nie znał odpowiedzi na ty pytania. A co tu mówić o satysfakcjonującej odpowiedzi dla przywódcy stada? Jednak skoro Hazir zadał pytanie należało na nie odpowiedzieć.
- Może powinienem, ale... To w takich miejscach jak to, kiedy jestem sam mam większą szansę porozumieć się z duchami. - skłamał bez mrugnięcia okiem. To znaczy potrafił słyszeć duchy czy nawet z nimi rozmawiać, ale wcale mu na tym nie zależało. - Oczywiście mogę dołączyć do pozostałych jeśli tak rozkażesz. - przybrał szybko swoją usłużną postawę jako nienależący do stada wyrzutek. Nie był nim, ale tak o sobie myślał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mroczny Mistrz
avatar
Hazir niewzruszony spoglądał na nowego który był w stadzie. Nie był zły o to że chciał przebywać samotnie dlatego aż taki wrednym przywódcą nie jest żeby od tak rozkazywać. Spokojnie zaczynał zastanawiać się gdzie jego partnerka Nastia bo jednak wtedy nie przyszła więc musiała gdzie indziej pójść. Gdy od razu przypomniało mu się będzie musiał zajrzeć do Nastii bo martwił o nią.
- Arde mam dla Ciebie za zadanie, chciałbym żebyś dzisiaj patrolował granice Krwawego Zmierzchu, ponieważ dużo intruzów się kręci dlatego mianuję Cię jednym ze strażników stada - rzekł stanowczo w kierunku lwa. Rzadko Mroczny Mistrz mówił coś takiego poza zebraniem lwów dlatego uznał za stosowne czy też koniecznie żeby ktoś patrolował owy teren.
- Zastąpisz mnie w tych obowiązkach - odparł do niego krótko.
- Dobrze ja muszę iść i mam nadzieję, że niebawem spotkamy się Arde - rzekł ze spokojnym i szorstkim głosem. Hazir nie zabawił się długo na tych terenach dlatego ruszył w strony Termiteria.

z.t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Ja? Strażnikiem stada? Nie nadaję się. - Pomyślał natychmiast po usłyszeniu słów przywódcy. Był raczej słaby i kompletnie nie nadawał się do czegoś takiego, a przynajmniej sam tak uważał. Oczywiście samo patrolowanie może i nie było problemem, ale jeśli faktycznie na kogoś trafi? Mógł zająć się patrolowaniem, faktycznie niedobrze jeśli na granicach kręcili się obcy. Mógł ich wyśledzić i kogoś powiadomić, ale nic ponad to. Przecież ktoś tak słaby jak on zwyczajnie nie byłby w stanie przepędzić innego lwa. A może przywódca w ten sposób chciał się go pozbyć? Tak, to było możliwe, ale nawet jeśli tak było i zdawał sobie z tego sprawę nie mógł przecież odmówić Hazirowi.
- Jak każesz. - odparł pochylając głowę. Nic nie mógł na to poradzić. Pozostało mieć nadzieję, że jednak na nikogo nie trafi.
Kiedy Mroczny Mistrz odszedł i on ruszył się z miejsca. Po tym jak otrzymał misję nie mógł dalej tu przesiadywać. Jeśli ktoś by odkrył, że zignorował rozkaz przywódcy byłoby z nim kiepsko. Nie pozostało mu więc nic więcej jak ruszyć w kierunku granic ziem Krwawego Zmierzchu, które miał patrolować. Robił to bardzo niechętnie.

z.t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Młode
avatar
Mjuvi prowadził jelonka w cmentarzysko słoni mając nadzieję, że odnajdzie Edena z którym by chciał porozmawiać. Mane najwyraźniej musiał pilnować jelonka, żeby młodemu księciu który stał się następcą tronu krwawych. Westchnął zastanawiając się gdzie ten wujek Eden pałęta.
- Mam nadzieję, że znajdziemy go w tym miejscu bo często pałęta się tu - rzekł ze spokojem siedząc na grzbiecie jelonka. Trzymał się mocno żeby nie spaść z niego. Nie chciałby zawieść zaufania zwierzęcia tym bardziej miał nadzieję spotkać przyjaciela swojego ojca Hazira.
- No cóż chyba trzeba poczekać tutaj żeby pojawił się - odparł dając do zrozumienia dwójce żeby zrobić odpoczynek w takim miejscu. Hien nie było w tych okolicach dawno wynieśli się w inne tereny więc nie musieli o nic martwić.
- Co do mieszkańców cmentarzyska słoni co mówił ojciec wynieśli się dawno temu - odpowiedział krótko dając do zrozumienia, że siedzą w bezpiecznym miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mroczne Ostrze
avatar
Był już po wizycie u Hazira, a także po poinformowaniu lwów o spotkaniu, wprawdzie nie wszystkich, jednak liczył mocno na pocztę pantoflową. Powrócił na swoją ulubioną miejscówkę w nadziei, że znów przypadkiem natknie się na Natakę. Niestety trafił na kogoś, ale zupełnie odmiennego. Było to małe lwiątko na plecach jelonka, który to wyglądał dość znajomo. Ale może to tylko złudzenie. Zmrużył oczy, by dokładniej przyjrzeć się ciekawemu zjawisku.
- Ashtar, nieznajomi. Jestem Eden Sandjon, medyk z Krwawego Zmierzchu. Co was tutaj sprowadza?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Szedłem obok jelonka, na którym jechał Mjuvi, który… w jakiś sposób prowadził roślinożercę na Cmentarzysko Słoni. Jak to robił? Podgryzał go, kopał, wbijał pazury czy zwyczajnie mu mówił, gdzie ma iść? W sumie nie miało to dla mnie większego znaczenia, póki oczywiście Bambi grzecznie szedł, nie utrudniając i nie rozrabiając, jak to miał w zwyczaju. Na wszelki wypadek trzymałem lianę, która tamten miał na szyi. A na nóżkach jelonka znajdowały się pęta zrobione z lian – tak by drań nie próbował uciec. I tak się bałem, że coś spróbuje zrobić lwiątku. Bo wtedy przede wszystkim ja bym oberwałem – byłem pewien, że wszystko zostałoby zrzucone na mnie. Zatrzymałem się, gdy Mjuvi wstrzymał Roślinożercę. Uśmiechnąłem się, gdy lwiątko uspokajało swojego wierzchowca, że jedyne, co go może zjeść, byliśmy my – lwy. Powoli zacząłem się niecierpliwić… gdy w końcu pojawił się Eden, na którego czekaliśmy. Kto powinien odpowiedzieć na jego pytanie? W sumie… chyba byłem najstarszy… przynajmniej stażem, bo nie miałem pojęcia, ile lat miał Jelonek. Raczej jego wiek można było określić jako „łykowaty”.
- Witam. Przyszliśmy tutaj… w zasadzie chyba bez większego celu. Mjuvi chciał sobie zrobić przejażdżkę na Bambim – moim Jelonku. A Bambi… chyba chce coś zjeść i się martwi, czy z jego szyją jest wszystko w porządku – wyjaśniłem mu – Tylko go nie jedz. Jest już łykowaty. Trzymam go jako zwierzątko jaskiniowe. Trochę głupiutki, ale da się go wytresować – wyjaśniłem mu, bo pewnie nie miał pojęcia, dlaczego chodzę z Jelonkiem na lianie, wożąc na nim syna władcy. Jak się nad tym tak teraz zastanowiłem… to trochę abstrakcyjnie to brzmiało. Miałem nadzieję, że Medyk stadny nie powiem nam, że wszyscy jesteśmy pierdolnięci i powinniśmy się leczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jasna lwica wyszła szybkim krokiem z legowiska, po czym momentalnie zwolniła, by przejść do spokojnego spacerku. Nie chciała, żeby jej synowi coś się stało, ale z drugiej strony nie chciało jej się ganiać za nim i jakoś specjalnie zamartwiać.
Po kilkunastu minutach, gdy przechadzała się po Cmentarzysku Słoni, usłyszała czyjeś głosy. Postanowiła udać się w tamtym kierunku. Chwilkę później ujrzała swojego syna na jakimś...czymś przypominającym niebezpieczną, dużą antylopę, tuż za nim szedł Mane, a przywitał ich Eden. Była kompletnie skołowana tym, co ujrzała, ale postanowiła coś poudawać.
- Mane! - ryknęła - co to ma znaczyć?! Czym jest ta okropna kreatura i dlaczego Mjuvi na nim siedzi!? Złaź stamtąd natychmiast! - zaczęła krzyczeć, przy czym przyjęła pozę gotową do ataku. Nie była aż tak zdenerwowana, ale trzeba było się ukazać jako troskliwa matka. Póki co, udawanie kochającej lwicy wychodziło jej doskonale.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lodowa Grzywa
avatar
Poruszanie się z tymi wszystkimi pętami nie należało do łatwych i przyjemnych. Jeleń drobił małymi kroczkami prowadzony przez malucha. Wejście na cmentarzysko wcale nie było lepsze, wszędzie pełno walających się gnatów o które łatwo się potknąć.
- Ktoś zamieszkiwał cmentarz? - Zapytał małego. Długo nie było im toczyć dalszą cześć rozmowy bo pojawił się Eden. I choć minęło parę lat jeleń rozpoznał go od razu. Nie da się od tak zapomnieć swojego ucznia, tym bardziej, że był pierwszym, którego szkolił. Lew jednak zdawał swojego dawnego mistrza nie rozpoznawać.
- Czyżbym aż tak się zmienił czy usilnie wypierasz ze łba wspólnie dzieloną przeszłość? Trochę to niewdzięczne. - Zapytał Edena.
To co jednak wygłosił Mane zirytowało byka, sapnął rozeźlony i skorzystał ze sposobności, że lew trzymał naciągniętą lianę i ją przegryzł. Ucinając tym samym smycz. Zapewne doszłoby do kolejnego ostrego starcia między mięsożercą a roślinożercą ale pojawiła się kolejna osoba. Najprawdopodobniej mamuśka albo opiekunka sadząc po jej wypowiedzi. Do tego obrała pozę gotową do ataku. Zaprawdę, same oszołomy.
Firkraag chciał skorzystać z zamieszania i zaczął powoli poruszać racicami tak by rozluźnić lub zsunąć ograniczające mu ruch liany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Młode
avatar
Malec cały czas siedział na jelonku nie miał ochoty złazić, ale też nie chciałby denerwować zbytnio innych swoim zachowaniem. Jeśli by jego mama zobaczyła nie byłoby to fajne. Po usłyszeniu kroków zauważył swoją mamę co jego zbiło z tropu myślowego. O kurcze nie dobrze pomyślał sobie Mjuvi. Po wysłuchaniu słów Jelonka trzymał się nadal jego grzbietu.
- Tak Hieny kiedyś żyły za czasów mojego przybranego dziadka Skazy - rzekł spokojnym tonem głosu. Spojrzał się na Edena raczej wujka.
- O wujek Eden, poznajesz mnie? - spytał się krótko okazując białe kiełki. Miał nadzieję, że wie kim jest Mjuvi. Przed słowami jelonka usłyszał słowa mamy w kierunku wujka Mane, kończąc na lwiątku.
- Ale mamo, jelonek nic złego mi nie zrobił w dodatku chciał się spotkać z wujkiem Edenem - rzekł spokojnie do mamusi, chcąc ją uspokoić. Według Mjuviego nie powinna atakować gości, ale z drugiej strony pewnie martwi się że może zrobić następcy tronu krzywdę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mroczne Ostrze
avatar
Uniósł brew wysoko, bo nie był do końca pewien czy właśnie spotkał swego mentora, tym bardziej, że Mane przedstawił go jako jakiegoś Bambi. Chociaż te wszystkie malunki na ciele wskazywały dość wyraźnie na jego mentora. Pewność tę uzyskał dopiero wtedy, gdy on sam przemówił.
- Firkraag? Co tutaj robisz? I czemu zmieniłeś sobie imię? Albo... coś dziwnego się dzieje. - potrząsnął głową trochę skołatany. Potem zrobiło się jeszcze dziwniej, gdy został nazwany przez lwiątko wujkiem. Ale to jeszcze nie koniec, bo przybiegła tu jego matka skora do ataku.
- Wujek? Czy ja o czymś nie wiem? - potem uniósł łapę niejako powstrzymując wojowniczą mamę. - Spokojnie. Znam tego jelenia i muchy by nie skrzywdził. Jest medykiem i na pewno zna wartość każdego życia. - potem spojrzał wymownie na swego nauczyciela opuszczając przy tym łapę - Dobrze, a teraz wytłumacz mi o co chodzi, bo nic nie rozumiem z tego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
Jelonek dopytywał się o cmentarz? Strasznie ciekawski, jak na roślinożercę. Czemu wypytywał lwiątko a nie mnie, swojego właściciela? Jak ja z nim chciałem rozmawiać to kategorycznie odmawiał a teraz sam zagaduje innych. Niewychowany, krnąbrny Bambi! – pomyślałem, ale nie powiedziałem tego na głos, by nie myśleli, że z powodu zachowania Jelonka mam jakiś wielki ból zadu. Zdziwiłem się, jak przemówił do Edena… jakby go znał. A tamten… chyba również go znał. No nie powiem, byłem zaskoczony. Już miałem przeprosić medyka za zachowanie mojego zwierzątka jaskiniowego, gdy ten uszkodził mi smycz. Spiąłem się, by się po prostu na niego rzucić z kłami… gdy usłyszałem nagły ryk i aż podskoczyłem w miejscu. Nie, nie, tylko nie ona! – pomyślałem, widząc zbliżającą się Nasti. Byłem… chyba przerażony. No ładnie, ładnie. Teraz mi się oberwie. Przez cały czas się zastanawiałem, jaka kara by mnie spotkała, jakby Mjuviemu coś się stało… ale nawet gdy nic mu nie było, pewnie wysłucham solidnej wiązanki od matki. Wiedziałem to, po całym jej ryku i spojrzeniu… i rzeczywiście po chwili zaczęła się na mnie drzeć, jakbym co najmniej jej syna uszkodził. A przecież nic mu nie było! Zapewniłem mu tylko odrobinę rozrywki! Co w tym złego?!
- To… to tylko Bambi. To roślinożerca. One są… no tymi… pacyfistami. On muchy by nie skrzywdził, żaby… co najwyżej źdźbło trawy – próbowałem ją uspokoić. Zresztą nie tylko ja. I jej syn i nawet Eden starali się ją udobruchać. Najbardziej mi się podobało, jak Mjuvi odmówił zejścia… no to dobrze. Złość lwicy się może skanalizuje na nim a nie na mnie. Nie chciałem, by wkurzona samica wydrapała mi oczy. Dobrze… dobrze byłoby się jej podlizać.
- Wiesz, jak mama każe… to może powinieneś zejść. Mama Cię kocha i chce dla Ciebie najlepiej – oznajmiłem mu na tyle głośno, by Nastii to usłyszała. Oczywiście w to nie wierzyłem… ale nie chciałem mieć w niej wroga. Wpatrzyłem się w Mjuviego i mrugnąłem do niego znacząco okiem, tak aby matka tego nie widziała, by domyślił się, że nie mówię na serio. Sądziłem, że jest na tyle sprytny, że zrozumie, że lepiej nie wkurzać matki i zejść, bo się jeszcze jakimiś karami dla niego skończy, szlabanem na wychodzenie czy koniecznością posprzątania całej jaskini.
- Tak, dokładnie. Bambi jest trochę głupiutki, ale w sumie miły – potwierdziłem za medykiem, podchodząc do Jelonka – A tylko się rusz! To Cię zabiję! – warknąłem do niego cicho, by inni nie słyszeli, próbując do niego podejść i związać oba końce liany, odzyskując swoją smycz, na której go trzymałem. Jeśli jednak odsuwał się, to chwyciłem go krótko za pozostałą część. Dalej mogłem go tak trzymać, aczkolwiek nie było to wygodne ani dla mnie, ani dla niego.
- To Bambi - moje zwierzątko jaskiniowe – powtórzyłem ponownie Medykowi, który chciał wiedzieć, co się tutaj dzieje. Wcześniej chciałem go prosić o opatrzenie Jelonka aby się upewnić, że nic mu nie jest, za co byłbym mu winny przysługę… ale skoro się znali, to mogłem to rozegrać inaczej.
- Jeśli go chcesz, to mogę się nim zamienić… za dowolne inne zwierzę, lwa, lwicę – stwierdziłem. No bo Jelonek zaczynał mi się nudzić. Jakoś był mało rozmowny. Jakbym dostał lwicę… lub lwa, to przynajmniej mógłby się zabawić. Na pewno nie skończyłoby się na rozmowie. A dowolne inne zwierzę… też byłoby ok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nastia cały czas spoglądała na całe widowisko z boku, wciąż będąc w pozycji "rozwścieczonej mamuśki". Mierzyła wzrokiem to Mane'a, to Edena, to tego całego Bambiego i nie wiedziała już w końcu na co się szykować. Myślała już o tym, by rzucić się na dziwnego zwierza. W końcu wyglądał na bezbronnego, a lwicy ostatnimi czasy kompletnie nie chciało się polować na bardziej ruchliwe zwierzaki. Po chwili jednak została powstrzymana przez Edena, który dał wszystkim wyraźny znak, że zna owego "jelonka".
- Mjuvi...złaź z niego. Gówno mnie obchodzi, czy jest agresywny, czy też nie -  syknęła spoglądając na dziecko. W sumie to i tak nie była specjalnie zmartwiona o zdrowie dziecka, skoro owe stworzenie było uwiązane. Bardziej była zmartwiona o swoją osobę, w końcu kochała być w centrum uwagi. Było jednak coś w tym dzieciaku, co nie pozwalało jej być całkowicie obojętną w jego kierunku.
- Mane, skąd masz to stworzenie? - zapytała patrząc mu prosto w oczy. Nie była najszczęśliwszą lwicą na świecie z tego powodu, że ten znajduje sobie jakieś rogate bydlaki i targa je po krainie z jej synem na grzbiecie. Była również ciekawa skąd Eden zna tego wymalowanego dziwaka. Ale była pewna, że sytuacja zaraz się wyjaśni. Nikt nie będzie przed nią niczego ukrywał.
Jasnowłosa lwica chciała podejść do stworzenia i chwycić Mjuvi'ego za skórę na karku, by delikatnie go stamtąd ściągnąć. Jeśli jej się to udało, zrobiła to, po czym spojrzała na minę właściciela kopytnego i uśmiechnęła się z pogardą w duchu. Przerażenie wymalowane na jego pysku świadczyło, że lwica, mimo nieobecności w stadzie spowodowanej porodem i regenerowaniem sił, ma jeszcze poklask wśród poddanych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lodowa Grzywa
avatar
Zrobiło się nieprzyjemnie, bardzo nieprzyjemnie. Za dużo naraz się działo i jeleń tylko śmigał po każdym z obecnych wzrokiem. Pozwolił się Mane zbliżyć by ten poprawił rzekomą smycz ale w tym czasie udało mu się oswobodzić racice. Coś za coś. Jeszcze gorzej gdy Eden był skołowany i nie wiedział co się dzieje a agresywnie nastawiona matka zbliżała się do Firkraaga.
- Nie zmieniłem imienia, miałem wyjątkowego pecha i przegrałem pojedynek. Lew mnie jednak nie zeżarł a zamiast tego pojmał. Już nie wiem co byłoby gorsze. - Dodał naprędce i poruszył szyją kręcąc przecząco łbem. Szyja, na której wciąż widniała świeża rana po ugryzieniu przez lwa.
Mimo wszystko nie chciał stracić swojej jedynej karty przetargowej, cofnął się gdy lwica chciała ściągnąć malucha, napinając przy tym smycz do granic możliwości. Gdy zajdzie taka potrzeba szarpnie mocno pociągając i za sobą Mane, byleby tylko nie dać zabrać z grzbietu Mjuviego. Matka powinna zdawać sobie sprawę, że im bardziej jeleń będzie wierzgał tym łatwiej o upadek lwiątka. A niewiele trzeba by go zadeptał czy potknął się i przewrócił na malucha.
- Nie podchodź do mnie drapieżniku! -Zażądał stanowczo. Nie podobała mu się szczególnie Nastia, ten jej uśmieszek, wroga postawa. Sprawiała wrażenie jakby mogła mu się w każdej chwili do gardła rzucić nie pytając o to o zdanie innych. W końcu była królową a tej wolno wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Młode
avatar
Spokojnie spoglądał w różne strony nie wiedząc co wyprawia się dlatego westchnął trzymając jelonka. Nie spodobało mu się że mama musi rządzić lwiątkiem przecież nic mu nie jest dlatego mogła sobie darować w takim momencie takie akcje. Mjuvi naburmuszył się tak bardzo że warknął wtedy echo zaczynało odbijać o skały, a jeśli Ojciec usłyszy to pewnie przyjdzie zobaczyć co tutaj wyprawia. Właściwie powinien w końcu ruszyć ten cholerny zadek pomyślał następca tronu. Młody książę powinien w końcu znać wartości stada głębiej niż teraz.
- Matko, nie zejdę dobrze wiesz, że Jelonek może zostać sprowokowany jak podejdziesz bliżej nas - rzekł wiedząc, że zwierze nie da mu zejść. W dodatku książę był bezpieczny na tyle że na pewno nie stanie żadna krzywda. W danym momencie pokazał grymas jaki robi jego ojciec Hazir. Naturalnie nie chciał oberwać od matki ale naprawdę powinna mu zaufać.
- Powinnaś mamo mi zaufać, a tak wygląda że mi nie ufasz?! - warknął spoglądając z wyrzutem na nią. W końcu odezwał się buntowniczy charakterek urwisa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mroczne Ostrze
avatar
Zaczęło się robić coraz goręcej. Lwica-matka chyba zamierzała rzucić się na jelenia, co byłoby średnim pomysłem, zwłaszcza z lwiątkiem na nim. Ale to nie było najgorsze, tylko słowa innego lwa, który to uzurpował sobie posiadanie Firkraaga. Zmrużył oczy i lekko otworzył pysk przyglądając się doń z niedowierzaniem.
- Jest twoim czym? Zwierzątkiem jaskiniowym?- ale i to jeszcze nie koniec, bo oto lew zaproponował mu... wymianę. Wyglądało na to, że stadowicze praktykowali niewolnictwo. W tej chwili dość mocno żałował dołączenia do grupy z takim barbarzyńcą. Brwi mu opadły, a na pysku malował się już tylko gniew. - Czyś ty zdurniał do reszty? Wypuść go natychmiast! To mój mentor, to on mnie nauczył wszystkiego czego potrzebowałem! Na pewno nie pozwolę ci nim pomiatać jak byle zabaweczką!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
/Przepraszam za późny odpis, ale w piątek i w sobotę nie miałem za wiele czasu Sad

Sytuacja wcale się nie uproszczała a wręcz przeciwnie, z każdą chwilą zdawała się komplikować. Coraz bardziej wściekła lwica coraz głośniej dopominała się, by jej lwiątko zeszło z Bambiego i to mimo tego, że i ja i inni tłumaczyliśmy jej, że Jelonki to grzeczne i bezbronne zwierzęta, które wprost uwielbiają się bawić z lwiątkami. W każdym razie pytanie lwicy mnie zaskoczyło.
- Skąd? Znalazłem go przy oazie – odpowiedziałem jej zgodnie z prawdą… czy w miarę zgodnie, bo chyba „złapanie” można uznać „znalezieniem”? Na jedno wychodzi. W każdym razie ponownie podszedłem bliżej jelonka, chwytając go za lianę używaną w charakterze smyczy
- Ej! Nie pyskuj Bambi bo jeszcze zmienię zdanie i pójdziesz na jedzenie! – zagroziłem mu, próbując go zmusić do uspokojenia się. Zaczął się cofać, naprężając lianę. Czyżby znowu próbował ją przerwać?
- Ej! Co ty wyprawiasz? Spokój! – wydarłem się na niego, znowu zaczynając tracić cierpliwość. Strasznie nieposłuszny Jelonek mi się trafił! Ale… ale ja już go nauczę posłuszeństwa! Będzie chodził przy łapie, aportował i podawał raciczkę! Albo… albo zginie, w trakcie okrutnych prób tresury!
- Stój w miejscu! Bo jeśli lwiątku coś się stanie, to osobiście Cię zabiję! Słyszysz!? – ryknąłem na niego. Powinienem mówić spokojnie, starając się go uspokoić? Chyba wolałem głośno ryknąć mając nadzieję, że to wymusi na nim posłuszeństwo. Chociaż z jednym się zgadzałem. Lwica nie powinna była bliżej podchodzić. Zbyt… żarłocznie wyglądała. Sprawiała wrażenie, jakby chciała mi zjeść moje zwierzątko jaskiniowe, a przecież nie zapraszałem jej na obiad! Niech sobie zje własnego jelonka a nie mojego! Dobrze, że i Mjuvi starał się ją powstrzymać… chociaż powinien już zejść z Bambiego i iść z matką do siebie, nim ta całkiem zgłodnieje.

- Tak, zwierzątkiem jaskiniowym – powtórzyłem Edenowi, który chyba był głuchy, bo wyraźnie to powiedziałem. Może powinienem mówić głośniej? W końcu panował tutaj mały harmider, spowodowany gównie przez lwicę. Jak to jest, że typowa lwica potrafi być głośniejsza i spowodować większe zamieszanie niż 2 lwów, lwiątko i Jelonek?
- Wypuścić? Mentor? Jak Bambi może być… mentorem lwa? – prychnąłem, po czym całkiem się roześmiałem. To brzmiało… jakoś tak absurdalnie – Bambi… Bambi Ci mówił, co masz robić? I słuchałeś go niby? Dobre sobie! – mówiłem roześmianym głosem. Uważał, że mu uwierzę i oddam Jelonka? Dobre sobie! Żałosna próba ukradzenia mojej własności!
- Ale on JEST moją zabaweczką, czy tego chcesz czy nie. Jak Ci tak na nim zależy… to schwytaj cokolwiek innego: lwa, innego jelenia, dowolne inne zwierzę. To się wymienimy. A jego… nie oddam za darmo – wyjaśniłem mu, ponownie zwracając uwagę na Jelonka, który chyba zbyt rozrabiał, bo jak widziałem, uwolnił nogi z lian. Szarpnąłem za „smycz”, przybliżając go do siebie, a jak nie wyszło, to sam do niego podszedłem. Mógł się cofać… ale tak nim kierowałem, by w końcu skończyło mu się miejsce, gdy zadem dotarł do jakichś kości. A wtedy próbowałem mu ponownie zrobić pęta z lian na przednich nogach. Jeśli utrudniał to próbowałem go chwycić zębami za szyję i chwilę przytrzymać aby zrozumiał, że ze mną lepiej nie zaczynać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
Nie znałem tutejszych stad, nie miałem okazji jakoś bardziej ich poznać. Ruszyłem tam gdzie dostałem wieści, że nasz medyk sie znajdował. Tunele się zawaliły, więc sam ruszyłem. Jestem Jarlem i muszę postępować tak aby moim ludziom było dobrze. Nie miałem zamiaru zostawić Fira na pastwę jakieś barbarzyńskiej grupy lwów. W końcu dotarłem i zauważyłem nawet go i grupę lwów.
-Złaź gówniarzu- Warknąłem na widok jakiegoś lwiaka na jego grzbiecie.
-Wypuść go- Rzuciłem do lwa, który cos wspomniał, że jeleń jest jego. Machnąłem mocniej ogonem. Nie bałem się ani go ani całej reszty jaka tutaj sie znajdowała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cierń
avatar
/Zgodnie z koncepcją Deus ex machiny pora coś zrobić z fabułą, bo trwa kilka tygodni – czyli znacznie więcej, niż Jelonkowa niewola powinna trwać.

Kłótnia trwała i trwała… i stanowczo nie wyglądało, by można było (przy tym tempie odpisów) dojść do jakiegokolwiek porozumienia. Nagle… nagle pojawił się jakiś inny lew. Przyjrzałem się mu uważnie. Nie znałem go… chociaż nie byłem tego pewien. Czyżby gdzieś mi kiedyś mignął? W każdym razie sprawiał wrażenie groźnego… ale nie powinien tu wpadać i mi grozić.
- Co? Kogo wypuścić? – warknąłem. Zignorowałem nazwanie gówniarza gówniarzem – niech go własna matka broni.
- Bambi jest mój! Jak go chcesz, to mogę się nim wymienić! – dodałem, próbując jakoś ściągnąć lwiątko i przyciągnąć Bambiego do mnie, wcześniej pętając mu przednie nogi lianiami, by nie próbował uciekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lodowa Grzywa
avatar
Mane coraz bardziej go irytował a skoro jeleń miał już wolne racice mógł swobodnie nimi poruszać. Pozostawała tylko kwestia jego smyczy i małego dzieciaka na grzbiecie. Jak go zrzuci to będzie to już wyrok podpisany na jego osobę. Ale mając go wciąż na sobie było też zaletą lew nie powinien się na niego jawnie rzucić bo mogłoby to zaszkodzić młodemu. Mane starał się go przyciągnąć jednocześnie wchodząc w dysputę z jego byłym uczniem Edenem. Rogacz wykorzystał ten moment gdy jego uwaga była skupiona na stadnym medyku. Wziął zamach i tak jak lew tego chciał przybliżył się uderzając z całej siły łbem centralnie w jego czaszkę, chcąc go przymroczyć i uwolnić się ze smyczy.
Usłyszał czyjś znajomy głos, zbytnio był jednak skupiony na działaniu by się rozglądać do kogo należał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samotnik
avatar
-To nie jest jakiś Bambi tylko Firkraag- Warknąłem co to w ogóle ma być? Jak do tego mogło dojść? Zastrzygłem lekko uchem obserwując samca i starając się mieć a oku pozostałe tutaj osoby. Na jego wzmiankę o wymianie tylko lekko prychnąłem.
-Niby jaka mam pewność, że puścisz go?- W końcu mógł kłamać czy blefować. Nie uważałem aby ta zgraja barbarzyńców miał w sobie chociaż krzty honoru więc? Jeleń jednak umiał się bronić, dziw bierze, że z takim porożem w ogóle dał się złapać. Postanowiłem jakoś pomóc medykowi i kiedy ten wykonał swój ruch ja postanowiłem również zadziałać i miałem zamiar powalić lwa w miarę możliwości jaką była w tym różnie bywa, nie byłem przyzwyczajony do takiego terenu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Cmentarz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» cmentarz wagańkowski
» Cmentarz (Zniszczony)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Krainy Stad :: Krwawy Zmierzch :: Pustkowia :: Cmentarzysko Słoni-